Zestawienie

CZŁOWIEK kontra ROBOTY. Filmy science fiction, w których ludzie walczą z MASZYNAMI

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

Nemezis (1992), reż. Albert Pyun

Opłaca się być czymś więcej niż człowiekiemtak brzmi motto głównego bohatera Nemezis, filmu klasy B z krwi i kości. Nie może być inaczej, jeśli gra w nim Olivier Gruner, gwiazda VHS, która zresztą przez chwilę mnie fascynowała, kiedy miałem kilkanaście lat. Mniej więcej w tym samym czasie zjawił się Jean-Claude Van Damme i Gruner musiał ustąpić mu miejsca. Zrobił to jednak z klasą i pozostawił miłe wrażenie na resztę życia. W Nemezis nie jest do końca jasne, kto jest maszyną, a kto człowiekiem. Ludzie modyfikują swoje ciała, żeby nadążyć za cyborgami, z którymi zawarły sojusz, coś w rodzaju chwilowego pokoju. Oczywiście ludziom wydaje się, że będzie on szansą na reaktywację ludzkiego gatunku w formie sprzed obecności robotów. Cyborgi jednak uważają, że są doskonalsze i traktują pokój jako szansę na zaplanowanie przejęcia całkowitej dominacji. Ponowna wojna jest nieunikniona. Mimo całej B-klasowości filmu stawia on mądre pytania o esencję człowieka, o relację istoty ludzkiej i maszyny i wreszcie o to, ile procent modyfikacji czyni nas już cyborgami i wpływa na osąd moralny. Rzadko się zdarza we współczesnym kinie je słyszeć. Ważniejsze są efekty specjalne i od czasu do czasu rzucone górnolotne zdanie na temat kondycji ludzkości.

Cyborg (1989), reż. Albert Pyun

Jest standardowo. Nastąpił upadek cywilizacji, a na dodatek jeszcze przyszła zaraza. Ludzie tęsknią za dawnym ładem i za wszelką cenę chcą odnaleźć lekarstwo na dziesiątkującą ich chorobę. W końcu pojawia się nadzieja w postaci cyborga z zapisaną recepturą, którego porywają postapokaliptyczni piraci. Przewodzi im niejaki Fender Tremolo i raczej nie jest ani miłośnikiem gitar ani prawdziwego tremolo. Przypomina maszynę i właściwie nią jest, chociaż nikt otwarcie o tym nie mówi. Może to pozostawienie cyberpunkowej furtki dla widza, żeby sam mógł zinterpretować postać głównego złoczyńcy? Nawet w finałowej walce nie wystają z niego żadne mechanizmy, do których przyzwyczaiły nas roboty z filmów klasy B. Z nieba spada jedynie piorun, rażący tylko jego, chociaż przeciwnik prawie na nim wisi. Dziwne i znaczące. Fender nie strzela laserami, nie ma ukrytych pocisków itp. Tylko cały czas nosi ciemne okulary, żeby ukryć nieludzkie oczy. Ściga go bohaterski Jean-Claude Van Damme – chce pomścić utraconą rodzinę. Człowiek w Cyborgu walczy nie tylko z maszynami, całym światem, ale i z czymś o wiele ważniejszym – upadkiem swojego gatunku. Maszyna więc to pojęcie wieloznaczne. Może być nią cyborg Fender, ale również każdy z jego ziomali, a patrząc jeszcze ogólniej, każdy człowiek, który zacznie postępować bezdusznie.

Avengers: Czas Ultrona (2015), reż. Joss Weldon

I znów ten Loki. Gdyby nie jego potajemne knowania z Thanosem, od którego dostał berło Chitauri z kamieniem umysłu, zapewne nie powstałby Ultron. Pierwotnie był to program oparty na sztucznej inteligencji mający chronić Ziemię, stworzony przez Tony’ego Starka i Bruce’a Bannera. Wymknął się im jednak spod kontroli, uznając, że Ziemia najlepiej będzie chroniona, kiedy znikną z jej powierzchni ludzie. Jako pierwsze syntetyczne ciało wykorzystał jedną ze zbroi Iron Mana. Drugiego nie zdążył przejąć i tak powstał Vision. Posiadający zdolność częściowej dematerializacji android jako nosiciel jednego z kamieni nieskończoności wybrał współpracę z Avengersami, czyli bohaterami pozytywnymi. Thanosowi się to nie spodobało. Generalnie w filmie ludzie walczą nie tylko z samym Ultronem, ale i hordami jego syntetycznych żołnierzy. Znakomita ich część to zwykłe, bezrozumne boty do masowej likwidacji. Wybija się jedynie Ultron. Niestety, jak każda młoda, sztuczna inteligencja, która nie miała czasu dojrzeć, charakteryzuje się megalomanią, dlatego przegrywa. Pomysł uniesienia Novi Gradu, a więc całej stolicy Sokovii, tylko po to, żeby cisnąć nią w Ziemię, wydaje się makabrycznie buńczuczny. Dużo skromniejsi ludzie musza wygrać.

Ostatnio dodane