Zestawienie

Najbardziej WZRUSZAJĄCE SCENY w filmach science fiction

Autor: Przemysław Mudlaff
opublikowano

Wall-E i Eve – Wall-E (2008)

Skoro już jesteśmy przy animacjach science fiction nie sposób nie wspomnieć w kontekście tematu najbardziej wzruszających scen tego gatunku o pewnym momencie z produkcji Wall-E. Mam oczywiście na myśli scenę restartu tytułowego bohatera filmu. Eve, nowoczesnej maszynie, udaje się sztuka ponownego uruchomienia robocika, ale ten staje się wyłącznie bezduszną maszyną do zbierania śmieci. Próba przywrócenia pamięci Wall–E. za pomocą doskonale znanych mu rekwizytów (kostka Rubika i żarówka) kończy się niepowodzeniem. Nie skutkuje nawet ulubiony film. Gdy Eve właściwie poddaje się i na pożegnanie chwyta robotyczną dłoń głównego bohatera, ten wreszcie przypomina sobie, czym/kim właściwie jest. Łzy smutku mieszają się tu z radością w najpiękniejszy możliwy sposób. Roboty w tym arcydziele Pixara stanowią przykład człowieczeństwa, które przeminęło.

Wideorozmowa w łunochodzie – Moon (2009)

Moon Duncana Jonesa to jeden z najsmutniejszych filmów science fiction, jaki kiedykolwiek powstał. Jeden z najbardziej niedocenionych aktorów naszych czasów, Sam Rockwell, wspiął się tu na wyżyny swojej gry i zaprezentował światu postać wyobcowaną, wyizolowaną, skrzywdzoną. Nie napiszę nic więcej, ponieważ chciałbym, aby jak największa liczba ludzi miała przyjemność z odkrywania Moon. Nie rozpiszę się również w takim razie o momencie, który wzruszył mnie w tej produkcji najbardziej. Wspomnę jedynie, że chodzi mi o rozmowę głównego bohatera Sama z córką Eve, podczas której dowiaduje się, że jego ukochana Tess zmarła kilka lat temu, a także odkrywa jeszcze coś innego. Sam w rezultacie dialogu rozpada się wówczas na kawałki i płacze. Doprawdy trudno mu w tym momencie nie współczuć.

Scena finałowa – Droga (2009)

Jeżeli ktoś oglądał Drogę Johna Hillcoata więcej niż dwa razy, to albo nie ma serca, albo jest jakimś masochistą.

Jeżeli ktoś oglądał Drogę Johna Hillcoata więcej niż – powiedzmy – dwa razy, to albo nie ma serca, albo jest jakimś masochistą. Adaptacja powieści Cormaca McCarthy’ego jest tak pesymistycznym i depresyjnym obrazem, że doprawdy trudno mi uwierzyć, aby ktokolwiek zechciał go oglądać wielokrotnie. Jeżeli jednak miałbym wybrać z niego scenę, która porusza mnie najbardziej, to byłoby to najpewniej zakończenie filmu. Rozumiem je bowiem jako zakończenie etapu wychowania syna przez ojca i akt „uwolnienia”. Decyzja, jaką podejmuje w niej Chłopiec (Kodi Smit-McPhee), jest rezultatem wszystkich wcześniejszych nauk. Świat jest bardzo niebezpieczny, nie do końca wiemy, komu można ufać, a komu nie. Pozostaje więc bazować na wychowaniu, przeczuciach, nadziei. Ciekawym zabiegiem w ostatniej sekwencji ujęć produkcji Hillcoata jest delikatne pokolorowanie tła za Chłopcem. Wskazuje to na fakt, że decyzja przyłączenia się do tych ludzi była najprawdopodobniej mądra i bezpieczna. Chociaż tyle dobrego.

23 lata z życia w wiadomościach – Interstellar (2014)

Punkt kulminacyjny Interstellar i niesamowity popis aktorski Matthew McConaugheya związany z jego (oczywiście w roli Coopera) podróżą w tunelu czasoprzestrzennym. Oglądanie wraz z Cooperem historycznych wiadomości od jego dzieci, które stanowią informacje z minionych 23 lat ich życia, podczas gdy on postarzał się jedynie o trzy godziny, jest psychicznie dewastujące. W ciągu zaledwie kilkudziesięciu minut farmer-kosmonauta przeżywa wszystkie najlepsze i najgorsze chwile życia swoich pociech. Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek inny zagrał tę scenę lepiej. Moment, który trafia prosto w serce.

„We are Groot” – Strażnicy Galaktyki (2014)

Czy sądzilibyście, że w zestawieniu na najbardziej wzruszające sceny w filmach science fiction aż dwukrotnie pojawi się nazwisko Vina Diesela? Okazuje się, że ten potężnie zbudowany aktor ma w sobie coś, co nawet największego twardziela położy na łopatki. To oczywiście głos i trafiające w serce kwestie. Przypomnijcie sobie poświęcenie Groota obejmującego swoimi gałęziami ekipę tytułowych strażników, których niechybnie czekałaby śmierć przy okazji rozbicia ich statku kosmicznego. W oczach jego przyjaciela, szopa Rocketa, pojawiają się łzy, gdy drzewiec głaszcze go po twarzy i wypowiada słynną już kwestię: „We are Groot”. Dziwne, że takie rzeczy potrafią człowieka wzruszać. Zapewne byłoby inaczej, gdyby nie ogromny talent Jamesa Gunna, dzięki któremu pokochaliśmy całą tę bandę kosmicznych outsiderów.

Jakie sceny z filmów science fiction wywołują w was wzruszenie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Ostatnio dodane