Zestawienie

Najlepsze KRESKÓWKI z FOX KIDS i JETIX

Autor: Maja Budka
opublikowano

Czasy się zmieniają, zmieniają się także wspomnienia z dzieciństwa. Ogromna część naszych czytelników dorastała w blasku bijącego z ekranu telewizora, czekając na swoją ulubioną bajkę w ramówce. Dla osób, którym w udziale przypadło dorastanie w pierwszych latach nowego tysiąclecia, prawdopodobnie nieobca była stacja Fox Kids, która w 2005 roku przeistoczyła się w Jetix. Choć wówczas na polskiej scenie telewizyjnej obecne były już takie stacje z programami dla dzieci jak Nickelodeon czy Cartoon Network, Fox Kids nie tylko była najczęściej dostępną stacją, ale stworzyła swoją własną programową legendę, a wiele emitowanych przez nią bajek i animacji przeszło do historii dziecięcej telewizji. Można by o tym pisać i pisać, największe znaczenie odgrywa tu jednak nostalgia dorosłych już widzów, a tej w poniższym tekście jest aż za dużo. Oto zaledwie kilka bajek, które były najlepszymi, najbardziej charakterystycznymi reprezentantami stacji Fox Kids oraz Jetix. 

Nie zapomnijcie podzielić się w komentarzach, jakie produkcje wy wspominacie najlepiej!

Świat według Ludwiczka

ludwiczek bajka

Bajka, bez której ta lista nie miałaby racji bytu. Świat według Ludwiczka na tle ogromnej większości pozostałych kreskówek jest pozycją nadzwyczaj wartościową, poruszającą trudne tematy, takie jak miłość, relacje rodzinne czy śmierć, ale w sposób przystępny, dowcipny i inteligentny. Dlatego była to pozycja lubiana nie tylko przez najmłodszych, ale i tych nieco starszych, a nawet dorosłych. Ludwiczek nie wydaje się jednak bajką atrakcyjną dla dzieci, nie prezentował ani fantastycznej, wymyślnej fabuły, ani przyciągającej wzrok animacji. Opowiada zaś historię grubiutkiego ośmioletniego chłopca żyjącego w małym amerykańskim miasteczku w latach sześćdziesiątych. Dla bardziej wtajemniczonych, Świat według Ludwiczka jest zapisem wspomnień i autentycznych historii z dzieciństwa amerykańskiego komika Louie Andersona. Ikoniczną, nieśmiertelną postacią serii stał się ojciec tytułowego Ludwiczka, Andy Anderson, weteran wojenny, którego poczucie humoru oraz kultowe teksty, takie jak: „4 rano to ma być wcześnie? Jak byłem w wojsku, o tej godzinie piłem już popołudniową herbatkę” albo „Wyzwoliłem Francję, mając ze sobą jedynie durszlak” przeszły już do historii. Największą zaletą bajki, większą nawet od ubarwiającej każdą scenę postaci taty Ludwiczka były emocje, wzruszenia czy morały, jakie z bezpretensjonalnością przekazywał widzowi serial. Jako wzorcowy przykład niech posłuży odcinek Podziękowanie, w którym rodzina Ludwiczka mierzy się z nagłą śmiercią babci. Do dziś zadziwia mnie, z jaką wyrozumiałością i dojrzałością twórcom, mimo wszystko, bajki dla dzieci, udało się opowiedzieć o stracie oraz o bólu z nią związanym. O najlepszych odcinkach serii przeczytacie dodatkowo w tym zestawieniu.

Jerry i paczka

Zestaw bohaterów drugoplanowych jest również szeroki, ani jeden nie jest jednak wzorem do naśladowania.

