search
REKLAMA
Zestawienie

Ikoniczne STATKI KOSMICZNE z filmów science fiction. Zdumiewające maszyny przyszłości!

Mikołaj Lewalski

6 maja 2020

REKLAMA

Kosmos – ostateczna granica. Do przeżycia w tak niebezpiecznym środowisku i do przemierzania tak kolosalnych odległości potrzebny jest dobry środek transportu. Odpowiednio zaawansowany technicznie, zapewniający podróżującym właściwe udogodnienia, a niekiedy także dysponujący konkretną siłą ognia. Statki kosmiczne to ważna część nurtu science fiction; nierzadko wywołują u widza prawdziwy zachwyt i zdumienie, a także odrobinę tęsknoty za czymś, co zapewne nigdy nie będzie nam dane – przemierzanie niezbadanego. Niektóre filmowe statki kosmiczne weszły już do popkulturowego kanonu lub zasługują na wyróżnienie z innych powodów. To właśnie im poświęciłem poniższe zestawienie.

Sokół Millenium Gwiezdne wojny

Zdezelowana kupa złomu, technologiczny antyk i koszmar każdego mechanika. Każde z tych określeń pasuje do wysłużonego Sokoła, ale żadne nie oddaje w pełni jego natury. Pomimo swojej kapryśności jest to jeden z najszybszych statków w galaktyce Gwiezdnych wojen, a jego niepozorność często działała na korzyść bohaterów próbujących przechytrzyć swoich wrogów. Ci przedostatni zawdzięczają swoje życia Sokołowi, którego szybkość i wytrzymałość uratowały im życie dziesiątki razy. To statek, który połączył losy bohaterów oryginalnej trylogii, odegrał kluczową rolę w zniszczeniu obu Gwiazd Śmierci i bazy Starkiller, a na koniec stanął na czele galaktycznej floty zjednoczonej w imię walki z ostatnią próbą przywrócenia imperialnego reżimu. Prequelowe perypetie Hana Solo ciekawie rozbudowują historię Sokoła, którego komputer okazuje się być “świadomością” zniszczonego droida Lando (to tłumaczy, dlaczego C-3PO w Imperium kontratakuje komunikuje się ze statkiem jak z rozumną istotą). Dodatkowo miło było zobaczyć, jak Han zdobywa swój ukochany statek, ogrywając Lando w karty w ramach rewanżu za oszukańcze zwycięstwo tego drugiego z wcześniejszej części filmu. Han, w przeciwieństwie do zakochanego w sobie kolegi, wygrywa jednak uczciwie, dzięki własnym umiejętnościom. I choć Sokół miewał różnych pilotów, duet Han i Chewie za sterami jest i będzie jedynym właściwym przeznaczeniem statku, który zrobił trasę na Kessel w 12 parseków.

Statki obcych Nowy początek

Tajemnicze i na swój sposób przerażające statki kosmiczne obcych pewnego dnia pojawiają się w wielu częściach globu i… tyle. Żadnego komunikatu od obcej cywilizacji, żadnego ataku ani wysypu sił inwazyjnych. Nikt nie opuszcza żadnego ze statków, by spotkać się z ludźmi albo chociaż zapytać o drogę na Tatooine. Rozmiar i wizualna “obcość” tych statków budzą jednak niepewność i wynikającą z niej grozę. Rozmieszczenie tych maszyn na całym świecie może wzbudzać podejrzenia i wydawać się zagraniem strategicznym, ale trudno określić, co miałoby z niego wyniknąć. Te wrażenia potęgują praca kamery Bradforda Younga i reżyseria Denisa Villeneuve’a, który umiejętnie podkreśla enigmatyczny i zarazem przerażający charakter tego widoku. Co jest w środku i co to oznacza dla ludzkości?

