Zestawienie

Sceny z FILMÓW MARVELA, które możemy oglądać BEZ KOŃCA

Autor: Odys Korczyński
opublikowano
Rozrosło się nam to uniwersum Marvela ostatnimi laty. Jest w czym wybierać i nawet jeśli niektóre fragmenty świata zaprojektowanego przez grafików ze stajni Stana Lee niekoniecznie mi się podobają (Kapitan Ameryka, Spider-Man), przy takich budżetach na ich produkcję trudno nie znaleźć scen, które warto zapamiętać i do których można wracać bez końca. Często właśnie w owych scenach widać jakiś element atmosfery, który, gdyby był obecny w całej produkcji, zmieniłby ją na korzyść, oczywiście wbrew oczekiwaniom speców od targetowania. A jak wiemy, targety marvelowskich produkcji są projektowane bardzo szeroko, żeby zmaksymalizować zyski. Żadnej sztuce od wieków nie wyszło to jednak na dobre. Elitarność dzieła jest przecież jego zaletą i gwarantem wolności twórczej.

Wschód słońca Thanosa (Avengers: Wojna bez granic)

Wciąż nurtuje mnie pytanie, czy gdyby Gamora była biologiczną córką Thanosa, to ten byłby w stanie poświęcić ją na Vormirze, żeby zdobyć Kamień Duszy? I jeszcze jedno. Czy ewentualne poświęcenie swojego dziecka nie byłoby dla publiczności zbyt trudne do zniesienia, dlatego twórcy historii tak z niej wybrnęli, trochę jednak oszukując? Niemniej widok zmęczonego Thanosa, który z trudem kuśtyka, żeby ujrzeć wschód słońca nad nowym wszechświatem, porusza. Zmęczony Bóg dokonał najgorszego, ale i zarazem najlepszego czynu stwórczego od początku istnienia świata. A może nie Bóg, tylko doskonałe narzędzie, bo przecież ktoś musiał przemyśleć takie, a nie inne działanie Kamieni Nieskończoności, musiał w planie wszechświata uwzględnić taką możliwość, z której skorzystał Thanos – możliwość konieczną w odpowiednich warunkach. Jedno jest pewne – ocena moralna postępowania Thanosa może być dokonana jedynie poza systemem ludzkiej etyki. Kiedyś znany filozof Alfred North Whitehead, jeden z bardziej mi bliskich myślicieli, stwierdził, że cierpienie jest tak powszechnym wirusem drążącym ludzkość, że jedynym sposobem, by się go pozbyć i uczynić ludzkość szczęśliwą, jest uśmiercić przynajmniej dwie trzecie z nas. Czyżby Thanos był spadkobiercą myśli Whiteheada?

Pocałunek Spider-Mana i Mary Jane (Spider-Man)

A właściwie dwa. Pierwszy, gdy Spider-Man ratuje ją przed oprychami gdzieś w ciemnym zaułku miasta. Pada deszcz. Obydwoje są mokrzy. On wisi do góry nogami na poziomie jej twarzy. Ona delikatnie ściąga mu maskę, żeby odsłonić jedynie usta i go całuje, a on wtedy momentalnie ucieka, bojąc się, że zostanie odkryty. Drugi pocałunek odbywa się już w nieco mniej romantycznej scenerii – na cmentarzu. Mary Jane i Peter Parker spotykają się na pogrzebie Normana Osborne’a. Gdy Mary całuje się z Parkerem, coś jakby z opóźnieniem świta jej w głowie. Kiedyś już całowała podobne usta, ale jak to bywa w tego typu filmach, Parker szybko się zmywa. Znów przeczuwa, że może zostać rozpoznany. Do widza więc należy ocena, co stanie się dalej, gdzieś poza okiem kamery. Lubię te dwie sceny za grę aktorską Tobeya Maguire’a i Kirsten Dunst, a także za tak rzadko spotykany w kinie superbohaterskim romantyzm.

Śmierć Iron Mana (Avengers: Koniec gry)

Nie spodziewałem się, że to właśnie on został wybrany na tego, kto wykona to legendarne pstryknięcie, podobnie jak zdziwiło mnie, że Hulk okazał się na to za słaby. Patrząc na supermoce członków Avengers najlepiej do tego powinna nadawać się Kapitan Marvel, jednak Thanosa ostatecznie pokonał zwykły człowiek wspomagany zaawansowaną techniką. Coś to musi znaczyć. To kompletnie odwrócona wizja superbohaterstwa. Niech jednak każdy z miłośników MCU rozważa tę metaforę po swojemu. Nie śmierć Iron Mana jednak decyduje o tym, że lubię powracać do tej sceny (byłbym masochistą), a pomysłowość, z jaką Tony Stark oszukał Thanosa, oraz ten krótki moment, gdy Kamienie Nieskończoności ustawiają się na rękawicy Iron Mana, Thanos wytrzeszcza ze zdziwienia oczy, a potem następuje błysk światła.

Quicksilver ratuje szkołę X-Menów (X-Men: Apocalypse)

Zastanawiałem się jeszcze nad wstawkami, kiedy Magneto mówi po polsku. Sceny te miałyby w sobie jednak zbyt wiele błędów, żeby ciągle do nich wracać. Wygrał zatem Quicksilver. Niesamowicie zrobiona scena. Bohater zawsze jest tuż przed wybuchem. Początkowo wydaje się nieco zdziwiony, że znalazł się gdzieś na zewnątrz szkoły, a wszystko wokół niego porusza się kilka razy wolniej, potem za każdym razem, kiedy kogoś ratuje, na ułamek sekundy robi dowcipną minę lub pozę. Jest jasne, że zdąży, ale im więcej osób ratuje, tym ogień jest bliżej. Nawet tak szybki superbohater musi się więc coraz bardziej spieszyć. Jak to brzmi? Dziwnie, karkołomnie i fantastycznie. Wisienką na torcie jest przeniesienie obślinionego psa.

Ostatnio dodane