Zestawienie

Fałszywe DOKUMENTY, które DRWIĄ SOBIE Z WIDZA

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Film dokumentalny to, co do zasady, kinematografia faktu. Jest to oczywiste. Ale na przestrzeni lat wyodrębnił się też taki rodzaj filmu, który ma dokument tylko przypominać. Innymi słowy, wywoływać w widzu iluzoryczne przeświadczenie, że obcuje on z prawdą.

Jedni nazywają takie filmy mockumentami, ze względu na ich zdolność do zamiany rzeczywistości w parodię. Inni zauważają po prostu, że dany film nosi znamiona paradokumentu, gdyż wykorzystuje styl zdjęć dokumentalnych do nadania historii unikatowego realizmu. Jak zwał, tak zwał. Istotne jest jednak, że celem twórców tej zabawy było i jest wprowadzenie w błąd odbiorcy, sprawienie, że uwierzy w widziane na ekranie obrazy. Co ma jednocześnie zachęcić do pobudzenia szczególnego rodzaju refleksji.

Oto moja piątka najciekawszych przykładów filmów tego rodzaju.

Zelig

To zaskakujące, że jeden z najlepszych filmów Woody’ego Allena to zarazem film bardzo nietypowy, mocno odstający od innych dokonań reżysera. Allen w satyryczny sposób poprowadził w Zeligu narrację, tak by przypominała film dokumentalny. Dzieło to przytacza historię człowieka, który posiadał niezwykłą zdolność do metamorfozy. Niczym kameleon pojawia się w różnych wcieleniach i w różnych miejscach. A reżyser, niczym kameleon właśnie, daje do zrozumienia, że podstawową umiejętnością człowieka jest umiejętność udawania kogoś, kim się nie jest. Każdy z nas jest aktorem życiowego spektaklu, na który każdego dnia, wychodząc na scenę, należy włożyć odpowiednią maskę. W zależności od tego, jaki akurat scenariusz będzie realizowany. Brawurowe, inteligentne kino, które pogrywa z widzem od początku do samego końca.

Człowiek pogryzł psa

Nigdy wcześniej i nigdy później nie widziałem w kinie tak realistycznej, silnie oddziałującej na moją emocjonalność przemocy

Spokojnie. Grający w filmie główną rolę Benoît Poelvoorde tak naprawdę nie jest mordercą. Choć oglądając Człowiek pogryzł psa, można odnieść wrażenie, że wszystko, co widzimy, było jednak kręcone całkiem serio. Obraz rzekomo miał bowiem powstać z ręki trzech filmowców, którzy towarzyszą pewnemu mordercy w jego codziennej praktyce. Siła tego eksperymentu formalnego polega na tym, że nawet jeśli wiemy, że dokumentalizowana narracja jest w tym wypadku jedynie narzędziem służącym do nadania całości odpowiedniego wydźwięku, w żaden sposób nie jest w stanie zaniżyć to uczucia szoku, jakie udziela się odbiorcy podczas seansu. Nigdy wcześniej i nigdy później nie widziałem w kinie tak realistycznej, silnie oddziałującej na moją emocjonalność przemocy. Dziś pewnie niewielu zdołałoby tak zaryzykować, a to za sprawą kontrowersji, jakie po latach wciąż unoszą się nad tym belgijskim projektem. Żart nie wszyscy bowiem wówczas zrozumieli, ale gloryfikację przemocy, co zrozumiałe, wyczuł niemal każdy.

Blair Witch Project

Pamiętam to jak dziś. 2000 rok. Kiedy przeglądałem jeden z magazynów o grach komputerowych, w dziale filmowym natrafiłem na artykuł opisujący film dokumentalny, który właśnie wchodził do polskich kin. Historia trójki studentów, która zaginęła w lesie w okolicach Burkittsville, pochłonęła mnie całkowicie. Mimo że podczas oglądania filmu widziałem już, że wszelkie doniesienia, jakoby Blair Witch Project oparty był na faktach, są tylko częścią kampanii marketingowej mającej za zadanie uwiarygodnić widzowi seans, haczyk połknąłem skutecznie, bo przerażony byłem jak nigdy w życiu. Zarówno ten film, jak i wcześniejszy słynny Nadzy i rozszarpani zapoczątkowały odmianę horroru zwaną found footage, bazującą na koncepcji, że widz obcuje z odnalezionymi materiałami filmowymi przedstawiającymi tragiczne wydarzenia. Dzieła te dowodzą, że wrażenie prawdy w połączeniu z grozą mogą dać spektakularny efekt.

Wyjście przez sklep z pamiątkami

Banksy to jeden z najbardziej tajemniczych twórców sztuki współczesnej, sztuki ulicznej dla ścisłości. Niektórzy nawet uważają, że za geniuszem zawartym w uszczypliwym socjo-politycznym komentarzu rozsianych po Londynie prac, nie może stać tylko jedna osoba, ale cały zespół. Na tej enigmatyczności zbudowany został film Wyjście przez sklep z pamiątkami, przytaczający twórczość Banksy’ego i przez niego samego (ponoć) wyreżyserowany. Siła tego mockumentu polega na tym, że bardzo trudno określić, które z wymienionych w nim przez twórcę stwierdzeń i myśli są odbiciem jego autentycznych przekonań. Co jest mówione na serio, a co jest tylko zwykłą zgrywą, mającą na celu pobudzenie krytycznego myślenia widowni? Która z postaci istnieje naprawdę, a która jest tylko wymysłem wyobraźni twórcy? Ponoć założenie Banksy’ego było takie, by swym filmem zachęcić innych do malowania po ulicznych ścianach. Czy aby na pewno? Bo jeśli brać to wszystko na poważnie, wypada zastanowić się raz jeszcze, gdzie przebiega granica oddzielająca sztukę od wandalizmu.

Joaquin Phoenix. Jestem, jaki jestem

Tutaj mamy do czynienia z mistyfikacją wyjątkowo sporych rozmiarów, do tego bardzo ryzykowną. Phoenix położył bowiem na szali całą swoją karierę. Nie znacie tła sprawy? Odsyłam do Wikipedii: „W październiku 2008 Joaquin Phoenix ogłosił koniec kariery aktorskiej, postanowił sprzedać swój dom w Hollywood oraz przenieść się na wieś, gdzie będzie mógł poświęcić się muzyce. W sierpniu 2010 roku okazało się to mistyfikacją. Aktor przez dwa lata zwodził całe środowisko Hollywood, które uwierzyło, jakoby stoczył się na dno”. Owocem całej tej akcji jest właśnie film Joaquin Phoenix. Jestem, jaki jestem w reżyserii Caseya Afflecka. Phoenix opowiada w nim, w jaki sposób buntuje się przeciwko byciu, jak on to określa, „dobrowolnym więźniem kreacji aktorskiej”, dając do zrozumienia, jak bardzo marionetkowa jest pozycja aktora w przedsięwzięciu filmowym. Za sprawą tego odnajduje dla siebie nową drogę – hip-hop. Już jednak po pierwszych występach gwiazdora w nowym wcieleniu wyraźnie widać, że mamy do czynienia z ewidentnym żartem. Phoenix daje do zrozumienia, jak trudno jest żyć z piętnem oceny, wskazując jednocześnie, jak mało osób autentycznie rozumie wysiłek wkładany w kreację scenicznego wizerunku. Film Afflecka to w moich oczach bardzo inteligentny i odważnie (a momentami nawet szokująco) przeprowadzony eksperyment formalny, który brawurowo wykorzystuje formułę dokumentu do zajrzenia za kulisy show-biznesu.

Ostatnio dodane