USS Enterprise Star Trek


Podobnie jak Sokół Millenium, USS Enterprise również wielokrotnie znajdował się w samym sercu dramatycznych wydarzeń na galaktyczną skalę i uratował życia nie tylko swojej załogi, ale w dalszej perspektywie także miliardów (bilionów?) innych istot. Jeśli Sokół wydaje się wam nieco klaustrofobiczny, to kolosalny Enterprise może być dla was lepszą alternatywą. Ten mieszczący kilkaset osób okręt to potężna i niezwykle wszechstronna maszyna wojenna, znacznie zgrabniejsza i bardziej uniwersalna niż ogromny krążownik. Napęd nadświetlny, bogaty arsenał, stanowiska teleportacyjne, ogromny hangar, laboratoria – to ruchoma kosmiczna baza zamknięta w stylowym pancerzu. Kto by nie chciał dowodzić takim cackiem?

Statek matka obcych Dystrykt 9

Tak jak w Nowym początku, ten statek kosmiczny po prostu przylatuje na ziemię i zamiera kilkaset metrów nad poziomem gruntu bez żadnej zapowiedzi ani dalszych działań jego załogi, zmuszając ludzkość do snucia domysłów. Widz nie towarzyszy jednak śmiałkom eksplorującym tajemniczy statek i odkrywającym miliony umierających obcych. Wszystko to widzimy w formie fragmentów nagrań i reportaży poprzedzających akcję filmu o ćwierć wieku. Właściwa fabuła rozgrywa się w świecie, w którym ludzie zdążyli się przyzwyczaić do kolosalnego statku kosmicznego wiszącego złowieszczo nad ich miastem (nie chciałbym mieszkać bezpośrednio pod nim). Co ciekawe, ze statku początkowo sypały się całe tony żelastwa, a wśród tych wszystkich śmieci znalazło się również sporo urządzeń obcych, w tym broni. Być może był to jakiś plan B? Na miejscu obcych należało się liczyć z tym, że powrót na statek może nie wchodzić w grę, więc sensowne byłoby zaaranżowanie zrzutu z wyposażeniem, zamaskowanego deszczem rozsypującego się złomu (w taki sposób na ziemię trafił moduł dowodzenia). Pomijając tło fabularne, zawsze podobał mi się projekt statku – klasyczny okrągły kształt, ale o bardzo nieregularnej, agresywnie spiczastej powierzchni. Zdecydowanie widać tu wizualne podobieństwo do jego pasażerów, natomiast dźwięk włączanych silników w moim odczuciu w pełni zasługuje na miano ikonicznego.

USCSS Nostromo Obcy: Ósmy pasażer Nostromo

Nostromo. Razem z holowaną przez niego rafinerią to prawdziwy tytan deklasujący rozmiarem większość opisanych tu statków. Z pewnością także najbrzydszy i najbardziej niezgrabny z całej grupy. Zbudowany przez korporację Weyland-Yutani, nigdy nie miał bić rekordów szybkości, zadziwiać swoim zaawansowaniem ani imponować arsenałem. Jego zadanie było proste: transport milionów ton rudy z punktu A do punktu B. Niestety, po drodze pojawił się punkt C, za sprawą którego na świat przyszedł nowy pasażer Nostromo. Ten (paradoksalnie, biorąc pod uwagę jego gabaryty) klaustrofobiczny statek nie sprawiał wrażenia przyjemnego miejsca nawet przed pojawieniem się tajemniczej istoty, kiedy to stał się morderczą pułapką dla swojej załogi. Duszny i przytłaczający, pełen ciemnych kątów i nie mający nic wspólnego z lśniącym i nowoczesnym Enterprise – wyobraźcie sobie najpodlejsze rewiry przemysłowej części waszego miasta, po czym wciśnijcie je na o połowę za małą przestrzeń, a na koniec dodajcie do tego krwiożerczego i niepowstrzymanego Ksenomorfa. Dziękuję, ja wysiadam.

Avatar

Mikołaj Lewalski

REKLAMA