Zestawienie

KOMEDIE, na których ZAPŁACZESZ bardziej niż na DRAMATACH

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

„Śmiech przez łzy” – w taki sposób najczęściej opisuje się uczucie towarzyszące nam podczas seansu dobrego komediodramatu. Ten nietypowy, hybrydyczny gatunek łączy w sobie bowiem dwie skrajności. Przedstawiając żartobliwą, groteskową sytuację, często naznacza ją nutką tragizmu. Śmieszność stanowi wówczas bufor mający zmniejszyć dosadność przeżywanego wraz z bohaterami dramatu.

Oto komedie, które bawiąc, potrafią także wzruszyć.

Mała Miss

Niesforny dziadek ze słabością do narkotyków, zrezygnowana i zapracowana mama przygnieciona domowymi obowiązkami, bujający w obłokach tata, milczący acz zbuntowany brat i zdesperowany, homoseksualny wujek z jedną próbą samobójczą na koncie. Oto rodzina sympatycznej Olive, siedmioletniej dziewczynki marzącej o wygranej w konkursie piękności. W filmie z 2006 mamy do czynienia ze sztandarowym przykładem dysfunkcyjnej rodziny, w której każdy z jej członków chciałby wprowadzić w swoim życiu zmiany, ale kompletnie nie wie, jak się za to zabrać. Resztkami swej energii dzielą się z Olive, pomagając jej w osiągnięciu upragnionego sukcesu. Wiele komicznych sytuacji przytrafia się rodzinie w drodze na konkurs. W kulminacyjnej scenie rodzina solidaryzuje się z dziewczynką i pomaga jej w scenicznym występie, przewidując zarazem, jaki może być werdykt jurorów. W tym momencie więcej jest jednak czystego wzruszenia niż komizmu. Okazuje się bowiem, że to, czego wszyscy potrzebowali, to poczucie wspólnoty oraz promyka słonecznej nadziei, dającej odwagę do podjęcia starań bez względu na to, jaki będzie ich wynik.

Życie jest piękne

Po ponad dwudziestu latach od premiery filmu, po odwiedzinach w Auschwitz, grobie milionów Żydów (i nie tylko), po lekcjach dotyczących holocaustu, jakie dane mi było przeprowadzić, wiem już jedno – Roberto Benigni dokonał niemożliwego. Bo wydawać by się mogło, że masowa eksterminacja, jakiej dopuścili się zachodni sąsiedzi na naszym terytorium, jest ostatnim tematem, jaki można zamienić w żart lub niegroźną farsę. Cała wyjątkowość filmu z 1997 polega zatem na tym, że w sposób inteligentny i wrażliwy na ból wielu ofiar holocaustu udało się stworzyć dzieło pozwalające na obranie, choć na chwilę, odpowiedniego dystansu do tragedii, jaka miała niegdyś miejsce, i przy okazji zaproponować w pełni uniwersalne przesłanie. Żart wyrażany sympatyczną twarzą Benigniego, nieprzejmującego się nienawistnym spojrzeniem nazistów, działa niczym opium, które usypiając naszą czujność, sprowadza egzystencjalną tragedię do poziomu niegroźnego banału. Być może właśnie nadmierna powaga nie pozwala nam dojrzeć kluczowej prawdy – że życie będzie piękne tak długo, jak długo będzie się na nie w taki właśnie sposób patrzeć.

50/50

Trudno wyobrazić sobie uczucie towarzyszące myśli, że paskudna choroba daje nam dokładnie 50% szans na przeżycie. Z taką informacją musi zmierzyć się Adam, grany przez Josepha Gordona-Levitta 27-letni introwertyk pracujący w radiowej rozgłośni. Kolejne miesiące zmagań z rakiem będą dla niego testem. Adam sprawdzi, jak jego paskudna sytuacja wpłynie na niego i na relacje z bliskimi mu osobami. Zawrze nowe przyjaźnie wśród osób dotkniętych tą samą tragedią. Znajdzie w sobie siły, by się uśmiechnąć (a widz wraz z nim) ale czasem – tak po ludzku – da się pokonać przytłaczającej beznadziei. Po drodze popełni kilka błędów, by ostatecznie uświadomić sobie, co tak naprawdę ma w życiu największe znaczenie i dla kogo rzeczywiście warto walczyć. Widmo wiszącej nad nim śmierci jest jak łańcuch, który nie pozwala mu ruszyć naprzód, ale jeśli uda mu się z niego zerwać, wolność będzie smakować tak dobrze, jak nigdy wcześniej. 

Choć goni nas czas

Choć goni nas czas

Wisząca nad naszymi głowami perspektywa śmierci wzmaga uczucie lęku. To właśnie nasza śmiertelność sprawia, że na co dzień obawiamy się konsekwencji swoich działań. Co jednak, gdy zostaniemy przez los postawieni przed faktem dokonanym, wiedząc, że nasze dni, na np. skutek śmiertelnej choroby, zostały już policzone? Dla jednych będzie to okazja do załamania nerwowego, dla drugich stworzy się wówczas szansa do nadrobienia tego wszystkiego, co w ciągu życia z różnych powodów się omijało lub odkładało na później. Taką listę marzeń do pilnego zrealizowania i odhaczenia stworzyli właśnie bohaterowie filmu Choć goni nas czas, komediodramatu z Jackiem Nicholsonem i Morganem Freemanem w rolach głównych. Ich postacie w końcu mogły pozwolić sobie na wybryki i odrobinę szaleństwa, zostawiając wszelkie wątpliwości obawy co do sensu swych działań daleko w tyle. Prawda jaka z tego płynie jest znamienna – dopiero akceptując śmierć, jesteśmy w stanie zacząć prawdziwie żyć.

