Zestawienie

DETALE, które UMKNĘŁY CI w NAPISACH KOŃCOWYCH

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Napisy końcowe potrafią być autonomicznym dziełem sztuki, skutecznie zatrzymując widza przed ekranem już po ostatniej scenie filmu. Nieraz okazują się też próbą cierpliwości, kiedy czekamy na dodatkowe sceny umieszczone w środku lub na końcu listy płac (najczęściej ma to miejsce w kinie superbohaterskim). Nie mniej interesujące potrafią być jednak i te tradycyjne, przewijające się przez ekran napisy, a to za sprawą smaczków ukrytych w nich przez twórców. Poniżej kilka przykładów takich rozwiązań.

Bezpieczne zwierzęta

„Harry Potter i Czara Ognia”

Zdarza się, że twórcy umieszczają w napisach końcowych zapewnienie, że podczas produkcji filmu nie ucierpiały żadne zwierzęta. Kilkakrotnie informacja ta została widzom przekazana w formie żartu. W Strażnikach Galaktyki znajdziemy stwierdzenie, że w czasie realizacji filmu nie ucierpiały szopy ani stworzenia drzewne (to oczywiste nawiązanie do Rocketa i Groota, bohaterów produkcji). W Harrym Potterze i Czarze Ognia twórcy zapewniają, że krzywda nie działa się smokom – naturalnie odnosząc się do sceny pierwszego zadania Turnieju Trójmagicznego, a w napisach z Pana Poppera i jego pingwinów znajdziemy informację, że bezpieczne były wszystkie tytułowe zwierzęta – w przeciwieństwie do Jima Carreya, choć, jak zostajemy uświadomieni, należało mu się.

Odrębną sytuację stanowią napisy końcowe Poważnego człowieka, w których zaznaczono, że podczas realizacji nie został skrzywdzony żaden Żyd.

Mapa odkrywa sekrety

Napisy końcowe Harry’ego Pottera i więźnia Azkabanu są jednymi z tych animowanych perełek, których nie ma się serca wyłączyć po zapoznaniu się z zakończeniem filmu. Znalazło się też w nich miejsce na żart przemycony przez projektanta sekwencji. Lista płac ma formę inskrypcji pojawiających się na Mapie Huncwotów, przedmiocie, na którym można śledzić ruchy wszystkich w Hogwarcie. W pewnym momencie da się zauważyć, że ślady dwóch par butów ułożone są w taki sposób, że wskazują na bardzo jednoznaczną sytuację (na powyższym filmiku należy patrzeć w lewy dolny róg). Cóż, nastolatkowie i hormony, nic w tym dziwnego. Nie tylko magią człowiek żyje. Realizm!

Postać sobie, twórcy sobie

Kristoff, jeden z bohaterów Krainy lodu, twierdzi, że wszyscy mężczyźni zjadają kozy z nosa. Jest to co najmniej obrzydliwa teoria i trudno uznać ją za prawdziwą. Okazuje się, że z Kristoffem nie zgadzają się sami twórcy filmu, podkreślając to w napisach końcowych i zapewniając, że poglądy bohatera nie odzwierciedlają w żaden sposób przekonań ani animatorów, ani samego studia. Wątpię, by ktoś pomyślał, że Disney propaguje jedzenie swoich smarków, ale właściwie – kto wie?

Smaczek od J.J. Abramsa

Jak być może wiecie, jednym z twórców serialu LOST jest J.J. Abrams, odpowiedzialny później za Super 8, dwie części Star Treka oraz siódmy i dziewiąty epizod Gwiezdnych wojen. Abrams wyreżyserował pierwsze dwa odcinki serialu, był też jego producentem i miał swój udział w scenariuszu. Jego kinowym debiutem była trzecia część Mission: Impossible. To właśnie tu pojawiła się ciekawostka w napisach końcowych, bo w sekcji „specjalne podziękowania” znalazło się miejsce dla organizacji nazwanej Hanso Foundation. Nazwa ta zapewne nie mówi nic tym, którzy nie mieli okazji oglądać LOST, spieszę zatem z wyjaśnieniem, że jest to instytucja odpowiedzialna za powstanie projektu DHARMA, bardzo istotnego dla rozwoju fabuły serialu. Najwidoczniej Abrams nie mógł się powstrzymać, by nie mrugnąć okiem do fanów LOST. Miło z jego strony.

Uwaga na RoboCopa

Bardzo ciekawą formę przedstawienia obowiązkowej informacji o tym, że film chroniony jest prawem autorskim, przyjęli twórcy RoboCopa. W napisach końcowych pierwszej części serii znajdziemy wiadomość, która mówi nam, że każda próba nielegalnego rozpowszechniania obrazu może skończyć się odpowiedzialnością cywilną oraz wizytą droida i oskarżeniem przez niego. Wygląda więc na to, że wszyscy ci, którzy próbowali pobrać ten film z sieci (lub, niegdyś, przegrać go na piracką kasetę), podjęli ryzyko spotkania się z robotem. Przypuszczam, że dla niektórych mogłaby to być nie lada frajda.

Ostatnio dodane