Zestawienie

Reżyser mój WRÓG, czyli siedem najciekawszych KONFLIKTÓW na planie filmowym

Autor: Karolina Michalska
opublikowano

Pisząc pracę na temat konfliktów na planach filmowych między reżyserami a aktorami, napotkałam na dwie podstawowe trudności. Pierwszą z nich była konieczność ograniczenia się do kilku najciekawszych. Drugą, znacznie gorszą: za wszelką cenę nie dać ponieść się emocjom i mimo wszystko pozostać bezstronnym.

Konflikty na planach filmowych wybuchają z różnych pobudek – czasami zupełnie błahych, czasem poważnych. Niejednokrotnie dotyczą walki między nieznającymi granic mężczyznami i nieznającymi swoich praw kobietami, ale i kobiety nie zawsze są święte. Atmosferę na planie potrafi zepsuć także trudny charakter którejś ze stron konfliktu. A to reżyser jest zbyt wymagający, a to aktor jest zbyt pewny swego geniuszu i nie liczy się z żadną krytyką. Poznajmy więc siedem sytuacji, w których doszło do konfrontacji między reżyserem a aktorem.

Nieodwzajemnione zauroczenie

Hitchcock – nazwisko, które znane jest chyba każdemu. Filmowy geniusz, a jednocześnie rubaszny, pozbawiony skrupułów, sfrustrowany sadysta, o czym w pełni przekonała się debiutująca młoda aktorka, Tippi Hedren. To właśnie ją reżyser wypatrzył w reklamie coca-coli i zachwycony jej wdziękiem, zaangażował do roli w filmie Ptaki. A że Hedren była zdeterminowana i nie do końca wiedziała jeszcze, na co może się zgadzać, a na co nie, stała się główną ofiarą Hitchcocka. Ofiarą, która najpierw odgrywała rolę bóstwa. Niestety Hedren, mimo początkowych próśb, które ostatecznie zmieniły się w groźby, nie zauroczyła się Hitchcockiem. Ten natomiast wyraźnie nie radził sobie z odmową i być może zignorowanie takiego „zaszczytu”, jakim był romans z nim samym, było dla niego szczytem bezczelności ze strony młodej aktorki. Postanowił więc pokazać jej, kto tu rządzi. Elementem owej dominacji był chociażby sposób kręcenia niektórych scen. Mimo zapewnień, że będzie inaczej, na planie użyto żywych ptaków, którymi Hedren została obrzucona. Dodatkowo, aby nie odlatywały, były przywiązywane żyłkami. Mało? Reżyser postanowił decydować o każdym jej kroku, ubraniu czy fryzurze. Aby jeszcze bardziej przytłoczyć aktorkę, kontrolował także jej kontakty z przyjaciółmi i miał swoich ludzi, którzy śledzili każdy jej krok. I chociaż reżyser znany był w środowisku ze swoich zawyżonych wymagań, w tym przypadku nawet pozostali aktorzy pracujący na planie Ptaków przyznawali, że jego obsesja na punkcie Hedren przekraczała wszelki granice. Znajdą się tacy, którzy powiedzą, że reżyser zwyczajnie był perfekcjonistą i dążył do tego, by odwzorować idealnie swoja wizję, uzyskać efekt strachu. No cóż. Myślę, że mimo wszystko można to był zrobić inaczej. Bez rujnowania kariery i psychiki Tippi Hedren.

Tańcząc z wrogiem

Björk i Catherine Deneuve w filmie Tańcząc w ciemnościach

Lars von Trier to kolejny pan, któremu wydawało się, że może pozwolić sobie na wiele. Podobno. Bo konflikt ten jest dość zagmatwany i niejednoznaczny. W odróżnieniu od starcia między Hitchcockiem i Hedren sytuacja, jaka miały miejsce na planie filmu Tańcząc w ciemnościach, jest bardzo trudna do ocenienia. Kiedy na jaw wyszły skandaliczne zachowania Harveya Weinsteina, swoją historię postanowiła opowiedzieć też piosenkarka i aktorka Björk. Wspomniała traumatyczne wydarzenia, które miały miejsce podczas jej współpracy z duńskim reżyserem. I chociaż nie wymieniła jego nazwiska, dla wszystkich stało się jasne, że mowa to o von Trierze. Björk wspomina nie tylko porywczość reżysera, ale także groźby z jego strony i propozycje seksualne skierowane w jej kierunku, w których von Trierowi nie przeszkadzała nawet obecność żony. Stanowisko reżysera w tej sprawie jest nieco inne. Tłumaczy on, że owszem, dotykał jej, a raczej przytulał, ale był to dotyk przyjacielski i robi tak ze wszystkimi aktorami, z którymi współpracuje. Wspomina on również, że dziennikarze i tak nie chcą uwierzyć w jego wersję. O tym, że to Björk rządziła na planie, mówi również producent Peter Aalbæk Jensen. Jak było naprawdę, wiedzą tylko Björk i von Trier.

