Zestawienie

POJEDYNKI W PRZESTWORZACH. Najlepsze podniebne starcia

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Walki latających maszyn niezaprzeczalnie należą do najbardziej widowiskowych i trzymających w napięciu starć. Odległości między przeciwnikami zazwyczaj są bardzo duże, a celne trafienie wroga wymaga nie lada umiejętności i łutu szczęścia. Bez wybitnej podzielności uwagi i nieludzkiego refleksu ani rusz – pilot zawsze musi uwzględnić wiele czynników jednocześnie. Najpewniej to właśnie dlatego oglądamy te walki z takimi wypiekami na twarzy. Nierzadko są one wyczerpująco długie i trzymają w napięciu do ostatniej chwili, po której możemy odetchnąć z ulgą razem ze zwycięskim bohaterem.

W tym zestawieniu wyróżnię jedne z najbardziej pamiętnych i imponujących realizacyjnie starć w przestworzach. Miłośników kosmicznych potyczek muszę jednak od razu uprzedzić, że chodzi tu wyłącznie o walki odbywające się w atmosferze (choć niekoniecznie ziemskiej)!

Bitwa o Anglię

Bitwa o Anglię z 1969 roku nie bez powodu uznawana jest za klasykę kina wojennego. Rozmach tej produkcji może zawstydzić wiele współczesnych tytułów, a wybitna obsada z Michaelem Caine’em, Christopherem Plummerem i Robertem Shawem na czele musi budzić uznanie. Zdecydowanym atutem tego dzieła jest także jego zgodność z prawdą historyczną, jako że fabuła Bitwy o Anglię sporadycznie zbacza z toru i przez większość czasu pozostaje wierna faktom. Sekwencje bitewne imponują do dziś przede wszystkim z racji wykorzystania setki (!) prawdziwych samolotów i dwustu kunsztownie wykonanych modeli. Dzięki temu nawet po pięćdziesięciu latach od premiery walki aeroplanów wyglądają znacznie bardziej przekonująco niż w wielu wypełnionych drogim CGI produkcjach z XXI wieku. Interesujący efekt osiągnięto również zabiegiem zagłuszenia wojennego harmidru muzyką orkiestrową, która nadała podniebnym potyczkom gracji i majestatu.

Dunkierka

Christopherowi Nolanowi pod wieloma względami bliżej jest do filmowców sprzed pół wieku niż do jego współczesnych kolegów po fachu. Tam, gdzie większość wyręczy się mniej lub bardziej przekonującymi efektami CGI, Nolan powie: do diabła z komputerami, zrobimy to naprawdę. I tak zamiast komputerowo wygenerowanych samolotów i okrętów mamy prawdziwe maszyny i doskonałe modele w mniejszej skali. Dodajmy do tego kamery IMAX zamontowane na skrzydłach myśliwców, fenomenalne udźwiękowienie i kręcenie z naturalnym oświetleniem, a otrzymamy najbardziej wiarygodnie wyglądający film wojenny w historii kinematografii. Wbrew temu, co uważają niektórzy, w parze z techniczną doskonałością idzie także porywająca narracja, która narzuca wyścig z czasem dzielnym pilotom toczącym walki w przestworzach. Kończące się paliwo, ogromna odpowiedzialność za los innych żołnierzy i nieustanne zagrożenie własnego życia – jeśli ktoś może oddać taki stres i determinację, grając samymi oczami, to jest to (po raz kolejny) zamaskowany Tom Hardy.

Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy

Zostawmy na chwilę samoloty i nasze przyziemne sprawy na rzecz dawnych wydarzeń w odległej galaktyce. Potrzeba było aż siedmiu części Gwiezdnych wojen, żeby było nam dane doświadczyć pościgu statków kosmicznych w atmosferze planety, ale warto było. Trudno wyobrazić sobie lepszy powrót legendarnego Sokoła Millennium niż jako początkowo zignorowana przez bohaterów kupa złomu, która okazuje się ich jedynym ratunkiem i początkiem wielkiej przygody. Wyćwiczona w podniebnych akrobacjach Rey stosunkowo szybko załapuje, jak sterować tym niezgrabnym frachtowcem, a proces przymusowej nauki przyspieszają agresywne ataki pilotów dwóch TIE fighterów. Scenerią pościgu jest pustynne cmentarzysko imperialnych niszczycieli i innych pozostałości po gigantycznej bitwie sprzed trzech dekad. Pomimo oczywistego wyniku starcia wciąż oglądamy je z zapartym tchem, a kasacja każdego z wrogich myśliwców wywołuje szeroki uśmiech. Ten szalony pościg zdecydowanie należy do czołówki w historii serii.

Top Gun


Oto kolejny dowód na to, że jeśli chcesz, żeby coś wyglądało prawdziwie, to zdobądź prawdziwą rzecz. Top Gun był jedną z najdroższych produkcji 1986 roku i powstawał we współpracy z marynarką wojenną Stanów Zjednoczonych, co widać. Wiele ujęć pochodzi z autentycznych manewrów, podczas których ekipa filmowa po prostu gromadziła tak dużo materiału, ile zdołała. Na życzenie filmowców odbyło się raptem kilka dodatkowych przelotów, a kiedy kręcono sceny do finalnej sekwencji zmiana światła skłoniła reżysera do poproszenia dowódcy o zmianę kursu. Wojskowy oznajmił, że coś takiego kosztowałoby 25 tysięcy dolarów (wartych wtedy znacznie więcej niż dziś), a reżyser w odpowiedzi wypisał mu czek na tę kwotę, dzięki czemu zyskał dodatkowe pięć minut kręcenia. Jaki był efekt? To chyba wie każdy, kto kiedykolwiek oglądał film Tony’ego Scotta. Niemały wkład w sukces produkcji miał też Tom Cruise, który zasługuje na miano prawdziwego filmowego asa przestworzy (więcej na ten temat znajdziecie na następnej stronie).

Ostatnio dodane