Zestawienie

Magia, duchy, mity… Filmy, które pokazują świat RYTUAŁÓW, folkloru i przesądów

Autor: Karolina Michalska
opublikowano

Ludowa magia i obrzędowość, przesądy i rytuały, rodzime tradycje, legendy i baśnie. Film jest medium magicznym samym w sobie, ale dziś chciałabym się przyjrzeć takim (być może dla wielu z was mniej znanym) produkcjom, które zanurzone są w świecie mitu, rytuału, folkloru i ludowej duchowości jak żadne inne (nie ograniczając się oczywiście tylko do tej europejskiej).

Oczywiście spis jest absolutnie subiektywny i w żadnej mierze nie wyczerpuje tematu!

Cienie zapomnianych przodków (1964)

Nie było innej opcji niż rozpocząć ten osobliwy spis od arcydzieła wielkiego (choć nieco teraz zapomnianego) wizjonera kina, Siergieja Paradżanowa. W setną rocznicę urodzin pisarza Michaiła Kociubińskiego przygotował on adaptację jego książki z 1911 roku (autor oparł ją na legendach karpackich górali – Hucułów – zasłyszanych podczas podróży w tamte rejony, w których zakochał się bez pamięci). Historia to z pozoru prosta, ot, szekspirowska przypowieść o wielkiej miłości dwojga młodych ludzi, Iwana i Mariczki, pochodzących ze zwaśnionych ze sobą rodów (ojciec dziewczyny zabił ojca Iwanka, kiedy ten był ledwie młodym chłopcem). Miłości tragicznej, dodajmy.

Obraz zanurzony jest wprost w tak ukochanych przez Kociubińskiego huculskich rytuałach, przesądach i właściwie pogańskich wierzeniach. Film jest do tego w sferze dialogowej nakręcony w dialekcie huculskim – wbrew stanowczym poleceniom „wierchuszki”, która żądała, by film zrealizowano w języku rosyjskim (za co maestro miał zresztą zapłacić bardzo wysoką cenę w przyszłości). Na domiar „złego” ścieżką dźwiękową Paradżanow uczynił zbiór karpackich pieśni ludowych opowiadających historię „przeklętych zakochanych” (które śpiewa się na Huculszczyźnie po dziś dzień!).

Wspaniały, poetycki film (tu na uwagę zasługuje wybitny operator, a później reżyser o równie tragicznym życiorysie, co Paradżanow, Jurij Iljenko) nagrodzony na ponad setce wszelkiej maści festiwali.


Szaman (1996)

Bartabas, reżyser filmu, to bardzo ciekawa postać. Przez całe życie związany z teatrem, uznawany jest za jednego z największych żyjących obecnie trenerów koni, które kocha miłością bezgraniczną – i które są również w wielu przypadkach głównymi bohaterami jego spektakli, czy filmów. Jako reżyser objawił się nam jednakowoż w dwóch tylko przypadkach: filmu Mazeppa (nagrodzonego w Cannes w 1993 roku specjalną nagrodą za osiągnięcia techniczne) oraz w Szamanie właśnie.

Rzecz zaczyna się w rosyjskim łagrze, gdzie nić przyjaźni i porozumienia nawiązują rosyjski bezimienny skrzypek oraz Anatolij, jakucki szaman. Przy pierwszej nadarzającej się okazji uciekają obaj w głąb syberyjskiej tajgi, po drodze zdobywając (przyzywającymi dźwiękami drumli szamana) dwa dzikie konie. W trakcie ucieczki Anatolij umiera, (jak sam mówi – przez chciwość, „trzeba było poprosić o tylko jednego konia ze stada, zostałem ukarany”) oddając na łożu śmierci swój woreczek szamański z garścią ziół, grzybków i innych specyfików swojemu towarzyszowi, który przez lwią część filmu – wraz ze swoim koniem, który stanie się dla niego kimś więcej aniżeli tyko „pomocnym zwierzęciem” – będzie przedzierał się i walczył o życie na mroźnych pustkowiach syberyjskiej tajgi. Czy dozna oczyszczenia? Czy sam, poprzez długą i wyczerpującą podróż (a także ludzi, których napotka na swojej drodze), stanie się tytułowym szamanem? Czy odnajdzie siebie? A może coś więcej? To musicie zobaczyć już sami.


Hagazussa (2017)

W związku z rosnącą popularnością tzw. folk-horrorów (dzięki takim filmom jak Midsommar chociażby) chciałam pominąć zupełnie ten gatunek w zestawieniu, jednak trudno było mi przejść obojętnie obok produkcji niemieckiego reżysera Lukasa Feigefelda.

Hagazussa to oniryczna, bardzo symboliczna i psychodeliczna podróż po XV-wiecznych austriackich Alpach – do tej pory zresztą pełnych przesądów i rytuałów z odległych pogańskich czasów – której główną bohaterką jest Albrun żyjąca na kompletnym odludziu wraz z matką, wiedźmą (jak postrzegają ją mieszkańcy okolicznych wiosek). Kiedy starowinka w zagadkowych okolicznościach umiera, a bohaterka sama musi poradzić sobie z macierzyństwem, spirala psychozy tylko się zacieśnia.

Ostrzegam, to film zupełnie inny od popularnej Czarownicy. Bajki ludowej z Nowej Anglii (z którym często jest kojarzony z powodu poruszanej tematyki) chociażby z uwagi na dosyć szczątkowo zarysowaną fabułę i brak jednoznacznej akcji. Olśniewa za to klimatem, niesamowitymi zdjęciami i fantastyczną muzyką, oszczędnym, introwertycznym aktorstwem, jak i rzecz jasna wieloma odniesieniami do ludowych zwyczajów i zabobonów alpejskiego ludu.


W objęciach węża (2015)

Dwóch białych podróżników, szaman Karamakate prowadzący ich – na przestrzeni czterdziestu lat – przez przepastne ostępy kolumbijskiej Amazonii i yakruna, roślina Mocy, która ponoć jest w stanie uleczyć każdą chorobę… W objęciach węża to fascynująca odyseja, pełna niebezpieczeństw, magii – niosąca również ze sobą niejedną naukę. O cudownej, zapierającej dech w piersi naturze i podejściu do niej człowieka, zagrożeniach, jakie niesie za sobą fanatyzm i żądza zawłaszczenia. Tu piękno miesza się z brzydotą i okrucieństwem.

Film Ciro Geurry to adaptacja wspomnień dwóch podróżników: Niemca Theodora Kocha-Grunberga i Amerykanina Richarda Evansa Schultasa. Jest to niezwykłe połączenia kina przygodowego i art-house’owego, które miejscami przypominać może arcydzieło Wernera Herzoga – Aguirre, gniew boży. Ale tylko na pewnych poziomach. Wszak inna jest to podróż, inne cele i inni bohaterowie.


Jeździec wielorybów (2002)

Nietypowa pozycja na liście, głównie dlatego, iż mamy tu do czynienia z kinem familijnym, ale bezsprzecznie mocno zanurzonym w tradycjach i obrzędowości – w tym przypadku Maorysów. To historia mieszkającej w małej wiosce gdzieś u wybrzeży Nowej Zelandii Paikei – rezolutnej i silnej dziewczyny o męskim imieniu. W połogu umiera matka Paikei, zabierając ze sobą jej brata bliźniaka, który według jej dziadka miał w przyszłości stanąć na czele plemienia, otrzymując jednocześnie legendarne imię przywódcy, jeźdźca wielorybów. Imię to umierająca kobieta oddaje swojej córeczce. Według dziadka dziewczyny, zatwardziałego patriarchy – Koro – ów moment to początek końca rodu. I niestety daje to odczuć dziewczynce, ta jednak – jak się okaże – może zadziwić wszystkich swoją wrażliwością, siłą i talentami, których nie spodziewał się po niej nikt. A już najmniej dumny, ale i głupi w swym zacietrzewieniu dziadek.

Ciepła i mądra historia w słodko-gorzki sposób ukazująca historię współczesnych Maorysów i próbę połączenia tego, co było kiedyś, z tym, co jest teraz. Opowieść o zmianach, które nastąpić muszą, choć jest to nie w smak tym, którzy na żadne zmiany nie są gotowi ani chętni.

Ostatnio dodane