Zestawienie

POLSKA SZKOŁA KONTYNUACJI, czyli jak się u nas robi sequele

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

Sequele, czyli kolejne części filmów, to w historii kina zjawisko powszechnie znane i często występujące. Śledząc poczynania filmowców w Polsce, można jednak odnieść wrażenie, że podchodzi się do niego z dużą dozą nieufności czy rezerwy, w efekcie czego praktyka kontynuacji w rodzimej kinematografii wydaje się dość specyficzna i mało klarowna. Można w tym kontekście mówić o swoiście polskim podejściu do filmowych sequeli. W niniejszym tekście spróbuję się przyjrzeć temu, jak rysuje się w naszym kinie ta praktyka, i na przykładach wskazać funkcjonujące w jej ramach tendencje.

Z tradycji: Człowiek z żelaza


Zacznijmy od tego, że polska kinematografia, jako zdominowana przede wszystkim przez dramaty, ze stosunkowo rzadkimi wycieczkami w stronę kina gatunkowego, zdaje się nie mieć tworzenia kontynuacji w swojej naturze. Bardziej typową od klasycznie rozumianego sequela (czyli kolejnej części danej historii) formą są różnego rodzaju cykle, dyptyki, tryptyki czy innego rodzaju powiązania tytułów na zasadzie autocytatów. Przykładem może być chociażby tryptyk śląski Kazimierza Kutza (powiązany tematycznie i ideowo, ale nie fabularnie) czy Rysopis, Walkower i Ręce do góry Jerzego Skolimowskiego, które prezentują kolejne etapy historii Andrzeja Leszczyca, czym zbliżają się do ogólnego rozumienia filmowych kontynuacji. Tryptyk Skolimowskiego jest jednak kinem bardzo hermetycznym, autorskim i wsobnym estetycznie, przez co trafniejsze zdaje się rozpatrywanie go jako kilkuczęściowej całości niż dokładanych epizodów. Jest to tendencja, jak sądzę, w pewien sposób dominująca w polskim kinie.

Szczególnym połączeniem tej tradycji oraz formy sequela jest zaproponowana przez Andrzeja Wajdę (a kogóż by innego?) kontynuacja sztandarowego dzieła Kina Moralnego Niepokoju, czyli Człowiek z żelaza. Nagrodzony Złotą Palmą w Cannes film, powstały w dużej mierze na fali karnawału Solidarności w roku 1980, wpisuje się właściwie dokładnie w definicję filmowego sequela. Człowiek z żelaza kontynuuje historię kluczowych bohaterów wybitnego Człowieka z marmuru, wykorzystując zawarte w zakończeniu pierwszego filmu podteksty i katalizując przy okazji społeczne nastroje, związane z sugerowaną w tamtym filmie antysystemowością. Wajda pod koniec kariery w dość kuriozalny sposób uczynił z historii Birkutów trylogię, dopisując do nakręconego w 2013 roku Wałęsy łączący go z wcześniejszymi filmami podtytuł Człowiek z nadziei, czym zbliżył powstałą w ten sposób serię do opisanej wyżej konwencji tematycznego cyklu. Nie zmienia to jednak faktu, że Człowiek z żelaza pozostaje ciekawym przypadkiem sequela w ramach „dramatycznej” tradycji polskiego kina, rozwijającym historię znaną z pierwszego filmu.

Sequele Sylwestra Chęcińskiego


Popularność filmu z 1967 roku sprawiła, że reżyser zrealizował kolejne dwa obrazy o perypetiach przesiedleńców.

Kiedy mowa o polskich sequelach, bez wątpienia jako pierwsze na myśl przychodzą kontynuacje popularnych komedii. Swoistym specjalistą jest tutaj Sylwester Chęciński, który odpowiada za sequele aż dwóch kultowych komedii. Pierwszą z nich są oczywiście Sami swoi, słynna i do dziś popularna historia Kargula i Pawlaka. Popularność filmu Chęcińskiego z 1967 roku sprawiła, że reżyser zrealizował kolejne dwa obrazy o perypetiach przesiedleńców – Nie ma mocnych z 1974 roku i Kochaj albo rzuć z 1977. Oba filmy we wzorcowy sposób rozwijają historię skazanych na siebie zwaśnionych niegdyś rodzin i, utrzymując rzetelny poziom, stanowią być może jedną z najpopularniejszych i najbardziej udanych serii w polskim kinie. Drugim osiągnięciem Chęcińskiego na polu komediowych sequeli są Rozmowy kontrolowane, będące kontynuacją kultowego Misia Stanisława Barei. Nakręcony już po zmianie ustrojowej sequel to kolejna udana kontynuacja, której być może brak polotu i błyskotliwości pierwszego filmu o Ryszardzie Ochódzkim, ale która wciąż mieści się w kanonie jakościowej klasyki polskiej komedii i godnie rozwija dzieło zmarłego przedwcześnie Barei. Na pewno godniej niż wyreżyserowany przez odtwórcę głównej roli, Stanisława Tyma, kolejny sequel, czyli Ryś, nad którym lepiej spuścić zasłonę milczenia.

Ostatnio dodane