Zestawienie

Nie tylko Vega i komedie romantyczne. Polskie filmy rozrywkowe, które PRZEŁAMUJĄ SCHEMATY

Autor: Krzysztof Nowak
opublikowano

Nie da się ukryć, że polskie kino rozrywkowe w ostatnich latach częstuje nas na zmianę produkcjami Patryka Vegi (często w rejestrze gangsterskim, stąd próbujące coś ugrać na konwencji filmów Jak zostałem gangsterem… i Psy 3. W imię zasad) i komediami romantycznymi, takimi jak Kobieta sukcesu, Pech to nie grzech czy kolejne części Listów do M. Nieco rzadziej otrzymujemy zaś dopełniające obrazu sprośne komedie (Swingersi), filmy biograficzne o wielkich Polakach (Zenek) czy obowiązkowe produkcje wojenne, często z absurdalnie wyższym budżetem niż inne rodzime projekty (Legiony). Krajobraz wydaje się więc mocno ustanowiony i trudny do zamieszania – co nie znaczy, że twórcy takich eksperymentów nie podejmują. W ramach dzisiejszego zestawienia wyszczególnimy dzieła, które – niezależnie od ostatecznej jakości – podjęły próbę zmiany status quo polskiego rynku rozrywkowego.

Polot

Zaczniemy od filmu najmłodszego (nie licząc innego, który nie doczekał się jeszcze premiery) w artykule, czyli produkcji państwa Wnuk. Pasja do lotnictwa przeniesiona na wielki ekran w postaci kina na poły coming-of-age, na poły adaptującego powiedzenie, że gdzie zaczynają się pieniądze, tam kończą się przyjaźnie? Intrygujący pomysł, który – muszę przyznać – w końcowym rozrachunku wypadł zresztą całkiem nieźle. Niestety został wypuszczony w najgorszym możliwym momencie, bo tuż przed drugim zamknięciem sal kinowych w całej Polsce, przez co rzucono go biznesowi niemalże na pożarcie. Trudno powiedzieć, jakie wyniki finansowe mógłby odnotować w przypadku premiery w innym okresie, ale na chwilę obecną nie można mówić o jakimkolwiek sukcesie.

Underdog

Choć popularność MMA w Polsce stopniowo rosła w siłę jeszcze przed tym wydarzeniem, to nie da się ukryć, że zdecydowanie wystrzeliła dopiero po pierwszej gali Fame MMA. Czego by o organizacji nie mówić, to na dobre wypromowała mieszane sztuki walki wśród młodych ludzi, czego pośrednim efektem było powstanie filmu na licencji KSW (chwilę później na temacie próbował coś ugrać Fighter, ale to barachło lepiej przemilczeć). Mimo że nie doskonały, Underdog okazał się miłym zaskoczeniem i ewidentnie miał ambicje na więcej niż tylko komercyjny produkt swoich czasów. Współzałożyciel polskiej federacji KSW, Maciej Kawulski, pokazał się jako reżyser z potencjałem, który wie, skąd czerpać wzorce, nawet jeśli jeszcze brakuje mu doświadczenia w fachu. Niemniej najwięcej zasług zdecydowanie przypisuję Erykowi Lubosowi, prezentującemu się wiarygodnie zarówno w scenach fizycznych, jak i emocjonalnych.

Disco Polo

Wyjątkowy przypadek, bo przeglądając oceny, łatwo zauważyć bardzo wyraźne podziały wśród komentujących: jedni są tym filmem zachwyceni, inni bezapelacyjnie zniesmaczeni. Przyznam szczerze, że sam należę do tej pierwszej grupy, ponieważ brawurowo mieszający gatunki Maciej Bochniak pokazał tutaj, że tandeta kultury disco polo może zostać przeniesiona na wielki ekran z całym dobrodziejstwem inwentarza. Tym samym jednak skonfundował szeroką publikę, która – spodziewając się zapewne zachowawczego projektu typu „od zera do milionera” utrzymanego w rytmach tytułowej muzyki – otrzymała kalejdoskop filmowych fascynacji reżysera (szczególnie kulturą amerykańską), nawet nie tyle świadomy swojego kiczu, co wręcz się w nim pławiący. Odważne autorskie zagranie i dowód na to, że każdy temat da się przemienić w perełkę, jeśli tylko rozumie się jego założenia.

365 dni

Tak, wiem – o tej produkcji najlepiej nie mówić wcale, oczywiście zaraz po przypomnieniu, jak bardzo szkodliwe wartości są w niej promowane. Mimo wszystko pozostając rzetelnym, trzeba zaznaczyć, że filmy erotyczne nie mają w Polsce zbyt licznej (żeby nie powiedzieć – prawie żadnej) reprezentacji. Pomijając ewidentny brak jakości artystycznej, jest to więc projekt w swojej kategorii bezprecedensowy, a jednocześnie bezpardonowo żerujący na popularności marki Pięćdziesięciu twarzy Greya. O ile jednak tamte produkty na licencji miały w sobie niezamierzony element komiczny, o tyle poważne oglądanie 365 dni zahacza o filmowy masochizm. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda, co jakiś czas przerywana równie nudnymi scenami seksu, co zaskakujące, nakręconymi w zadziwiająco zachowawczym stylu, jakby potwierdzano, że jest to porno dla ludzi, którzy nie lubią porno… i chcieliby, żeby skończyło się ślubem. Aż przykro patrzeć na mówiące same za siebie boxoffice’owe wyniki – bo co komu po niskich ocenach krytyków i recenzentów, kiedy twórcy pływają w gotówce.

Ostatnio dodane