Zestawienie

Najciekawsze filmy SCIENCE FICTION produkcji NETFLIXA

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

Nie otwieraj oczu (2018), reż. Susanne Bier

Tym filmem Sandra Bullock ostatecznie uwolniła się od piętna lekkiej, łatwej i przyjemnej aktorki zasiedlającej na stałe komedie romantyczne i filmy obyczajowe. Okazało się, że Sandra ma talent dramatyczny. Wiem, wiem. Udowodniła to już znacznie wcześniej, lecz zaszufladkowanie aktorskie trudno zmienić. Trzeba na to czasu. Nie otwieraj oczu trzyma w napięciu. Mięsiście pokazuje ludzkie emocje. Angażuje widza psychicznie, żeby sam próbował rozwikłać zagadkę „niepatrzenia”. Przez 90 procent filmu jest dobrze, a nawet rewelacyjnie. Niestety, podobnie jak w Anihilacji, zawodzi koniec. Może nie aż tak bardzo jak na przykład w Cichym miejscu, ale niedosyt pozostaje. Ciekawe czy nakręcenie sequela naprawiłoby to lekkie niepowodzenie?

Jestem matką (2019), reż. Grant Sputore

Minie jeszcze zapewne kilka stuleci, nim nasza wiedza o automatyzacji wychowania oraz o robotach pozwoli nam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy faktycznie dziecko wychowane przez maszynę będzie podobne pod względem moralnym do tego wychowanego przez rodziców nie tyle biologicznych, co w ogóle organicznych. Ale w sumie odpowiedzi na te pytania padną w społeczeństwie zupełnie innym od naszego, więc kto wie, czy alternatywa robotycznego wychowania nie będzie lepsza? Z pewnością wszystko wtedy będzie inne, a takie produkcje jak Jestem matką już teraz rozszerzają widzowskie horyzonty, że świat nie trwa w miejscu, a co za tym idzie – zmienia się, niezależnie od naszych poglądów, zaś moralność ewoluuje wraz z nim. Gdyby jeszcze nie czuć było tak człowieka w przebraniu Matki, byłoby rewelacyjnie, a tak jest tylko ciekawie, chociaż film kwalifikuje się do najlepszych netflixowych sci-fi.

Odkrycie (2017), reż. Charlie McDowell

W filmach Netflixa póki co rzadziej niż w innych stajniach producenckich pojawiają się gwiazdy formatu Roberta Redforda. Gdy zaś idzie o sam gatunek science fiction dystrybuowany czy produkowany przez Netflix, sprawa wygląda jeszcze gorzej, co rzecz jasna nie oznacza, że netflixowe sci-fi pod względem aktorstwa wlecze się gdzieś w kinematograficznym ogonie. Faktem jest jednak to, że zdolnościom producenckim Netflixa nie ufa się tak powszechnie jak na przykład Walt Disney Pictures czy chociażby Lionsgate Films. Tym więc milej było oglądać Roberta Redforda i Rooney Marę w dość nieklasycznej dla przyzwyczajeń większości widzów produkcji Odkrycie. Fikcja połączyła się w tej historii z nauką w zakresie życia po życiu. Thomas Harbor (Redford) odkrył w tzw. zaświatach coś tak kuszącego, że ludzie nie chcieli przeżywać do końca swojego biologicznego życia, tylko popełniali samobójstwo, żeby jak najszybciej przejść na drugą stronę. Chcieli mieć kolejną szansę?

Blame! (2017), reż. Hiroyuki Seshita

Rodzynek ukryty pośród standardowego science fiction, którego poszczególne elementy znamy na pamięć. Japończycy nie przejmowali się abstrakcją ani tym, że widzowie czegoś nie zrozumieją – stworzyli świat naprawdę zasługujący na miano futurystycznego, a nie tylko takowy udający. Wyobraźmy sobie tak zaawansowaną technologię, że jako byt inteligentny nie potrzebuje ona fizycznego istnienia. Świat jako miejska megastruktura uzyskał ontyczną niezależność – stał się matrixopodobnym. My jako ludzie już dawno przestaliśmy się liczyć, bo nie potrafimy odrzucić swojego materialnego istnienia. W tak dalece symbolicznej atmosferze czystego futuryzmu toczy się opowieść o Killym, takim ludzkim Prometeuszu walczącym o resztki naszej gatunkowej wolności. Wszystko to dzieje się w niesamowicie wciągającym klimacie dark sci-fi. Prócz treści twórcy przygotowali widzom prawdziwą wizualną ucztę. Animacja, kolory, sposób rozgrywania wydarzeń, zbliżenia, zwolnienia, pościgi i zwykłe rozmowy – ich estetyczna forma na długo zapada w pamięć.

Ostatnio dodane