search
REKLAMA
Zestawienie

Filmy, na których będziesz PŁAKAĆ od PIERWSZYCH MINUT

Odys Korczyński

9 stycznia 2021

REKLAMA
Ten szloch od pierwszych minut to oczywiście hiperbola. Chodzi bardziej o ładunek emocjonalny i wywoływanie u widzów wzruszenia, a nawet płaczu na którymś etapie fabuły. Gdyby film od pierwszych minut powodował łzy, raczej nie stałby się hitem. Widzowie unikaliby go, żeby nie zadręczać się złymi emocjami. W największych melodramatach twórcy zachowują równowagę i dają emocjom widza się uspokoić, nawet jeśli dość wcześnie wprowadzają wątki tragiczne. To w finale mają polecieć najdorodniejsze łzy.
Grobowiec świetlików (1988), reż. Isao Takahata

Nie wracam już do tej opowieści. Wystarczy ją raz obejrzeć, żeby zapamiętać wstrząsające obrazy walki dwójki dzieci o przetrwanie w świecie, który jest zainteresowany wyłącznie zadawaniem cierpienia. Zawsze będę pamiętał scenę, gdy leżąca Setsuko ostatkiem sił daje swojemu bratu kulki ryżowe, które tak naprawdę są kamykami. Seito na chwilę zalewa się łzami, ale zaraz przypomina sobie, jaki skarb zdobył dla swojej siostry – arbuz. Nie zdaje sobie sprawy, że ona umiera. Wyciąga owoc, wykrawa kawałek i wkłada jej do ust. Mała połyka kęs i się uśmiecha. Na chwilę przed śmiercią nareszcie dostała coś dobrego. Seito kładzie na jej brzuchu resztę kawałka arbuza i odchodzi robić kleik ryżowy. Setsuko zasypia i już się nie budzi, cały czas z arbuzem, który kurczowo trzyma jedną ręką, jakby był jej największym skarbem, ratunkiem otrzymanym zbyt późno. Zaczyna padać deszcz i wiać wiatr. Jedzenia przygotowanego przez Seito nikt nie zjadł. Leży on przy swojej zmarłej siostrze, a potem ją kurczowo tuli. Kolejna ofiara wojny. Najgorsze jest to, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Akiyuki Nosaka, autor literackiego pierwowzoru, stracił siostrę, a sam jako bezdomne dziecko żył, kradnąc, co się da. W końcu trafił do sierocińca. Gdy już był dorosły, owe traumatyczne doświadczenia jak na ironię uczyniły go sławnym.

Życie jest piękne (1997), reż. Roberto Benigni

Jak najdłużej ochronić niewinny świat dziecka, żeby nie cierpiało – oto zadanie prawie niewykonalne, któremu jednak podołał Guido Orefice (Roberto Benigni), i to w rzeczywistości obozu koncentracyjnego. Najbardziej wzruszające były te momenty, gdy dziecięcy świat Giosué zaczynał chwiać się w posadach pod wpływem informacji, jakich się dowiadywał od przerażonych dorosłych w obozie. Tak było z rewelacją, że z więźniów naziści robią guziki i mydło, a na dodatek palą w piecach. W takiej sytuacji Guido musiał zachować się jeszcze mniej świadomie niż jego syn. Musiał zepchnąć otaczającą go rzeczywistość na margines fikcji i skrzętnie ukryć ją dla dobra dziecka. Praca godna emocjonalnego tytana. Guido urwał więc sobie guzik z pasiaka, upuścił go na ziemię, a następnie podniósł. “Czy to wygląda jak człowiek?” – zapytał ze śmiechem. Faktycznie nie wyglądało. Zaś w kwestii pieców Guido zaczął tłumaczyć, że nie zna żadnych pieców opalanych ludźmi. Tak się nie da. Skończyło nam się drewno, spalmy więc tego prawnika – przecież to niedorzeczne. Faktycznie, to, co robiono z ludźmi w obozach koncentracyjnych, wydaje się niedorzeczne, kompletnie fantastyczne. Tyle że najtrudniej dziecku wytłumaczyć, że z tej zabawy w obóz nie da się tak po prostu odejść i wrócić do domu.

A.I. Sztuczna inteligencja (2001), reż. Steven Spielberg

Kiedyś napisałem, że Steven Spielberg to mistrz taniego grania na podstawowych emocjach u widza, z tym że reżyser umie to zrobić, równocześnie nie pozwalając zbytnio rozpanoszyć się banałowi w swoich produkcjach. Odpowiada więc na potrzeby bardzo szerokiego grona odbiorców, zarówno tych młodszych, mniej wyrobionych, jak i dojrzalszych, gdyż u jednych i drugich działają te same mechanizmy emocjonalne. W Sztucznej inteligencji doświadczymy więc całego wachlarzu wzruszeń. Najpierw utrata dziecka, potem zastąpienie go sztucznym dzieckiem, które okazuje się w oczach widza zupełnie prawdziwe i naiwne w swojej zaprogramowanej niedojrzałości. A na koniec prawdziwy rodzynek – samodzielna, dojrzała decyzja Davida, żeby przeżyć jeszcze jeden dzień z mamą, a potem pójść z nią spać i już nigdy się nie obudzić. Takie dziecięce poświęcenie, czy tego chcemy, czy nie, wzrusza. Gra nam na pierwotnych emocjach i potrzebie doświadczania czułości – tej podstawowej, rodzicielskiej.

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, antyteista, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu w wydaniu Slavoja Žižka, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz reklamowym. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA