Zestawienie

HORROR W 2019 ROKU. 13 filmów grozy, na które warto czekać

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Der goldene Handschuh

Fatih Akin, ulubieniec światowych festiwali i jeden z najważniejszych współczesnych niemieckich reżyserów, tym razem nakręcił dreszczowiec inspirowany autentyczną historią Fritza Honki, seryjnego mordercy kobiet, zwanego Rozpruwaczem z Hamburga. Tytuł książki Heinza Strunka, podstawy scenariusza filmu, odnosi się do pubu „Pod Złotą Rękawicą”, którego Honka był stałym bywalcem i gdzie poznawał swoje przyszłe ofiary. Akcja ma się rozgrywać w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych, kiedy to doszło do tragicznych wydarzeń.

Podejrzewam, że nie będzie to łatwy seans. Filmy opowiadające o prawdziwych seryjnych mordercach są na swój sposób jeszcze bardziej przerażające od niejednego horroru, gdyż nie przynoszą często żadnego rozstrzygnięcia, ulgi, zostawiając widza ze świadomością potworności, jaka rodzi się w człowieku, a jedyne ujście znajduje w bestialskich aktach przemocy. Wystarczy przypomnieć sobie Henry’ego – portret seryjnego mordercy czy też Obywatela X. Dodatkowo Niemcy lat 70. zawsze kojarzą mi się z miejscem, które wciąż pokutuje za nazizm, stąd obrazy biedy, poczucie beznadziejności, ale też jakaś dziwna naleciałość wojennego okrucieństwa, przejawiająca się w znieczulicy starszego pokolenia. Akin ma w rękach materiał na wielkie kino, nieprzypadkowo premierowy pokaz filmu odbędzie się na nadchodzącym festiwalu w Berlinie. Tymczasem jego następny projekt również obraca się wokół horroru, acz całkiem innego sortu – Niemiec bowiem przyjął propozycję z Hollywood, aby zrealizować nową ekranizację Podpalaczki Stephena Kinga.

Grudge

Rok 2019 przyniesie nam sporo remake’ów – siostry Sylvia i Jen Soska nakręciły nową Wściekłość (jeden z wczesnych filmów Davida Cronenberga), otrzymamy uwspółcześnioną i unowocześnioną wersję Laleczki Chucky, a może nawet dwie, a nawet ktoś wpadł na niedorzeczny pomysł, aby zrobić ponownie Drabinę Jakubową. Za scenariusz do tego ostatniego odpowiada niejaki Jeff Buhler, który dziwnym trafem napisał również nowy Smętarz dla zwierzaków i Grudge.

Nie tak dawno Amerykanie przypomnieli sobie o innym japońskim horrorze, Kręgu, wiadomo z jakim skutkiem – Rings było pokazem idiotyzmu i kompletnego niezrozumienia siły oryginału. Czemu zatem uważam, że warto śledzić reboot azjatyckiego Ju-on? Ten już raz doczekał się amerykanizacji, a powstała wtedy The Grudge – Klątwa niespecjalnie mnie przekonała. Tym razem jednak za kamerą stanął Nicolas Pesce, autor Oczu matki, horroru, który w sposób niepozbawiony czułości potrafił opowiedzieć sadystyczną wręcz historię o rodzącym się szaleństwie. Tegoroczny Piercing, bardzo czarna komedia z Mią Wasikowską i Christopherem Abbottem, dodatkowo udowodnił, że Pesce lubi postaci o ambiwalentnej moralności, a tych nie brakuje w japońskiej opowieści o duchach, gdzie niewinne osoby umierają w straszliwy sposób, aby następnie straszyć i zabijać przypadkowych ludzi. Pytanie, czy jego Grudge będzie w jakikolwiek sposób połączony z poprzednimi amerykańskimi filmami oraz azjatycką lokacją, pozostaje otwarte. W rolach głównych Andrea Riseborough (Mandy), Jacki Weaver (Stoker) i Demián Bichir (Zakonnica).