To nie była najgrzeczniejsza bajka w ramówce. I może dlatego tak lubiłam ją oglądać za dzieciaka. Bo choć Jerry i paczka opowiadał o przygodach czwórki nierozgarniętych dziesięciolatków, poruszał takie tematy jak relacje damsko-męskie, agresja, choroby psychiczne, i to w sposób tak bezpardonowy, że niejeden dorosły pokiwałby ze strapieniem głową. Jerry i jego przyjaciele śmiało interesują się zaś kobietami, marzą o obściskiwaniu się z dziewczyną ze szkolnej ławki Lindą, przychodzi im do głowy sporo głupich pomysłów, które ochoczo wprowadzają w życie. Zestaw bohaterów drugoplanowych jest również szeroki, ani jeden nie jest jednak wzorem do naśladowania. Ojciec tytułowego Jerry’ego jest cholerykiem i agresywnym awanturnikiem, którego wszyscy się boją. Ksiądz Dick sprawia wrażenie bogobojnego kaznodziei, w rzeczywistości jednak uwielbia słuchać heavy metalu i oglądać horrory. Postacią, która jednak najbardziej zapadła mi (niestety) w pamięć, jest Oscar. Napisałam „niestety”, ponieważ nie przypominam sobie bohatera, który wywoływałby u mnie w dzieciństwie większy niepokój. Oscar był postacią epizodyczną, która przewijała się w tle serialu, czasami zawalczyła dla siebie drugoplanową rolkę. Był miejskim dziwakiem, prawdopodobnie chorym psychicznie, mieszkającym w starej szopie w lasku. Wzbudzał strach wśród serialowej społeczności i wcale się temu nie dziwię. Jego niepokojące, nieprzewidywalne zachowania wprawiały widza w szczere zakłopotanie, co tym bardziej podsycała przejaskrawiona stylistyka bajki. Wszyscy bohaterowie byli w pewien sposób przerysowani, podkreślane były ich nieestetyczne, po prostu brzydkie cechy. Podsumowując, Jerry’emu i paczce bliżej do takich bajek jak Włatcy móch niż Dzieciaki z klasy 402. Bądź co bądź, była to pozycja wyjątkowo oryginalna w ofercie programowej Jetiksa.

Łebski Harry

Tę pozycję wspominam ze specjalnym sentymentem. Kojarzy mi się najmocniej z beztroskim dzieciństwem, objawiającym się między innymi porannymi seansami bajek z telewizji. Co dziwne, w porównaniu z resztą przykładów z listy fabułę Łebskiego Harry’ego pamiętam najsłabiej. Prawdopodobnie dlatego, że w polskiej telewizji produkcja ta zadebiutowała stosunkowo wcześnie, emitowana początkowo na kanałach TVP 2 czy TVN w porannych blokach. Na Fox Kids, później na Jetix, Łebski Harry zaczął pojawiać się od roku 2003. To, co pamiętam najbardziej, to charakterystyczna, wpadająca w ucho czołówka, którą możecie obejrzeć poniżej. Animacja opowiada o przygodach grupki ulicznych kotów, z rudym kocurem Harrym na czele. Choć bohaterowie byli najzwyczajniej w świecie kotami bezdomnymi, wcale na takich nie wyglądali. Wręcz przeciwnie, koci gang dorobił się imponującej, wielopiętrowej hacjendy na złomowisku, po ulicach miasta kroczył z podniesioną głową, nie bojąc się konfrontacji z mniej sprytnymi od nich psami. Bajkę tę lubiłam chyba głównie dlatego, że malowała obraz imponującego, samowystarczalnego kociego świata, który wydawał się lepszy nawet od tego ludzkiego. Twórcom serialu udało się w ciekawy sposób przekazać uniwersalną prawdę o kotach jako o stworzeniach niezależnych, beztroskich i wyniosłych, nawet jeśli mają to być koty mieszkające na złomowisku.

Dzieciaki z klasy 402

Trudno nie polubić tej bajki – w wyjątkowo zabawny, przejaskrawiony sposób ukazuje zmagania uczniów ze szkolną rzeczywistością.

