Zestawienie

Fikcja w fikcji, czyli ZMYŚLONE filmy i seriale w… prawdziwych filmach i serialach

Autor: Dominika Nowicka
opublikowano

Wkraczając do świata kinematografii, zwłaszcza fabularnej, wkraczamy tym samym do świata fikcji. Zawieramy z twórcami swoisty pakt nadawczo-odbiorczy: „Kochani widzowie, szanowne widzki – na ekranie wydarzają się zmyślone historie, a wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe (albo i nie jest)…”. Choć zdarza się, że nasi bohaterowie obcują z dziełami znanymi również nam (kto nie oglądał fragmentów Casablanki wraz z bohaterem Allenowskim na kadrach Zagraj to jeszcze raz, Sam, ten nie wie, co to znaczy wzruszać się i dzielić doświadczenie filmowe z postacią fikcyjną, a polecam). Jednak czasem twórcy postanawiają sfabrykować również filmy i seriale ze świata swoich bohaterów – tworzą w ten sposób swoje małe osobne uniwersum. Choć to dość stary zabieg, jeśli chodzi o inne sztuki. Poniżej przedstawiam listę fikcyjnych filmów i seriali, które najbardziej zapadły mi w pamięć.

Anioły o brudnych duszach (Kevin sam w domu, reż. Chris Columbus, 1990)

Twórcy Kevina samego w domu są wyjątkowo zdolnymi fabrykantami...

„Bierz dupę w troki i zjeżdżaj stąd, zanim nafaszeruję cię ołowiem…” – okołoświąteczne oglądanie Kevina z lektorem w telewizji na stałe wprowadziło już to zdanie do słowniczka kultowych tekstów filmowych. Jednak po nastym seansie ulubionego amerykańskiego filmu familijnego Polek i Polaków wielu z nas niekoniecznie jest świadomych tego, że film noir Anioły o brudnych duszach, który Kevin ogląda na VHS-ie w wigilijny wieczór, tak naprawdę w rzeczywistości nie istnieje. Chris Columbus zdecydował się sparodiować scenę strzelaniny z nominowanego do Oscara kryminału Michaela Curtiza z 1938 roku pt. Aniołowie o brudnych twarzach. Gangsterzy Johnny i Snakes w kultowej scenie „faszerowania ołowiem” są do bólu stereotypowi: swoją mimiką, przerysowanym akcentem czy kostiumami (zwłaszcza zestaw prochowca, kapelusza i papierosa à la Bogart). Podobnie scenografia zadymionego biura detektywistycznego wyposażona w charakterystyczne żaluzje, tworzące klimatyczny światłocień. Również jakość obrazu wskazuje raczej na produkcję sprzed minionych dekad… Trzeba przyznać, że twórcy Kevina samego w domu są wyjątkowo zdolnymi fabrykantami i niejednego widza udało im się jak dotąd nabrać.

Film w reżyserii Guida Anselmiego (Osiem i pół, reż. Federico Fellini, 1963)

Wśród fikcyjnych filmów zdarzają się również takie, które nie zdążyły nigdy powstać. Należy do nich chociażby wielka produkcja cenionego włoskiego reżysera Guida Anselmiego (Marcello Mastroianni), którego do życia w świecie przedstawionym Osiem i pół powołał równie znany włoski filmowiec – Federico Fellini. Autotematyczna opowieść rozgrywa się m.in. na planie filmu science fiction, na którym chociaż już powstaje gigantyczna scenografia z platformą startową dla rakiety, to reżyserowi wciąż niestety brakuje weny twórczej. Choć wydaje się, że inspiracje do swojego filmu Anselmi mógłby czerpać przede wszystkim z atmosfery zimnowojennego wyścigu kosmicznych zbrojeń lat 60. XX wieku, to jednak metalowa konstrukcja w obrazie Felliniego posłuży również jako pole do wyrażenia bardziej filozoficznych prawd, dotyczących rozterek artysty w kryzysie twórczym. Guido, wypowiadając się o swoim dziele, zwraca uwagę na to, że zamierzał opowiedzieć poprzez nie coś prostego i prawdziwego. Szkoda, że fikcyjnego filmu nie można obejrzeć – szczere egzystencjalne kino science fiction w reżyserii alter ego Felliniego wydaje się wyjątkowo kuszącą propozycją.

Wideo z Jezusem (Wideo z Jezusem, reż. Sebastian Niemann, 2002)

To prawdopodobnie najbardziej strzeżona kopia filmowa w historii fikcjonalnej kinematografii.

Oglądaliście kiedyś adaptacje sensacyjnych powieści Dana Browna? Co tam odkrywanie jakiegoś prawdziwego kodu Leonarda da Vinci – nagrany na kasecie wideo Jezus Chrystus sprzed dwóch tysiącleci to jest to! Wideo z Jezusem to też adaptacja, choć tym razem oparta na książce science fiction autorstwa niemieckiego pisarza, Andreasa Eschbacha. Clou filmu stanowi odkrycie taśmy z Jezusem, którą w Jerozolimie początku nowej ery nagrał podróżnik w czasie, żyjący blisko dwadzieścia wieków później. Święty dokument ukazuje Nazarejczyka niestety w niezbyt korzystnym świetle, w wątpliwość zostaje podana także kwestia jego zmartwychwstania, dlatego dość niebezpiecznie jest pozostawać w posiadaniu VHS-u – teorie spiskowe na temat kościelnej mafii Watykanu znajdują swoje urzeczywistnienie w tym filmie. To prawdopodobnie najbardziej strzeżona kopia filmowa w historii fikcjonalnej kinematografii. Jednak gdyby faktycznie istniał taki dokument, stałby się prawdopodobnie religijną relikwią. Cóż, jak na razie jedynie w świecie fikcji nośnik filmowy może zyskać taki status, chociaż pewnie niejeden kinoman traktuje swoje ulubione tytuły jak prawdziwą świętość…

Ostatnio dodane