Zestawienie

Filmy science fiction, których NIKT do końca NIE ROZUMIE

Autor: Odys Korczyński
opublikowano
Do seansu Tenet sądziłem, że to Andriej Tarkowski potrafi tak skomplikować fabułę produkcji SF, że po zakończeniu seansu jeszcze długo chodzi się jak zagubione dziecko we mgle. Jak widać po zestawieniu, współcześnie to Christopher Nolan postawił ostatnio kropkę nad i. Zrobił to w świetnym stylu, gdy chodzi o rzemiosło. Tenet jest filmem, któremu należy poświęcić kilka wieczorów, niekoniecznie w kinie. Generalnie w gatunku science fiction niezrozumienie bazuje głównie na prezentacji teorii naukowych, ale to jednak nie wszystko. Tajemnice kryją się również w wykorzystywanych przez twórców metaforach historycznych oraz teoriach moralności. Te ostatnie, jak pokazuje przykład Wychowanych przez wilki, może nie należą do intelektualnie niemożliwych do pojęcia, lecz bardziej chodzi tu o emocjonalną blokadę u widzów, żeby przyznać, że reżyser w ten czy inny sposób chciał zaprezentować newralgiczne emocjonalnie kwestie kulturowe czy ideologiczne oraz to, że są one dla niego najważniejszym przekazem dzieła. I jak tu przyznać lubianemu twórcy rację, gdy się z nim ktoś nie zgadza? To jest ewidentnie sytuacja wewnętrznie konfliktowa, więc lepiej udawać, że się czegoś nie widzi. Tyle że to nie solipsyzm. Coś, z czym się nie zgadzamy, istnieje nawet wtedy, gdy kierowani tchórzostwem odwracamy głowę, żeby tego nie widzieć.
Tenet (2020), reż. Christopher Nolan

Z entropią zmagam się od lat, także w ramach pracy naukowej – ciekawe pojęcie teoretyczne, wiele uzasadniające, ale także wiele komplikujące, zwłaszcza w ontologii. Z pewną rezerwą wybrałem się na Tenet, gdyż wiedziałem, na co Nolana „stać”. Nie pomyliłem się w swoich przeczuciach, że jego najnowszy film będzie zawierał tzw. 120 procent Nolana w Nolanie. Cały czas o tym filmie rozmyślam, badam go, szukam błędów, bo niewątpliwie one w nim są, głęboko ukryte. Tkwią w koncepcji entropii, a raczej bardzo wybiórczym jej fizycznym zastosowaniu. Czas wcale nie jest tak liniowy, jak go próbuje przedstawić Nolan. Być może kiedyś będę miał szansę na rozpisanie się na temat fizyki w Tenecie, póki co jednak wiem, że trudność w odbiorze czy też zrozumieniu filmu nie polega na skomplikowaniu teoretycznym, ale na formie jego prezentacji. Nolan miał po prostu gdzieś zdolności poznawcze widza razem z jego emocjami, które nie do końca zależą od inteligencji. Stworzył postaci wydmuszki bez żadnego charakteru i kazał im wypowiadać opisowe dialogi tak szybko, jak się tylko da. To stwarza wrażenie, że produkcja jest trudna – fasadowo skomplikowana, a tak naprawdę niepoprawnie pedagogicznie i metodologicznie zaprezentowana.

2001: Odyseja kosmiczna (1968), reż. Stanley Kubrick

Dowodem na to, że Odysei kosmicznej nikt do końca nie rozumie, jest mnogość snutych na jej temat teorii. Nie byłoby ich, gdyby reżyser poszedł na kompromis z samym sobą i zaczął mniej wagi przywiązywać do kwestii formalnych. Z pewnością sztandarowe dzieło Kubricka jest bardzo szeroką metaforą drogi człowieka, zarówno tej jednostkowej, od narodzin do śmierci, jak również tej kulturowej i cywilizacyjnej. Nowatorskim na skalę całej filozofii prezentowanej w historii kina jest pomysł udowodnienia, że egzystencja jednostki przebiega na podobnych zasadach, co holistycznie ujęty rozwój gatunku, do którego ona należy. Co jest odbiciem czego – na to pytanie widzowie znajdywali przeróżne odpowiedzi, najczęściej jeszcze bardziej utrudniające zrozumienie Odysei. Do końca z pewnością nigdy jej nie zrozumiemy, bo obawiam się, że Kubrick także miał podobny problem. Próbował więc oślepić odbiorców mnogością alegorii, co się mu doskonale udało.

Interstellar (2014), reż. Christopher Nolan

Życzyłbym sobie zobaczyć taki spokój w prowadzeniu fabuły w Tenecie. Interstellar wcale nie jest łatwiejszy teoriopoznawczo. Ma jednak przystępniejszą formę, podczas gdy Tenet przypomina świeżo upieczonego magistra na asystenturze, który próbuje nadrabiać swój brak doświadczenia galaktycznym skomplikowaniem prowadzonych zajęć. A studenci i tak go po cichu wyśmiewają. Dziwię się więc, że Interstellar odbierany jest jako tak trudny, niejasny film. Może ze względu na zakończenie czy też bądź co bądź odważną koncepcję nieśmiertelności uzyskiwanej po drugiej stronie czarnej dziury. Horyzont zdarzeń czy pomysł zaginania czasoprzestrzeni zapewne również nie są łatwe w zrozumieniu. Interstellar mimo wszystko pozostaje wzorem trudnego filmu naukowego, a nie enigmatycznego formalnie bełkotu na temat entropii. Nie żebym uważał Tenet za produkcyjny koszmarek – to po prostu doskonały rzemieślniczo obraz nakręcony z kamiennym sercem.

Incepcja (2010), reż. Christopher Nolan

I znów ten Nolan w najprostszym ze swoich dzieł w tym zestawieniu, co nie oznacza, że przystępnym w odbiorze. Cała trudność w Incepcji polega na zapamiętaniu sekwencji zejścia na kolejne poziomy snu, z których każdy zawiera jakąś cząstkę fabuły, składającej się w całość w tzw. rzeczywistości. Nolan jednak nie byłby sobą, gdyby nie skomplikował i jawy, stąd bączek (limbo). Zapamiętanie sekwencji (albo zasady) pozwala na ogarnięcie całej fabuły, chociaż wiem, że za pierwszym razem np. podczas seansu kinowego, nie jest to proste. Liczy się dobra pamięć i umiejętność zapamiętywania podobieństw. Wierzę, że znakomita większość widzów jest w stanie zrozumieć akurat ten film Nolana, za to odpowiedzieć na końcowe pytanie już nie. Gdyby umieli, rozgryźliby Incepcję do końca. A tak polegli, mimo że odpowiedź nie jest aż taka trudna – moim zdaniem reżyser zostawił w swoim filmie podpowiedzi. Nawet gdy wydaje nam się, że bączek zaraz upadnie, to podpucha. Na tym polega wiara w rzeczywistość jawy. Wydaje się nam czasem, że nie jest rzeczywista, ale jednoznacznych dowodów nie potrafimy znaleźć. Bączek po prostu udaje, że zaraz upadnie, aż w końcu całkiem uśpi naszą czujność. Całkiem sprytny ten blagier Nolan.

Ostatnio dodane