Zestawienie

Najbardziej NIEDOCENIONE seriale SCIENCE FICTION

Autor: Gracja Grzegorczyk
opublikowano

Myśląc o serialach SF, znaczna część widzów w pierwszym odruchu wskazuje na Star Treka, Firefly albo Battlestar Gallactica. Inni wymieniają te dużo nowsze, jak Modyfikowany węgiel, Westworld, Czarne lustro czy Opowieść podręcznej. Obecnie mamy do czynienia z prawdziwym wysypem lepszych bądź gorszych serialowych produkcji z gatunku SF. Jednak niektóre z takich serii, choć powstały wiele lat temu, dalej są przegenialne, a mimo to pozostają dość niedocenionymi dziełami. Oto kilka moich propozycji seriali SF, które zasługują na trochę więcej miłości.

Cień anioła (2000-2002)

Już fakt, iż w produkcję zaangażowany był sam James Cameron, wiele mówi o produkcie końcowym. Tym razem twórca Titanica dał widzom serial o genetycznie zmodyfikowanym superżołnierzu i kobiecie żyjącej w postapokalipstycznym Seattle. Jak widać, temat jest na tyle uniwersalny, że nawet dziś wyróżniałby się na tle innych tego typu produkcji. Sama sięgnęłam po serial dopiero wiele lat po jego oryginalnej emisji, jednak cyberpunkowy, feministycznym klimat superbohaterski sprawia, że dwa sezony wciąga się na jeden raz. Mimo upływu lat nawet obsada pozostaje dziwnie znajoma i aktualna – młodziutka Jessica Alba występuje u boku Michaela Weatherly’ego, znanego przede wszystkim z Agentów NCIS. W obsadzie znalazł się także Jensen Ackles, kojarzony dzisiaj głównie jako jeden z braci Winchester z serialu Supernatural. Mamy więc świetną narrację, obsadę oraz samego Jamesa Camerona, który 60-minutowym odcinkiem finałowym zadebiutował jako reżyser dramatu telewizyjnego. A trzeba pamiętać, że od samego początku serial prezentował się świetnie pod względem wizualnym, co było dość wyjątkowym zabiegiem, jeśli chodzi o produkcje z tamtych lat.

Real Humans (2012-2014)

Co prawda stacja ATM w 2015 roku przygotowała remake serialu, jednak ja wolę skoncentrować się na oryginalnej szwedzkiej produkcji. Obie wersje są świetne, mimo to oryginał wydaje się bliższy mojemu sercu i moim zdaniem pozostaje dużo bardziej niedoceniony aniżeli jego amerykański odpowiednik. W równoległej teraźniejszości – w której każda rodzina ma w domu androida do gotowania, sprzątania, towarzystwa itp. – śledzimy relacje dwóch rodzin w złożonej, moralnie zagmatwanej eksploracji naszego stosunku do technologii. Jeżeli jesteście fanami Battlestar Galactica, Real Humans idealnie wypełni wam pustkę po tej produkcji. To bez wątpienia jeden z seriali SF, który wysoko zawiesił poprzeczkę, a mimo to został praktycznie niezauważony przez szerszą publiczność.

 Życie na Marsie (Life on Mars; 2006-2007)

Kiedy policjant z Manchesteru, Sam Tyler, zostaje potrącony przez samochód, w niewytłumaczalny sposób budzi się w latach 70. Czy jest: a) podróżnikiem w czasie, b) w śpiączce czy c) szalony? Aby się przekonać, musicie koniecznie obejrzeć dwa niesamowite sezony brytyjskiego serialu. Co prawda istnieje też jego amerykańska wersja, jednak jest po prostu dużo słabsza i to mimo tego, że jedną z głównych ról gra w niej Harvey Keitel. W przeciwieństwie do amerykańskiej adaptacji w oryginale udało się znaleźć równowagę pomiędzy policyjnym proceduralem, dramatem oraz elementami, które z jednej strony wywołują śmiech, a z drugiej sprawiają, że mamy ochotę płakać rzewnymi łzami. Solidny scenariusz w połączeniu ze świetnymi występami, na czele z Johnem Simmem, znanym szerzej m.in. jako Mistrz z serialu Doktor Who, sprawiają, że nie raz i nie dwa widz sam poczuje się niczym nasz główny bohater.

Ziemia 2 (1994-1995)

W przyszłości, w której większość ludzi żyje na pokładzie stacji kosmicznych, ekspedycja uwikłana w Projekt Eden, próbuje znaleźć lekarstwo na tzw. syndrom. Brzmi to jak zapowiedź typowego serialu science fiction. Jednak tym, co go wyróżnia na tle innych produkcji, jest fascynująca opowieść ze spiskiem politycznym w tle, pierwsza w historii telewizji kobieta-dowódczyni niebezpiecznej wyprawy w kosmos (twórcy wyprzedzili Star Trek: Voyager tylko o dwa miesiące) oraz rasa obcych, których ślina jest w stanie wyleczyć każdą możliwą chorobę. W tym momencie byłam już całkowicie kupiona. W obsadzie nie znajdziemy znanych nazwisk, ale to nie szkodzi, gdyż postacie są naprawdę dobrze napisane i nie życzymy im od początku bolesnej śmierci w odmętach kosmosu. Dodatkowo produkcja skupia się na ważnych elementach naszej historii współczesnej, takich jak: niewolnictwo, kolonializm, korupcja itd. Wszystkie one zostały wpasowane w opowieść SF. Tym bardziej szkoda, że serial został skasowany po pierwszym sezonie.

Star Trek: Picard (2020)

Jeżeli do tej pory nie byliście zaznajomieni z przygodami kapitana Jeana-Luca Picarda i jest to wasza pierwsza próba zanurzenia się w historię Gwiezdnej Floty, niczym się nie martwcie. Ekspozycje prezentowane w serialu wszystko wam wyjaśnią. W dodatku twórcy nie starają się być w tym nachalni. Zarówno nowi widzowie, jak i fani klasycznej już serii Star Trek: Następne pokolenie, w której po raz pierwszy pojawił kapitan Picard, będą usatysfakcjonowani tym, w jaki sposób poprowadzono całą historię. Mimo że seria posiada szereg mrocznych tonów i pesymizmu, to od początku do końca świetna produkcja, chociaż Patrick Stewart zbliża się do osiemdziesiątki, co spowodowało ograniczenie liczby epizodów tylko do dziesięciu. Mieszane reakcje widzów są dla mnie totalnie niezrozumiałe. Niektórzy fani z zadowoleniem przyjęli nowe przygody Jeana-Luca. Inni byli jednak zdania, że taki pesymizm stoi w sprzeczności z tym, co czyni Star Treka Star Trekiem. Twórcy musieli się tłumaczyć ze swoich decyzji, twierdząc, że wizja zwarta w serialu stanowi po prostu odbicie naszych czasów. I ja to kupuję całkowicie. Kolejny przykład fantastycznego wręcz serialu, który definitywnie zasługuje na więcej miłości ze strony widzów.

Ostatnio dodane