The Lighthouse

Początkowo drugim filmem Roberta Eggersa, po głośnej Czarownicy: Bajce ludowej z Nowej Anglii, miała być nowa wersja Nosferatu, lecz ostatecznie reżyser zdecydował się na realizację The Lighthouse. Być może jednak coś pozostało z tej chęci zmierzenia się z wampirzym arcydziełem kina niemego, gdyż historia starego latarnika z końca XIX wieku została nakręcona w czerni i bieli, przy użyciu sprzętu z lat 40. i z wykorzystaniem soczewek z okresu, kiedy film Murnaua powstał. Niewiele więcej wiadomo o projekcie – scenariusz Eggers napisał wraz ze swoim bratem, Maxem, a w rolach głównych zobaczymy interesujący duet Willema Dafoe i Roberta Pattinsona.

Czarownica była cudownie ożywczym doświadczeniem, horrorem, który nie rezygnując z fantastyki i prawdziwie strasznych obrazów, trzymał za gardło przede wszystkim coraz bardziej napiętą sytuacją w rodzinie XVII-wiecznych purytańskich osadników. Mam nadzieję, że Eggers co najmniej dorówna swojemu debiutowi.

The Lodge

Złapałem się na tym, że w przypadku horroru The Lodge głównym powodem, dla którego czekam na nowy film Severina Fiali i Veroniki Franz, twórców znakomitego Widzę, widzę, nie są ich nazwiska ani fabuła, ani fakt, że jest to produkcja Hammer Films. Nie. Chcę obejrzeć The Lodge, bo główną rolę gra Riley Keough. Aktorka ma niesamowity gust w doborze ról oraz filmów, i nawet gdy te ostatecznie okazują się zawodami, Keough jest zawsze atutem. Dodatkowo lubi bawić się swoim ekranowym wizerunkiem, dzięki czemu, jeśli porównać chociażby jej występy w zeszłorocznych Powstrzymać mrok, Tajemnicach Silver Lake oraz Domu, który zbudował Jack, można mocno się zdziwić, że jest to ta sama osoba. Nie wiem, czy stać ją na naprawdę wielki występ, lecz śledząc jej dotychczasową karierę, widzę, że młoda aktorka idzie ze swoją karierą niejako pod prąd, częściej wybierając małe, ambitne projekty nad hollywoodzkie „pewniaki”.

Czy The Lodge będzie udane, dopiero się przekonamy. Fabuła aż za bardzo przypomina poprzedni film Fiali i Franz – w zasypanej śniegiem chacie kobieta próbuje znaleźć wspólny język z dwójką jej przyszłych pasierbów, ale tajemnicze wydarzenia zaczynają rzutować na ich relacje. Liczę, że austriacki duet da nam coś więcej w swym amerykańskim debiucie niż reinterpretację bądź luźny remake Widzę, widzę. Przekonamy się dosyć szybko, gdyż premiera już w tym miesiącu na festiwalu Sundance. W obsadzie również Richard Armitage, Alicia Silverstone i znany z To Jaeden Lieberher.

Midsommar

Wikipedia mówi, że Midsommar to „święto obchodzone przez Szwedów w weekend najbliższy nocy świętojańskiej”. Możemy zatem podejrzewać, że nowy horror Ariego Astera przybierze ludyczny charakter, a wakacyjna wycieczka głównych bohaterów po Szwecji skończy się krwawym obrzędem. Dosłownie kilka miesięcy temu reżyser zadebiutował na dużym ekranie Dziedzictwem. Hereditary, wiemy zatem, że czekają nas szokujące i makabryczne atrakcje. I choć mam niemałe problemy z pierwszym filmem Astera, o czym niejednokrotnie pisałem, uważam tego reżysera za niepodważalny talent i mam nadzieję, że udowodni własną wielkość swym nowym dziełem. Wierzę również, że wyciśnie wszystkie soki z grających główne role Florence Pugh, Willa Poultera i Jacka Reynora.

Ostatnio dodane