Patch Adams

Aktor ten jak żaden inny filmowy wesołek doskonale rozumiał, że komizm jest tylko drugą stroną monety, na której widnieje także tragizm.

To z pewnością mniej pamiętany występ Robina Williamsa, acz moim skromnym zdaniem nie mniej istotny niż jego inne, wielkie kreacje. Aktor ten jak żaden inny filmowy wesołek doskonale rozumiał, że komizm jest tylko drugą stroną monety, na której widnieje także tragizm. Wszystko zależy od obranego przez nas punktu widzenia. I Patch Adams jest tego doskonałym przykładem. Główny bohater sam swego czasu sięgnął dna, ale nie poddał się, otrzepał się z kurzu depresji i zamienił złe emocje na dobrą praktykę. W kostiumie clowna pociesza chore dzieci, przebywające w najbardziej beznadziejnej sytuacji z możliwych, aplikując do ich krwiobiegu bardzo ważne lekarstwo – siłę pozytywnego myślenia, wyrażonego poprzez naturalny, niewymuszony śmiech. Serce rośnie z każdym kolejnym uzdrowionym pacjentem, widz otrzymuje zaś banalne, acz zasadnicze przesłanie. Bez względu na tragiczność położenia, w jakim się znajdujemy, każdego dnia i tak wstaje słońce, zdolne do napełniania duszy nadzieją. Głowa do góry – nie warto dobijać się destrukcyjnym myśleniem.

Truman Show

Jim Carrey to aktor, który przez lata kariery przyzwyczaił nas do tego, że po pierwsze gra głównie w komediach, po drugie nie ma sobie w tej kategorii równych. Zdarzyło mu się jednak wystąpić w produkcjach, w których wyrażany przez jego postać komizm ma nie tyle śmieszyć, ile raczej podkreślać tragizm okoliczności, w jakich postać się znajduje. Tak było w przypadku Człowieka z księżyca, tak było też w pamiętnym Truman Show. Bohater filmu Petara Weira znajduje się w iście kafkowskiej sytuacji. Całe jego życie jest rejestrowane przez kamery, otoczenie jest tylko scenografią, a napotkani ludzie – aktorami. Problem w tym, że sam zainteresowany w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. Pośmiać się zatem można, zwłaszcza w początkowych aktach opowieści, gdzie wykpione zostają różne mechanizmy produkcji telewizyjnej. Z chwilą jednak, gdy bohater zdaje sobie sprawę, że świat, który zna, jest jednym, wielkim kłamstwem, można powiedzieć, że wszelkie żarty się kończą. Pojawia się wówczas istotne, egzystencjalne pytanie o sens otaczającej nas rzeczywistości, którego to pytania Truman staje się dociekliwym orędownikiem. A my wraz z nim.

Nietykalni

Gdy siedzisz na wózku inwalidzkim, z pewnością nie jest ci do śmiechu. Niepełnosprawność nie jest zatem tematem odpowiednim dla komedii. Czy jednak na pewno? Twórcy filmu Nietykalni poszli pod prąd, co zostało docenione przez widownię. Nakreślona została niecodzienna relacja między kalekim mężczyzną, pogrążonym w egzystencjalnej pustce, a jego nowym opiekunem, optymistycznie nastawionym do życia pomimo nieszczęśliwej przeszłości. Dla przytwierdzonego do wózka głównego bohatera towarzystwo uśmiechniętej osoby, niestroniącej od żartów i emanującej pozytywną energią, okazuje się zbawienne. Pozwoliło bowiem nabrać dystansu do beznadziei, w jakiej tkwi. Wiele życiowej goryczy można wyciągnąć z tej historii. Jeszcze więcej jest w niej jednak podnoszącego na duchu optymizmu.

BONUS: Brzdąc

Jak to mówią: „last but not least”. Jeśli mamy do czynienia z zestawieniem filmów komediowych, to nie może zabraknąć w nim Charliego Chaplina. Zwłaszcza gdy jego slapstikowe wybryki częstokroć także były naznaczone ogromnym smutkiem. Jedną z najbardziej wzruszających komedii z udziałem aktora jest niewątpliwie pamiętny Brzdąc. Chaplin opowiada w nim o włóczędze, który natrafiając na noworodka, postanawia się nim zaopiekować. Kilka lat później bohaterów łączy stała więź. Niewiele można dodać w opisie podkreślającym wyjątkowość tego filmu, gdyż najwięcej mówią o nim wyzwalane w trakcie seansu emocje, zasugerowane zresztą już w czołówce napisem „film z uśmiechem i z możliwą łzą”. Trudno pozostać obojętnym i nie zaangażować się w historię bezbronnego dziecka, któremu ratowane jest życie. Brzdąc pomimo słusznego wieku wciąż niezwykle skutecznie działa na nas śmiechem przez łzy.

Ostatnio dodane