Zestawienie

Nie tylko horrory. Filmy, których NIE POWINNO SIĘ oglądać SAMEMU

Autor: Maja Budka
opublikowano

Dla niektórych oglądanie filmów to sport drużynowy. Inni oddają się filmowym przyjemnościom w samotności. Są jednak filmy, których nie powinno się oglądać samemu. I nie chodzi tutaj tylko o horrory, które z zasady raźniej oglądać w towarzystwie. Poczucie osamotnienia, izolacji, przeszywającego spokoju potrafi w różnoraki sposób wpłynąć na niektóre doznania filmowe. Jakich filmów? Choć tytułów mogą być setki, poniżej znajdziecie niektóre przykłady produkcji, których lepiej nie oglądać w pojedynkę. 

Noce Cabirii

Film sprawia, że myśl, iż człowieka może spotkać szczęście, wydaje się tylko naiwną mrzonką.

Filmy smutne, przytłaczające, z zasady nie są najlepszymi propozycjami na samotny seans. A już szczególnie nie filmy, po których poczucie samotności i wszechogarniającego Weltschmerzu staje się wręcz namacalne, pozostawiające nieprzyjemny ciężar w klatce piersiowej widza. Jednym z takich filmów są Noce Cabirii Federico Felliniego. Swój film włoski reżyser poświęcił zawadiackiej, wrażliwej prostytutce Cabirii, granej tu przez zjawiskową Giuliettę Masinę. Wielkie marzenia kobiety o prawdziwej, szczerej miłości sprowadzą ją na dno nieszczęścia i rozczarowania. Jej świat, choć głośny, wypełniony ulicznym hałasem Rzymu lat 50., jest pusty, wypłukany z emocji. Ostatnia scena filmu zaś, w której kamera najeżdża na twarz tytułowej kobiety z przebijającym się przez łzy bladym uśmiechem, wbija się w serce jak sztylet w masło. Noce Cabirii sprawiają, że myśl, iż człowieka może spotkać szczęście, wydaje się tylko naiwną mrzonką. Po tym seansie kolory momentalnie tracą wyrazistość, potrawy smak, a gorące napoje swoje ciepło i intensywność zapachu. Świat wokół porusza się jakby w zwolnionym tempie, co udziela się również widzowi. Choć Noce Cabirii to film bez wątpienia wart obejrzenia, z pełną świadomością radzę zobaczyć go w towarzystwie. Samemu zaś prościej pogrążyć się w smutkach oraz zwątpieniach, które serwuje czarno-białe melancholijne arcydzieło Felliniego. 

Ghost story

Film Davida Lowery’ego nie jest, jak nazwa wskazuje, straszny czy upiorny. Jest czarująco smutny i melancholijny. Samotność, która bije z ekranu wypełza zza jego ram, wypełniając przestrzeń wokół widza. Ghost story to cichy, kontemplacyjny film o młodej bezimiennej parze, której życie zmienia się raz na zawsze, gdy mężczyzna ginie w wypadku samochodowym. Po śmierci powraca do domu w formie ducha i cichego obserwatora, podglądając swoją partnerkę oraz kolejnych lokatorów domu. Mimo iż Lowery serwuje dość karykaturalną interpretację ducha, fakt, że jest on przedstawiony pod prześcieradłem, sprawia paradoksalnie, że to przedstawienie czyni go bardziej ludzkim. Wydaje się jedynie cieniem, który choć obserwuje upływający czas, jest poza jego zasięgiem. Egzystencjalna tułaczka ducha z minuty na minutę pogłębia u widza poczucie smutku i pustki. Wrażenie wszechogarniającej samotności, która nawiedza widza po seansie, może jedynie przełamać myśl o czyjejś nieplanowanej obecności. Nagle każde przypadkowe stuknięcie, uderzenie wiatru, odgłos z zewnątrz staje się w cichym domu podejrzanym dowodem na obecność osób trzecich. Po seansie trudno odpędzić od siebie myśli, że jest się obserwowanym przez parę czarnych dziurek wyciętych z niewielką dbałością w schludnej białej, lewitującej płachcie. 

Zakochany bez pamięci

Zakochany bez pamięci (2004)

Ten film sprawi, że nawiedzą cię myśli różnego pokroju.

Dobre filmy generują niekontrolowany natłok myśli. Gorzej, jeśli są to myśli, które na co dzień niechętnie wpuszczamy do swojej głowy. Najgorzej jednak, jeśli zostajemy z takimi myślami sam na sam. Zakochany bez pamięci to klasyczna historia miłosna Charliego Kaufmana w wydaniu science fiction. Historia, pisząc krótko, o dwóch zbłąkanych duszach, które się odnajdują, by znów się zgubić. Potem, gdy postanowili o wszystkim zapomnieć, szczęśliwie odnajdują się ponownie. Jest to niekonwencjonalna opowieść o miłości, która z intensywnością oddziałuje na każdego, kto przynajmniej raz doświadczył rozstania. Jest to film poniekąd smutny, nostalgiczny, ale w tej goryczy wyczuwa się nutkę słodyczy. W końcu historia pozostawia po sobie wiele nadziei na to, że zawsze jest druga szansa na osiągnięcie szczęścia. Film w głównej mierze sprowadza się do pytania: „A co by było, gdyby…?”. Pytanie, można by pomyśleć, niewinne, ale przez swoją nieoczywistość potrafiące wprowadzić wiele zamieszania. Mówiąc najprościej: życie nie zawsze jest jak film. Nie oglądaj Zakochanego bez pamięci sam(a). Ten film sprawi, że nawiedzą cię myśli różnego pokroju. Niewykluczone, że będą to myśli ścierające się z wątpliwościami, które w niewyjaśnionych okolicznościach skłonią cię do kontaktu ze swoim byłym bądź byłą. A w pobliżu nie będzie nikogo, kto mógłby cię powstrzymać. 

Ostatnio dodane