Zestawienie

NAJLEPSZE SCENY KOŃCOWE. Prawdziwy film poznasz po tym, jak się kończy

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Podobno wielkie umysły myślą podobnie. Raptem kilka dni temu opublikowaliśmy tekst o najbardziej rozczarowujących zakończeniach, a w tym samym czasie, zupełnie niezależnie, pomyślałem o tym, by wyróżnić moje ulubione sceny kończące film. Niektórzy filmowcy zdają się nie rozumieć, jak kolosalne znaczenie ma finał ich dzieła. Średnio udane sceny początkowe można jeszcze wybaczyć, natomiast kiepskie zakończenie pozostawia niesmak i w skrajnych przypadkach potrafi zniszczyć sporą część filmu. Dzieła, o których piszę, są jednak zwieńczone w sposób doskonały. To bezbłędne zakończenia, o których chce się mówić, pisać i śpiewać. To one pojawiają mi się przed oczami, kiedy pomyślę albo usłyszę o którymś z tych filmów. Jest to zestawienie czysto subiektywne i oparte na moich doświadczeniach – gorąco jednak zachęcam do dzielenia się własnymi typami w komentarzach!

Uwaga: Na tej stronie znajdują się spoilery z filmów: The Hurt LockerTrainspottingDystrykt 9 oraz Aż poleje się krew.

The Hurt Locker

O tym zakończeniu pisałem już w tekście podlinkowanym powyżej, ale nie potrafiłbym go pominąć. Dobrze pamiętam jak 8–9 lat temu byłem tymi scenami wręcz zafascynowany i zarzynałem domowy dekoder, metodycznie cofając film o kilka minut, żeby obejrzeć ten finał jeszcze raz.

To niezwykle przewrotne zakończenie, które bezbłędnie podsumowuje postać protagonisty i tezę zawartą w tym dziele.

Przez cały film śledzimy bowiem losy oddziału Bravo i razem z nim odliczamy dni do zakończenia służby. Pod koniec stawka i emocje rosną, a my oczekujemy tragedii (typowy zabieg, śmierć tuż przed końcem niebezpieczeństwa), ale ta nie następuje. Główny bohater wraca do domu i zdaje się, że na tym będzie koniec. Podczas kilku wymownych scen dociera do nas jednak, że on wcale nie czekał na powrót, a życie cywila jest dla niego jak klatka. Po niezwykle emocjonalnej dla widza rozmowie z synkiem akcja wraca do Iraku, a my widzimy, jak nasz bohater po raz kolejny rusza na wojnę. Przy akompaniamencie ciężkiego heavymetalowego kawałka protagonista stawia pewne kroki w kierunku następnej bomby, a na twarzy ma wypisane poczucie celu. Ciarki i zgroza w tym samym czasie.

Trainspotting

Tak naprawdę jestem złą osobą. Ale to się zmieni, ja się zmienię. To ostatnia z takich akcji. Nie biorę, rozwijam się, wychodzę na prostą drogę i wybieram życie. Nie mogę się tego doczekać. Będę taki jak ty. Praca, rodzina, kurewsko wielki telewizor. Pralka, auto, odtwarzacz CD, elektryczny otwieracz do puszek, dobre zdrowie, niski cholesterol, ubezpieczenie stomatologiczne, kredyt na mieszkanie, pierwszy dom, strój sportowy, bagaż, trzyczęściowy garnitur, własnoręcznie robione meble, teleturnieje, fast foody, dzieci, spacery po parku, praca 9-17, dryg do golfa, mycie auta, wybór swetrów, rodzinne święta, emerytura, zwolnienia podatkowe, czyszczenie rynny, wiązanie końca z końcem i wypatrywanie śmierci.
Ten monolog w wykonaniu młodego Ewana McGregora, któremu towarzyszy techno-transowy Born Slippy .NUXX jest nie do zapomnienia. To poczucie nadziei i zapowiedzi zmian na lepsze przy jednoczesnym sceptycyzmie – chcemy, żeby Rentonowi się udało, nawet jeśli boimy się, że za kilka dni wróci do swojego heroinowego nieba.

Dystrykt 9

Wikus na początku filmu jest bezmyślnym ignorantem w kwestii okrucieństwa, jakie obcy zaznają z ręki człowieka. Nie jest to bohater, który wzbudzałby naszą sympatię, co nie jest przypadkowym zabiegiem. Dopiero z czasem (i z postępem przemiany w obcego) Wikus zdobywa się na empatię i szlachetne odruchy, a my zaczynamy mu współczuć i kibicować. Pod koniec filmu jesteśmy zaangażowani w jego losy całym sercem i liczymy na to, że jednak uda mu się pomóc – ale tak się nie dzieje. Przywódca kosmitów odlatuje z Ziemi (być może wróci, tak jak obiecał), a przemiana Wikusa w kosmitę dobiega końca. Kiedy widzimy, jak przeobrażony bohater robi z kawałka złomu kwiatka dla nieświadomej jego losu żony, nasze serce boleśnie pęka.

Aż poleje się krew


„I’m finished!” – tymi słowami Daniel Plainview (Daniel Day-Lewis) kończy arcydzieło Paula Thomasa Andersona. Zgodnie z obietnicą zawartą w tytule niemal trzy godziny po rozpoczęciu filmu popłynęła krew. Czerwień na podłodze okazała się zwieńczeniem prywatnej wojny między Danielem a Elim, pastorem, który wielokrotnie krzyżował plany protagonisty. Daniel zaznał ostatecznego upokorzenia ze strony Eliego, kiedy został przez niego zmuszony do publicznego przyjęcia chrztu. Teraz, po latach od tamtego wydarzenia, to Daniel jest górą (przynajmniej w kwestiach materialnych), a Eli prosi go o wsparcie finansowe. Daniel punktuje jego hipokryzję i odejście od drogocennych dla niego ideałów, a kiedy do cna niszczy jego ducha, dopełnia dzieła brutalnym morderstwem. Zarówno wstrząśnięty widz, jak i wykończony bohater czują w tym momencie prawdziwie wyzwalające katharsis.

Ostatnio dodane