Zestawienie

Przeoczone oryginalne filmy NETFLIXA, które WARTO znać

Autor: Krzysztof Nowak
opublikowano

Nazywam się Dolemite

Komedia biograficzna Craiga Brewera niemal natychmiast przywodzi na myśl takie produkcje jak Disaster Artist czy Ed Wood. Stanowi fabularny zapis fragmentu życia Rudy’ego Raya Moore’a, który – chcąc zabłysnąć w show-biznesie – wykreował postać Dolemite’a,  najpierw po prostu wygadanego, wulgarnego alfonsa, a później także bohatera niskobudżetowych filmów akcji. Z dzisiejszej perspektywy nie mamy wątpliwości co do tego, jak ważna była dla kina era blaxploitation, ale wtedy komika postrzegano przede wszystkim jako oderwanego od rzeczywistości dziwaka, w którego nie warto było inwestować ani centa, stąd skojarzenia z przywołanymi wcześniej utworami Franco i Burtona. Nazywam się Dolemite to kolejny portret człowieka, który nawet jeśli nie stworzy wiekopomnego dzieła o niewątpliwej wartości artystycznej, to swoją twórczością uszczęśliwi całe rzesze odbiorców. Kop motywacji gwarantowany.

Życie prywatne

Jak w domu powinni się tu poczuć fani skromnych dramatów obyczajowych i wszyscy ci, którzy łykają filmy Noah Baumbacha jeden po drugim. Skupione na dialogach i nie zawsze podawanych wprost wewnętrznych rozterkach bohaterów Życie prywatne Tamary Jenkins podejmuje temat trudny – nie tylko artystycznie, ale i społecznie. Przedstawiona w filmie para postaci, granych przez świetnych Kathryn Hahn i Paula Giamattiego, ma problem z bezpłodnością, co wymusza na nich szukanie innych metod objęcia opieki nad dzieckiem. Produkcja nie prezentuje gotowych rozwiązań, skupia się natomiast na ukazaniu psychicznego cierpienia towarzyszącego dwójce kochających się osób na każdym kroku, które wpływa na ich życie prywatne, towarzyskie i zawodowe. Obraz pełen nadziei, tyle że bezlitośnie gasnącej raz za razem. Film bolesny, lecz dzięki temu niezwykle szczery.

Przychodzi po nas noc

Zestawienie kończymy kinem strzelano-siekano-bito-kopanym. Każdy, kto na Raid bawił się jak prosię… tutaj będzie bawił się trochę mniej. Film Timo Tjahjanto nie doskakuje do poziomu zaserwowanego nam w przepełnionym adrenaliną szaleńczym wyścigu na życie i śmierć Garetha Evansa, ale w wielu momentach go przypomina i to powinno wystarczyć dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć kreatywną krwawą rzeź na ekranie. Fabuła Przychodzi po nas noc jest prosta jak budowa cepa – porachunki rodziny gangsterskiej. Dalej nie ma co się rozwodzić, wierzcie mi, bo liczy się tylko tyle, by w możliwie najbardziej brutalny i widowiskowy sposób uśmiercić przeciwnika. Przygotujcie się na szalone choreografie walk, hektolitry rozlanej krwi i dziesiątki połamanych kończyn. Smacznego!

Które mniej popularne filmy Netflixa pozytywnie was zaskoczyły?

Zapraszamy także do lektury tekstu o wartych uwagi niezależnych filmach na Netfliksie.

Ostatnio dodane