Zestawienie

5 najlepszych ról LESLIEGO NIELSENA. Niespełniony kapitan Enterprise

Autor: Odys Korczyński
opublikowano
Czy kiedykolwiek nie był siwy? Z pewnością, ale sławę w filmie osiągnął dosyć późno, a jego włosy wcześnie stały się białe, stąd zapamiętaliśmy go głównie jako rozrywkowego starszego pana. Wyobraźcie sobie, że już 50 lat temu był szpakowaty, a były to jeszcze czasy, kiedy występował gościnnie w przeróżnych znanych i kultowych dzisiaj produkcjach. Aż do lat 80. czekał jednak na swój czas. I chociaż wciąż widzę go jako niespełnioną gwiazdę kina science fiction, to muszę zaakceptować fakt, że fantastyka go nie chciała, zaś całkowicie pochłonęła komedia. Historia kina przez jeszcze co najmniej 30 lat będzie znała więc tylko jednego i niepowtarzalnego porucznika Franka Drebina.
Komandor J.J. Adams, Zakazana planeta (1956), reż. Fred M. Wilcox

To był jeszcze ten czas, gdy Leslie Nielsen nie był siwy. Sprawiał wrażenie postaci aktorskiej, której daleko do wygłupów, a komedia zupełnie do niej nie pasuje. Jak to się wszystko zmieniło. Druga połowa lat 50. nie obfitowała w godne pamięci filmy science fiction, aż tu pojawiła się Zakazana planeta, film tak treściowo i formalnie ciekawy, że dzisiaj, po ponad pół wieku od premiery, nadal zachwyca. To doprawdy ewenement na skalę historii gatunku, a rolę nieco posępnego oficera gwiezdnego statku miał w nim szansę zagrać właśnie Nielsen. I chociaż całkowicie akceptuję jego walkę o siebie w karierze aktorskiej i odnalezienie się w komedii, to po raz enty wracając do Zakazanej planety, żałuję, że to właśnie Nielsen nie dostał szansy zagrania na przykład w Star Treku. Jak by wtedy potoczyła się jego kariera? Biegu czasu nie odwrócimy, lecz możemy pomarzyć, że William Shatner na chwilę oddaje stery Enterprise poważnemu Nielsenowi.

Postać porucznika Franka Drebina m.in. w Brygadzie specjalnej (1982) i Nagiej broni 2 ½ (1991), reż. David Zucker

Wydaje mi się, że mam odwrotnie niż większość, bo im jestem starszy, tym bardziej podoba mi się sposób widzenia świata przez Franka Drebina. Gdy po raz pierwszy spotkałem się z tym rodzajem żartu – a miałem wtedy dopiero kilkanaście lat – zupełnie do mnie nie trafił. Wydawał mi się wysilony, przegięty, mało śmieszny i obciachowy. Dzisiaj doceniam wkład Drabina w historię komedii, a Lesliego Nielsena w rozwój aktorskich technik szalonego rozśmieszania widza, właściwie na granicy racjonalności. Nielsen przekroczył tę liczbę gagów na minutę, poza którą kończy się już realizm, a zaczyna jakiś slapstickowy surrealizm. Z innych przykładów na myśl przychodzi mi tylko Buster Keaton, z tym że Nielsen na takie wyczyny kaskaderskie był już za stary. A co do wieku, to godne podziwu jest, że nie będąc aktorem pierwszej młodości, pokusił się w ogóle na wejście w świat tego typu humoru. U Nielsena jednak wszystko było odwrotnie – druga połowa życia, którą zwykle poświęca się na granie stonowanych ról, została właściwie aż do śmierci zarezerwowana na bezpardonowy śmiech z otoczenia, z innych i z samego siebie.

Peter Hamilton, Columbo: Wyczekująca kobieta (1971), prod. Richard Levinson

Rolę tę wspominam przede wszystkim dlatego, że Nielsen udowodnił nią swój kunszt jako aktor uzupełniający główny plan. Co więcej, nie dał się przyćmić Peterowi Falkowi w roli jednego z najbardziej charakterystycznych policjantów, jacy pojawili się w kinie w ogóle. Mało tego, gdyby nie początkowe wyjaśnienie, byłbym zupełnie pewien, że to on jest mordercą, a tak jedynie brał udział w kryciu morderczyni. Oczywiście to karalne, ale Columbo potraktował go zgoła inaczej. Peter Hamilton dostał szansę na rehabilitację, jednak już poza kamerą. Zresztą czy ktokolwiek uczciwy, a jednocześnie zakochany mógłby zachować się inaczej? Z tym dylematem Columbo pozostawił widza, sam niejako wskazując mu ścieżkę oceny. A Leslie Nielsen wart jest zapamiętania w takich rolach – spokojnych, nieco posągowych, tajemniczych i ambiwalentnych.

Ostatnio dodane