Zestawienie

Najbardziej NIEDOCENIONE HORRORY 2019 roku

Autor: Przemysław Mudlaff
opublikowano

Brightburn: Syn ciemności, reż. David Yarovesky

Brightburn: Syn ciemności to skrzyżowanie postaci Supermana, Damiena z filmu Omen oraz Carrie. Być może brzmi to zaskakująco, a nawet absurdalnie, jeśli jednak przypomnimy sobie, że mamy obecnie do czynienia z całkiem sporą liczbą filmów i seriali będących historiami złych superbohaterów i dodamy jeszcze do tego, że za omawianą produkcją stoi James Gunn, to zdziwienie nie powinno być już tak duże. Gunn jest producentem Brigthburna i ewidentnie maczał palce w tym, co możemy zobaczyć na ekranie. Film Yarovesky’ego jest niezwykle skromny, ale nie przeszkadza mu to w byciu dziełem jednocześnie dynamicznym i intensywnym. Być może w całym tym szaleństwie i epatowaniem elementami gore (kreatywność scen morderstw robi wrażenie) reżyserowi umknęło kilka istotnych dla historii Brandona spraw, lecz chyba nie o niego przede wszystkim tutaj chodziło. Rodzina Gunnów (autorami scenariusza są brat i kuzyn Jamesa) oraz Yarovesky przyjmują tu bowiem perspektywę matki chłopca, Tori (Elizabeth Banks). Najbardziej przerażająca jest tu przecież jej bezsilność wobec dorastającego Brandona, którego nie tak dawno trzymała w ramionach, a który teraz się od niej i od jej męża oddala. Koszmar matki (rodziców) miesza się tu z opowieścią superbohaterską, której sposób przedstawienia degraduje ją w obszary kina klasy B. To zdecydowanie świadome zagrania twórców. Mam nadzieję, że wysłuchają moich próśb i zachwytów oraz tym samym nie postanowią rozwijać historii Brandona w kolejnych częściach Brightburna.

Color Out of Space, reż. Richard Stanley

Color Out of Space rządzi magia kolorowego, kosmicznego szaleństwa, któremu trudno się oprzeć.

Uwaga! Tak płynnego przejścia pomiędzy tytułami w zestawieniu już dawno nie doświadczyliście. W filmie Brightburn: Syn ciemności meteoryt, który spadł na posesję państwa Breyerów, emanował czerwienią i sprowadził na naszą planetę zło w postaci „Super(bad)mana”. W Color Out of Space Richarda Stanleya znów mamy do czynienia z uderzającym w Ziemię kamieniem z kosmosu. Ten natomiast, zamiast Damiena z Omenu, przyniesie rodzinie Gardnerów kolorowe szaleństwo. Kolorowość to wyraz, który najlepiej opisuje film Stanleya. Być może łatwiej jest mi Color Out of Space pokochać, ponieważ nie jestem obciążony ślepą miłością do Lovecrafta, którego adaptację produkcja Stanleya stanowi, ale doprawdy nie rozumiem jak można nie doceniać tej jazdy bez trzymanki, dezynwoltury i szaleństwa twórców. Pokręcone i absurdalne akcje, w których nurza się nieokrzesany Nicolas Cage, to po prostu czysty fun. Ten film niczego nie udaje i był właściwie już na etapie postprodukcji fair wobec widzów, którzy mieli nadzieję na seans horroru w stylu Lovecrafta. Tutaj tego nie znajdziecie. Tutaj rządzi magia kolorowego, kosmicznego szaleństwa. Kolejny materiał na kino kultowe z Nicolasem Cage’em w roli głównej. Wystarczy tylko dać się Richardowi Stanleyowi porwać.

Ekstaza, reż. Joe Begos

Szalonych kolorów nie brakuje również w kolejnym tytule niniejszego zestawienia. Ekstaza Joego Begosa to połączenie fascynacji reżysera horrorem z lat 80. XX wieku oraz inspiracji kinem Abla Ferrary i Gaspara Noé. Omawiany film bardziej spodobał się krytykom aniżeli widowni niezajmującej się pisaniem o kinematografii. A szkoda, bo uprzedzonym odbiorcom umknie interesujący temat obsesji na punkcie tworzenia sztuki, ciekawa gra aktorska Dory Madison oraz unikatowa, psychodeliczna, zapisana na 16 mm taśmie wizja narkotycznych i wampirycznych tripów. Ekstaza to film, który pozostaje w głowie jeszcze na długo po seansie. Być może Begos nie ustrzegł się błędów i można mieć zastrzeżenia co do scenariusza filmu, ale Bliss (oryginalny tytuł) to współczesne exploitation, które dostarcza mnóstwo frajdy. Warto zauważyć, że pochodzi od autora, który skończył dopiero 32 lata.

Ostatnio dodane