Zestawienie

Co nas ZABIJE? Filmowe wizje APOKALIPSY

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

Inwazja kosmitów

Oczywiście nie możemy też zapomnieć o nieustającym zagrożeniu Ziemi (a przynajmniej Stanów Zjednoczonych…) przez żądnych krwi i naszej zagłady kosmitów. Takie scenariusze widzieliśmy w wielu mniej lub bardziej fascynujących wariantach, mających najczęściej ze sobą tyle wspólnego, że kontakt z obcą cywilizacją nie ma raczej pozytywnych skutków, a prowadzi do konfliktu. Pierwsze do głowy przychodzą oczywiście filmy w rodzaju Dnia niepodległości czy Wojny światów, jednak motyw kosmicznej inwazji doczekał się również fascynujących, mieszczących się na pograniczu science fiction i horroru ujęć w takich filmach jak Inwazja porywaczy ciał czy Wioska umarłych, jak też nieoczywistych podejść jak w Cloverfield Lane 10 czy Dystrykcie 9. Okazuje się więc, że tak prosty, że aż generyczny motyw napaści ze strony istot z odległych układów gwiezdnych otwiera całkiem bardzo wiele możliwości, a nasz strach przez obcą, zaborczą cywilizacją ma więcej niż jeden wymiar.

Katastrofa astronomiczna

Kosmos fascynuje nas, ale i przeraża, a do zagłady przychodzącej z gwiazd nie trzeba nawet Obcych. Wystarczy zwykła, prozaiczna asteroida czy inne zawirowanie w kosmicznym układzie ciał niebieskich. Może to być faktycznie nadciągający obiekt, którego uderzenie może unicestwić ludzkość (Armageddon, Dzień zagłady), lub gwałtowna zmiana powodująca nieodwracalne skutki dla Ziemi (W stronę słońca). Pomysł prosty i w swej prostocie przerażający, bo o ile nie mamy na podorędziu żadnego herosa akcji w rodzaju Bruce’a Willisa czy Chrisa Evansa, to raczej niewiele jako ludzkość możemy zrobić, by uchronić się przed zagładą sprowadzoną na przykład przez nadciągające zderzenie z asteroidą. Ta nieuchronność stała się zresztą podstawą jednego z najbardziej nieoczywistych filmów traktujących o apokalipsie, czyli Melancholii Larsa von Triera, która pomimo że jest przede wszystkim dramatem psychologicznym, bezceremonialnie pokazuje koniec świata jako zderzenie z tytułową planetą, nie uciekając się przy tym do metaforycznych chwytów. W tej czy innej wersji kosmos jest zdecydowanie jednym z popularniejszych źródeł, w których upatrujemy zagrożenia dla swojego istnienia.

Rewolucja maszyn

Kto dziś nie ma smartfona, zaawansowanego komputera lub nie używa Internetu? Wszechobecność technologii, która staje się coraz bardziej samodzielna i na swój sposób inteligentna, jest oczywiście wielką zdobyczą ludzkości, ale jak wskazują niektórzy twórcy filmowi, może się łatwo obrócić w narzędzie zagłady. Jedną z najbardziej radykalnych wizji przejęcia władzy nad światem przez stworzoną przez ludzi technologię jest oczywiście seria Terminator (skupmy się na samym motywie i dwóch pierwszych częściach), ukazująca, jak maszyny obracają się przeciw ludziom i bezdusznie – bo przecież duszy nie mają – eksterminują cywilizację. Tym, co wyjątkowo frapuje w takim ujęciu sprawy, jest fakt, że znowu, podobnie jak przy katastrofie klimatycznej czy wojnie, mamy do czynienia z destrukcyjnymi efektami naszej własnej działalności – oto szczytowe osiągnięcie rozwoju cywilizacyjnego obraca się przeciw nam i unicestwia swoich twórców. Dominującym lękiem w tej wizji jest to, że ludzie sami tworzą swoich oprawców, co można odbierać zarówno jako kulturową nieufność do postępu i autonomizacji technologii, jak i głębszą obawę przed sprowadzeniem zagłady na samych siebie, do tego w pewnej mierze z własnej woli.

Wymieranie

ludzkie-dzieci

Apokalipsa, niezależnie od formy, ujawnia mroczne strony ludzkości

Jeszcze jedną proponowaną przez kino science fiction wizją eksterminacji ludzkości jest – wprost przeciwnie niż w punkcie wyżej – biologiczna ekstynkcja, czy to przez zanik płodności, czy przez nakładające się choroby i pogorszenie warunków. Drastyczna (a końcowo totalna) depopulacja planety z powodu utraty przez gatunek ludzki tak fundamentalnej dla niego zdolności rozmnażania i zasiedlania ekosystemu powraca w różnych wariantach, najczęściej w jakiś sposób wpisujących się w „epidemiczny” i „ekologiczny” scenariusz zagłady. Wyszczególniam jednak ten konkretny wariant ze względu na to, że jest on motywem napędzającym jeden z najciekawszych filmów science fiction traktujących o kryzysie cywilizacji, czyli Ludzkie dzieci Alfonso Cuaróna. Zagłada w tym filmie jest prozaiczna, powolna i poniekąd banalna, niemniej uruchamia na skalę globalną procesy rozkładu kulturowego. Z tego też względu biologiczne wymieranie gatunku ludzkiego zasługuje na osobną refleksję, jako niespektakularny, ale brzemienny w skutki społeczne wariant końca naszej cywilizacji, a perspektywa utraty tak fundamentalnych elementów rzeczywistości jak rozmnażanie i podtrzymywanie istnienia ludzkości jest wizją wyjątkowo nieprzyjemną (co zresztą ogrywa, tyle że bez kontekstu realnego widma wymierania, Opowieść podręcznej)

Co łączy wszystkie powyższe wizje końca ludzkości? Wiele z nich ma swoje korzenie w naszych własnych działaniach, można więc powiedzieć, że powracającym w popkulturze strachem cywilizacyjnym jest (nieco paradoksalnie w zestawieniu z faktycznymi działaniami) sprowadzenie na samych siebie złego losu. Jednak istotniejszym, bardziej fundamentalnym tropem, który dostrzegam w tak zakreślonym polu, jest degeneracja społeczeństwa, pogrążenie w chaosie i uruchomienie czy też wyzwolenie procesów destruktywnych, obecnych już wcześniej w ludzkich zbiorowościach. Apokalipsa, niezależnie od formy, ujawnia więc mroczne strony ludzkości (nawet heroicznym zrywom towarzyszy dawka cynizmu i arogancji) i w wielu przypadkach to właśnie ona, a nie sama zagłada, wydaje się najstraszniejsza (vide Ludzkie dzieci, Mad Max czy Droga). Jako globalna cywilizacja jesteśmy więc świadomi swoich słabości i destrukcyjnych cech, czemu dajemy upust w kinie fantastycznonaukowym. Pytanie o to, co z taką samowiedzą rzeczywiście robimy, zostawię otwarte.

Ostatnio dodane