Nie sposób jednak przy tej sprawie nie zwrócić uwagi na dwie kwestie. Pierwszą jest znana w sieci akcja #metoo – z jednej strony w ogromny sposób pomogła ona wielu kobietom, które przeszły piekło i dotąd milczały, z drugiej jednak strony została przez niektóre panie nieco wykorzystana. Kwestią drugą są osoby, które opowiedziały się po stronie Björk – czy słusznie, tego nie wiem. Wiem natomiast, że poparcie oskarżenia wobec reżysera argumentem, iż w jego filmach jest sporo przemocy i seksualności, jak dla mnie jest niedorzeczne. Kwestia trzecia – biografia von Triera. To właśnie z niej dowiemy się kilku znaczących ciekawostek. A mianowicie tego, że oboje, i von Trier, i Björk, byli bardzo uparci i impulsywni, oboje chcieli też rządzić. A współpraca z Björk była jednym wielkim koszmarem. Kapryśna gwiazda nazywała pomysły reżysera gównianymi, cały czas straszyła go, że odejdzie, nie szanowała ani reżysera, ani reszty ekipy filmowej (dobowe spóźnienie czy ataki wściekłości, z jakimi musiała zmagać się kostiumograf). Innym problemem, jaki miała Björk, był fakt, że… nie potrafiła odróżnić fikcji od rzeczywistości. Scena morderstwa, którego dokonywała w filmie, doprowadzała ją do skraju załamania nerwowego. Ale i von Trier, zmagając się z kapryśną i humorzastą Björk, był całkowicie wykończony psychicznie – do tego stopnia, że zdarzało mu się zapłakać. Chociaż biografia von Triera, jak się łatwo domyślić, może być nieco stronnicza, to z pewnością wybryki Björk również trzeba brać pod uwagę.

Niemniej chyba nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę.

Molestowanie i załamanie psychiczne

I znowu kobiety. I znowu oskarżenie o molestowanie. Zestawienie dwóch filmów: Głębokiego gardła i Ostatniego tanga w Paryżu nie powinno nikogo dziwić. Linda Lovelace oraz Maria Schneider do końca życia zmagały z traumą wywołaną molestowaniem, do którego ich zdaniem doszło na planach filmowych.

Głębokie gardło – najpopularniejszy film erotyczny z 1972 roku to klasyk, o którym słyszeli nie tylko domorośli amatorzy pornografii. W końcu nie bez powodu jest jednym z najbardziej dochodowych filmów w historii kina. Film ten ma jednak swoja ciemną stronę, jaką jest długoletnia trauma głównej aktorki. Lindę Lovelace do świata filmu, ale także narkotyków i pornografii wprowadził jej mąż Charles Traynor. To „dzięki niemu” zagrała w kilku niskobudżetowych produkcjach pornograficznych (w tym „Dogarama”) i to on zapoznał ją z Gerardem Damianem, który zafascynowany Lovelace, postanowił obsadzić ją w głównej roli w swoim filmie. Filmie, w którym według wizji reżysera główna bohaterka mogła osiągać orgazm tylko przez seks oralny. W konflikcie między Damianem a Lovelace trudno stanąć po stronie reżysera, widząc, jakimi argumentami posługują się obie strony. Lovelace została przedstawicielką walki kobiet przeciwko pornografii, a traumatyczną współpracę z Gerardem Damianem (a także życie z mężem zmuszającym ją do seksu z innymi mężczyznami) wspomina w swojej biografii, na potrzeby której pomyślnie przeszła test wariografem.

Argumenty reżysera, które możemy usłyszeć chociażby w jednym z udzielonych przez niego wywiadów, w porównaniu z punktem widzenia Lovelace są, krótko mówiąc, niedorzeczne i oburzające. Damiano mówi między innymi, że ludzie, którzy nie oglądają filmów pornograficznych, popełniają przestępstwa seksualne, a ci, którzy je oglądają, tego nie robią. Żeby było jeszcze ciekawiej, kobiety, które są przeciwne pornografii, nazywa wyrzutkami seksualnymi i z ogromną pewnością siebie przekonuje, że Lovelace na planie Głębokiego gardła przeżyła najlepsze chwile w swoim życiu. W jego wypowiedziach na temat sytuacji aktorki widać wyraźne próby zmiany tematu. Lovelace to nie jedyna artystka, która występ w znanym filmie przypłaciła traumą na całe życie.

„Ostatnie tango w Paryżu”

Podobna historia spotkała także Marię Schneider, której sprawa stała się głośna dopiero w 2016 roku. Trudno zrozumieć, co mieli w głowie Bernardo Bertolucci i Marlon Brando, kiedy podczas jedzenia śniadania, patrząc na masło, wymyślili scenę gwałtu analnego. I scena jak to scena, sama w sobie nie jest niczym złym, bo o wiele gorsze okrucieństwa można było już spotkać w kinie, gdyby nie jeden mały szczegół – aktorka nie była o niej poinformowana. Można zrozumieć różne metody pracy reżyserów. To, że czasem zszokowanie aktora, spontaniczność wywołuje w nich najprawdziwsze emocje. Ale w tych metodach są pewne granice. A Schneider poczuła się zwyczajnie… zgwałcona. Chociaż panowie zapewniają, że do gwałtu nie doszło. Nie zapominajmy jednak, że Schneider miała wtedy 19 lat i nie bardzo jeszcze wiedziała, na co jako początkująca aktorka może się zgodzić, a na co nie. A duet Bertolucci i Brando nie tylko zmusili ją do zrobienia czegoś wbrew sobie, ale również nie pomyśleli, by później przeprosić. Fakt – zamierzony efekt został uzyskany. Tyle że wściekłość i poczucie poniżenia, jakie oglądamy w tej scenie, są autentyczne, a konsekwencją nieprzemyślanej decyzji Bertolucciego było wieloletnie załamanie nerwowe, z którym zmagała się aktorka. Jak widać, bycie artystą wizjonerem nieznającym granic ma swoje ciemne strony, którymi owi tytani sztuki nie zawsze się przejmują.

Ostatnio dodane