Zestawienie

Serie HORRORÓW, które popadły w ŚMIESZNOŚĆ

Autor: Gracja Grzegorczyk
opublikowano

Współcześnie twórcy horrorów starają się tworzyć rozbudowane uniwersa, w których umieszczają swoich bohaterów. Do dzisiaj na rynku ukazują się kontynuacje klasycznych dzieł, jednak nie zawsze są to produkcje udane. Okazuje się, że wiele kultowych franczyz na przestrzeni lat popadło w śmieszność. Oto kilka z nich.

Halloween

Mike Myers

Aż przykro patrzeć, jak klasyk Johna Carpentera, który zapoczątkował gatunek slashera, na przestrzeni lat popada w coraz to większą śmieszność. Doprowadziło to do tego, że studio musiało po wielu latach wyprodukować oficjalny sequel, mówiąc widzom, by zapomnieli o wcześniejszych filmach. Była to niezwykle mądra decyzja, która pozwoliła uprzątnąć bałagan, jaki pozostawiły po sobie poprzednie odsłony. W międzyczasie pojawiła się autorska interpretacja Roba Zombiego, którą albo się kocha, albo nienawidzi. Moim największym problemem z serią jest fakt, iż final girl, Laurie Strode, ginie poza ekranem. Po tym wszystkim, co przeszła w dwóch pierwszych filmach, część czwarta mówi: „OK, zginęła, idziemy dalej”. Niestety od tej właśnie odsłony zaczynają się wszystkie problemy serii. Mamy coraz większe dziwactwa, jak więź telepatyczną pozwalającą na mordowanie ludzi, tajemniczy kult oraz magiczny powrót naszej bohaterki w filmie Halloween – 20 lat później, który całkowicie ignoruje to, co wydarzyło się wcześniej. Wiele wątków staje się niezwykle problematycznych, bowiem Laurie przeprowadza dekapitację na Michaelu Myersie, po czym twórcy mówią nam, że to nie był on, tylko jakiś przypadkowy człowiek. Serio? Niestety na przestrzeni 11 filmów kolejne morderstwa, usprawiedliwione słabą fabułą, były bardziej żenujące aniżeli angażujące. Franczyza poszła w bardzo złym kierunku.

Piątek trzynastego

Antagonista serii, Jason Voorhees, dostał aż 11 filmów. Wprawdzie cała seria liczy ich 12, ale w pierwszym z nich główny bohater w ogóle się nie pojawia. Można tylko powiedzieć, że każda z tych produkcji jest gorsza od poprzedniej. Świetny początek serii po dziś dzień uznawany jest za kultowy. Niestety nie można tego powiedzieć o pozostałych odsłonach. Nie ma chyba osoby, która nie kojarzyłaby seryjnego zabójcy w masce hokejowej, mającego na swoim koncie największą liczbę zabójstw spośród ekranowych killerów. Trzeba jednak pamiętać, że niektóre rozwiązania okazały się być przysłowiowym gwoździem do trumny, przez co seria popadła w śmieszność. Weźmy przykładowo fakt, iż nasi niczego niespodziewający się imprezowicze w ogólne nie zdają sobie sprawy, że tuż obok seryjny morderca właśnie zabił około tuzina ludzi, w sprawę zamieszana jest policja, a o wszystkim aż huczy w wiadomościach. Praktycznie na przestrzeni całej franczyzy bohaterowie popełniają klasyczny błąd, myląc mordercę ze swoimi przyjaciółmi. Motyw ten zostaje wykorzystany kilkakrotnie. A ja się pytam: w jaki sposób mogło do tego dojść? Jason był przecież wysokim, postawnym nieumarłym facetem… Piątek trzynastego: nowy początek przekracza kolejną granicę absurdu, gdy gość podszywający się pod antagonistę zabija wszystkich jednym ciosem. Rozumiem, że konieczne było zabicie 20 osób na przestrzeni całego filmu, jednak jest to nieprawdopodobne nawet jak na tę franczyzę. Na koniec wspomnijmy chociażby o nekromancji, telekinezie i odmładzaniu przy pomocy ścieków, których w tej serii także nie brakowało.

Ostatnio dodane