Zestawienie

Filmy SCIENCE FICTION, po których będziemy BALI się KOSMOSU

Autor: Odys Korczyński
opublikowano
Nieważne, ile strasznych filmów o kosmosie nakręcimy. I tak będziemy się go zawsze bać, zresztą powinniśmy, gdyż bez odpowiednich środków technicznych i rozciągniętego na wiele pokoleń nauczania odpowiednich zachowań będzie w nim czekała na nas zawsze śmierć. Od wieków baliśmy się tego, o czym niewiele wiemy. Tak powstały strach jest ochronnym mechanizmem gatunkowym każdej istoty żywej. Nasza wiedza o kosmosie systematyczne rośnie, wciąż jednak jest na tyle mała, że twórcy filmowi z powodzeniem mogą jej brak wykorzystać. W ciemności wszechświata kryją się więc potwory i wszystko to, co powoduje koniec życia w męczarniach. Po obejrzeniu poniższych filmów, zwłaszcza u widzów zaczynających swoją przygodę z gatunkiem science fiction, strach przed kosmosem będzie jeszcze większy.
Life (2017), reż. Daniel Espinosa

Film doskonale ukazujący siłę życia jako takiego i jego zdolności przystosowawczych. To właśnie znalezienie nieznanej nam formy organicznej w kosmosie, a zwłaszcza rozumnej, przeraża nas najbardziej. Jest wiele koncepcji tłumaczących, dlaczego tak jest. Z jednej strony boimy się, że w kosmosie żyje cywilizacja stojąca na wyższym szczeblu rozwoju niż nasza. Co ludzie robili z mniej zaawansowanymi ziemskimi kulturami? Podbijali je, niszczyli i asymilowali. To samo mogą zrobić obcy z nami. Istota z Life wydaje się nie mieć żadnej kultury ani nie być cywilizowana, ale zachowuje się inteligentnie. Skoro tak, tym trudniej się przed nią obronić. Można jedynie próbować nie dopuścić, żeby znalazła się na Ziemi. Produkcja wyreżyserowana przez Daniela Espinosę pod względem artystycznym nie jest odkrywcza. Raczej celnie miesza kultowe sceny z wielu znanych filmów science fiction (Obcy, Odyseja kosmiczna), aby na ich kanwie przerazić widza za pomocą dodania tego potwornego elementu, którym jest istota o niehumanoidalnej formie. Tym jest straszniejsza i mniej przewidywalna, a nasza jej nieznajomość głębsza.

Obcy – 8. pasażer Nostromo (1979), reż. Ridley Scott

Pisałem o konotacjach feministycznych i ideologicznych (angaż Sigourney Weaver, women power), erotycznych (próba gwałtu oralnego na Ripley dokonana przez Asha i sposób replikacji Ksenomorfa), ale nie dotykałem głębiej politycznego znaczenia tego filmu. Zostawiłem je na później, gdyż sporo przy różnych okazjach piszę o filmach Ridleya Scotta. Ubiegł mnie jednak Philip Strick (bfi.org.uk). Otóż pełen obaw przed niebezpieczeństwami panującymi w kosmosie Obcy – 8. pasażer Nostromo jest artystycznym przedstawieniem brytyjskiego, imperialnego lęku przed inwazją oraz możliwością stania się częścią większego organizmu politycznego. Czyż brexit nie był ostatnio najbardziej namacalnym wyrazem tegoż strachu Brytyjczyków? Kosmos jest bezkresnym imperium. Może bez znaczniejszego wysiłku wchłonąć nas za pomocą takich morderczych narzędzi jak Ksenomorf. Dzisiaj już wiemy, że ktoś się nim posłużył. Zacytuję Philipa Stricka w oryginale, żeby lepiej oddać znaczenie jego koncepcji lęku zawartego w obrazie Ridleya Scotta. Whereas the American cinema tackles the monstrous and the unknown with a certain brash contempt, undoubtedly the result of a national ability to turn any kind of immigrant into an average American, the British consistently treats its visitors with an uneasy reserve. Since the time of Wells and the other fin de siècle journalists, our fear of invasion has had more than geographical implications – we have not yet lost enough arrogance to tolerate becoming part of someone else’s Empire. The Quatermass films, and the extraordinary grip that the initial television series achieved, demonstrate this with striking clarity; they evoked horror simply by the threat of absorption into a different kind of existence. In Ridley Scott’s „Alien”, the Quatermass syndrome continues.

Czarna dziura (1979), reż. Gary Nelson

To jeden z tych filmów, gdzie kosmos jest bardzo głośny. Dźwięk silników statku kosmicznego w przestrzeni kosmicznej jest głośniejszy niż w kabinie, a główny robot na okręcie Palamino ma oczy tak wielkie jak postaci z anime. Widać, że producenci ze stajni Walta Disneya nie przejmowali się fizyką. Ważne dla nich było stworzenie widowiska, co w jakiejś mierze się udało, zwłaszcza przy tak egzotycznej obsadzie – Ernest Borgnine, Anthony Perkins czy Maximilian Schell są dla kina science fiction aktorami rzadko w nim występującymi. Co tak naprawdę jest w fabule Czarnej dziury najbardziej przerażające? Może się wydawać, że kosmos jako ta przestrzeń, która zmienia charakter człowieka tak bardzo, że staje się on potworem dla swoich pobratymców. A może to czarna dziura tak oddziałuje na naukowców? Film Gary’ego Nelsona mimo wszystkich swoich niedostatków wynikających z budżetu i czasów powstania posiada niewątpliwie jeszcze jedną zaletę – może i zaprezentowane w nim roboty są archaiczne, jednak tworzą ciekawie zhierarchizowaną społeczność, na którą ludzie reagują osobliwie, gdy uświadomią sobie, że maszyny są w stanie w ocenie swojego postępowania posługiwać się emocjami (np. Maximilian i Vincent).

Coś (1982), reż. John Carpenter

Akcja filmu Coś nie dzieje się w kosmosie, na jakimś statku kosmicznym lub na planecie zamieszkanej przez obcy gatunek. John Carpenter umieścił fabułę na Ziemi, jednak w specyficznym jej rejonie – Antarktyda, gdzie trudne warunki klimatyczne utrudniają człowiekowi życie i przeżycie aż tak bardzo, że można się pokusić o analogię tej części naszej planety z niegościnnymi zakątkami innych planet w kosmosie. Celny to zabieg reżysera, ponieważ zwiększa poziom lęku. Bohaterowie nie mają dokąd uciec. Kosmos również często staje się w filmach science fiction doskonałym pod względem zabezpieczeń więzieniem. Głównym katalizatorem strachu w filmie Coś jest jednak obcy przybysz, organizm bez konkretnej formy, doskonale imitujący postać żywiciela. Nie wiadomo, skąd przybył. Nie wiadomo, czego dokładnie chce, prócz zabijania. Nie ma twarzy, przez co nie można nawet wyobrazić sobie z nim porozumienia. To istota obca, podróżująca we wszechświecie ciągle pod inną tożsamością gatunkową. Może nasunąć się refleksja, że kosmos jest aż tak straszny, że nie wiadomo nawet, czy spotkani w nim obcy są faktycznie tymi, za kogo się podają. Z takim przeciwnikiem niemożliwe jest wygrać, co zresztą pokazuje Carpenter. Nikt nie wyszedł cało ze spotkania z „tym czymś”. McReady (Kurt Russell) i Childs (Keith David) pozostali pośród trawiących bazę płomieni, jednak ich przyszłość jako ludzi została przewidziana. Poza tym któryś z nich nie był sobą.

Ostatnio dodane