Zestawienie

FANOWSKIE TEORIE na temat filmów i seriali. TAK ZŁE, że aż dobre!

Autor: Gracja Grzegorczyk
opublikowano

W pierwszej kolejności należy zastanowić się, czym jest teoria. A co najważniejsze, czym są teorie fanowskie, o których tak często wspomina się w fandomie i równie często poza nim. Jeżeli chodzi o naukę, to pojęcie to dotyczy nie tylko racjonalizacji pewnych faktów. To także wyjaśnienie, z jakich powodów owe fakty powstają.

Poza słownikiem pojęć potocznych nie jest możliwe znalezienie pełnoprawnej definicji teorii fanowskiej. Można powiedzieć, że jest to nic innego, jak forma współczesnej teorii krytycznej, w której odbiorcy analizują tekst i tworzą nową interpretację wyjaśniającą, „co tak naprawdę się stało”, powołując tym samym oddzielną narrację od narracji lub inny wątek w jej obrębie. To także zestaw założeń, które mają wyjaśnić niedokończone wydarzenie lub serię zdarzeń w książce, filmie lub sadze.

Poniżej przedstawiam wam listę teorii stworzonych przez fanów z kategorii tak złe, że aż dobre, a czasami tak absurdalne, że nawet ja nie byłam w stanie uwierzyć w to, co czytam.

Z Archiwum X

‌Z serialem Archiwum X wiąże się wiele fanowskich teorii. MatPat na swoim kanale na YouTubie wspomina w jednym z materiałów o tym, że tak naprawdę cała fabuła serialu ma miejsce wyłącznie w umyśle naszego bohatera, podczas gdy Scully ma za zadanie pilnować, by kolokwialnie mówiąc, nie zrobił sobie krzywdy. W moich poszukiwaniach natknęłam się na teorię, zgodnie z którą bohaterka jest nieśmiertelna. Jest to „ciekawa” teoria, ponieważ z jednej strony twórcy serialu non stop rzucają odniesieniami do nieśmiertelności agentki, na dodatek pomysł ten pośrednio potwierdził sam jego twórca, z drugiej – scenarzyści powtarzają cały czas, że miał to być tylko żart. Można by uznać, że z czasem wszyscy zapomnieliby o tej teorii, gdyby nie fakt, iż w odcinku zatytułowanym Mulder And Scully Meet the Were-Monster padły znamienne słowa: „Zapomnij, jestem nieśmiertelna”.

Seria o Jamesie Bondzie

Identycznie sprawa ma się z serią o brytyjskim agencie 007, gdzie teorii fanowskich nie da się zliczyć na palcach jednej ręki. Na pewno większość z was słyszała o tym, że „Bond” nie jest nazwiskiem głównego bohatera, a jedynie pseudonimem przekazywanym kolejnym bohaterom serii. No bo jak wytłumaczyć, że oficjalnie mamy sześciu agentów o tym samym imieniu i nazwisku. Dodatkowo w Skyfall widzimy masę smaczków, które niejako potwierdzają powyższą teorię – choćby Aston Martin z taką samą rejestracją jak samochód, którym w bondowskiej serii poruszał się Sean Connery. W trakcie researchu trafiłam jednak na artykuł, w którym autorka przedstawia jeszcze bardziej szalony pogląd. Otóż Bond grany przez Daniela Craiga jest synem Bonda Connery’ego, który wyjechał do Stanów, a któremu jako jedynemu udało się uciec z Alcatraz i który ramię w ramię z Nicolasem Cage’em przeciwstawił się Edowi Harrisowi.

Seria o Jamesie Bondzie, część 2

James Bond to Doktor?

Jeżeli myślicie, że powyższa teoria była zła, to poczekajcie na tę, którą opisała Kaja Klimek. Otóż agent 007 jest nikim innym, jak Władcą Czasu, znanym szerszej publiczności jako Doktor. Tych, którzy nie wiedzą, o czym mówię, odsyłam do serialu BBC Doctor Who. Zgodnie z tą teorią Tardis to Aston Martin, magiczny śrubokręt przeistoczył się w pistolet, podczas gdy towarzyszką głównego bohatera jest nie kto inny, jak Moneypenny. W ten sposób fani tłumaczyli, dlaczego każdy z kolejnych aktorów wcielał się w tę samą postać. To nic innego jak kolejne regeneracje. Dodatkowo rok 2006 stanowi niejako moment nowego początku (Casino Royale), jak to miało miejsce w świątecznym odcinku serialu, gdzie Doktor otrzymał pakiet kolejnych żyć – regeneracji.

Seria o Jamesie Bondzie, część 3

Jeżeli chodzi o teorie fanowskie, to najpopularniejszy ich rodzaj odnosi się do założenia, zgodnie z którym dana historia rozgrywa się całkowicie w czyjejś wyobraźni bądź w umyśle głównego bohatera. Oczywiście nie mogło ich zabraknąć w kontekście przygód agenta 007. Po seansie Spectre z 2015 roku wiele osób zadawało sobie pytanie o to, czy to tylko taka konwencja, czy jednak skrywa się za tym coś więcej? Fani uznali bowiem, że finałowy happy end, jak i cała scena ucieczki i walki z Blofeldem stanowią wyłącznie senne marzenie, gdyż Bondowi nigdy nie udało się uciec. Wszystko, co dzieje się w filmie od tego momentu, to wyłącznie jego wyobrażenie na temat tego, co mogłoby się stać, dlatego spektakularny wybuch czy zabijanie kolejnych przeciwników bez najmniejszego problemu nie wywołują w nim żadnych emocji.

Ostatnio dodane