Takiej plejady osobliwości próżno szukać w jakimkolwiek innym serialu dla dzieci. Dzieciaków z klasy 402 oglądało się wspaniale właśnie dlatego, że każdy z tytułowych bohaterów był na swój sposób unikatowy i dowcipnie przejaskrawiony. Każdy reprezentował inny stereotyp ucznia, co sprawiało, że klasa 402 stawała się zabójczo śmieszną mieszanką odmiennych osobowości i temperamentów. Największą sympatią darzyłam Arthura – przebiegłego eleganta z żyłką do zarabiania pieniędzy na swoich rówieśnikach, który we wszystkim doszukiwał się możliwości szybkiego zarobku. Najbardziej komiczną postacią była jednak Polly, ekstrawersyjna Litwinka, wzorcowa uczennica z chorobliwym zamiłowaniem do łyżek; zawsze, kiedy tylko mogła, dzieliła się swoją imponującą wiedzą o łyżkach. Odcinek, który jednak przychodzi mi od razu na myśl, kiedy myślę o tej kreskówce, to Żujec wyżutej gumy. Jak sam tytuł wskazuje, serial przesycony jest absurdalnym humorem; opóźnienie szkolnego lunchu równoznaczne jest dla uczniów z wymarciem z głodu. Trudno nie polubić tej bajki – w wyjątkowo zabawny, przejaskrawiony sposób ukazuje zmagania uczniów ze szkolną rzeczywistością, która ma w sobie niewiele z dziecięcej zabawy i niewinności. Innym aspektem, który sprawia, że Dzieciaki z klasy 402 ogląda się szczególnie przyjemnie, jest polski dubbing. Głosy aktorów są idealnie dopasowane do wyrazistych portretów serialowych bohaterów. W każdym z nich objawia się ich osobista maniera oraz indywidualizm.

Nowe przygody Lucky Luke’a

Kolejna klasyczna pozycja w zestawieniu. Lucky Luke był, jak dla mnie, jedną z najbardziej sympatycznych animacji na Fox Kids. Przygody samotnego kowboja oglądało się nie tylko ze względu na Dziki Zachód, który dla kilkuletnich widzów musiał być czymś nowym i nader ciekawym, ale i dla charyzmatycznego bohatera, który u każdego dziecka wzbudzał podziw i szacunek. Wokół Lucky Luke’a unosiła się aura niesamowitości i legendarności. Opanowany, pewny siebie samotny kowboj znany był z tego, że jest szybszy od własnego cienia, prześcigając się z nim w wyciąganiu rewolweru z kabury. Mimo wszystko nigdy nikogo nie ranił, potrafił zawsze zachować chłodny umysł, był wiernym abstynentem popijającym w saloonach jedynie zimną lemoniadę, a jego szarmancki, tajemniczy uśmiech był wręcz rozbrajający. Tak, Lucky Luke był chyba moim pierwszym animowanym crushem. To, co sprawiło, że Lucky Luke był bajką szczególnie wartościową, to wierne przedstawienie realiów XIX-wiecznej Arizony i nie tylko. Rzecz jasna z przymrużeniem oka oraz pod płaszczykiem komedii – w rzeczywistości nie było tam przecież zbyt wesoło. Dziki Zachód Lucky Luke’a przegląda się jakby w montypythonowskim zwierciadle. Tak czy inaczej była to przystępna dawka wiedzy, a samo zarysowanie tła, kontekstu historycznego czy zaprezentowanie stylu życia dziewiętnastowiecznych osadników dawało sporo do myślenia. Ceni się także fakt, że twórcy włączyli do serialu bohaterów historycznych, czy może raczej ich karykatury. Byli nimi między innymi słynny gang Daltonów, pogromca Indian Buffalo Bill czy Billy Kid. Zainteresowanych odsyłam do Netfliksa, tam znajdziecie sezon pierwszy Nowych przygód Lucky Luke’a w świetnej jakości. Sama przyjemność.

Ostatnio dodane