Zestawienie

5 najbardziej PRZEREKLAMOWANYCH klasycznych HORRORÓW

Autor: Gracja Grzegorczyk
opublikowano

Bardzo często oczekiwania wokół jakiegoś dzieła są tak duże, że gdy dochodzi do zderzenia z rzeczywistością, okazuje się, iż nie tego oczekiwaliśmy po danym filmie. Ba! Zupełnie nie ma on nic wspólnego z tym, co zapowiadano. Niestety kwestia ta dotyczy wielu klasycznych i – co ważniejsze – kultowych już horrorów, które co prawda nie do końca są złe, jednak hype, jaki się wokół nich wytworzył, moim zdaniem jest przesadzony.

Dracula (1931)

Bela Lugosi to człowiek legenda, o którego dokonaniach będzie mówiło jeszcze wiele pokoleń. I choć uwielbiam wiele klasycznych produkcji Universala, w tym przypadku mam dość duży problem. Pierwsza oficjalna adaptacja książki Brama Stokera nie jest złym filmem, ale to wciąż przykład przereklamowanego klasycznego horroru. Pomimo usilnych starań aktorów, całość jawi się jako wydmuszka która nie umie sprostać złożonym przez siebie obietnicom. Dracula wypada jeszcze gorzej, gdy zestawimy go z klasycznym Frankensteinem Jamesa Whale’a. Kolejny problem pojawia się, gdy chodzi o sceny udźwiękowione. Reżyser Tod Browning, wyrosły z niemej ery kina, wyraźnie nie potrafi uporać się z nimi w należny sposób, przez co całość wypada nienaturalnie. Dopiero gdy mamy do czynienia ze scenami niemymi, widać, że reżyser czuje się jak ryba w wodzie. Produkcja do dzisiaj pozostaje jednym z najważniejszych i najbardziej wpływowych horrorów, owszem, niemniej moim zdaniem jest zbyt przereklamowana. Widać to szczególnie, gdy chodzi o poziom artystyczny, który nie dorasta do przypisanej mu roli kulturowej.

Horror Amityville (1979)

Od samego początku miałam problem z tym filmem oraz jego kontynuacjami (klasyczna już produkcja z 1979 roku zapoczątkowała wysyp jej sequeli, z których każdy był gorszy od poprzedniego) i historią, która w moim mniemaniu jest całkowicie wyssana z palca. Nie przeszkodziło to jednak filmowi stać się jednym z większych kasowych przebojów tamtego okresu. Obraz zarobił ponad 86 milionów dolarów przy budżecie nieprzekraczającym 5 milionów dolarów. Mimo zachwytów fanów krytycy, w tym słynny Roger Ebert, byli zdania, że film jest po prostu depresyjny. W moim przekonaniu największym grzechem produkcji jest nuda i zerowa nowatorskość. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z filmem, w którym chodzi nie tylko o to, że rodzina mieszka w domu, gdzie popełnione zostało masowe morderstwo – to także historia o duchach. Jest więc pole do porządnego przestraszenia widza, tymczasem na przestrzeni całego filmu praktycznie nic się nie dzieje. Dosłownie nic, poza dramatycznymi spojrzeniami w przestrzeń. Horror Amityville nie straszy. Najciekawszą rzecz  zaproponowaną przez twórców są koszmary senne, ale sceny  z ich udziałem można policzyć na palcach jednej ręki. Rozczarowuje także zakończenie. Horror Amityville jest więc bardziej klasyką filmowej nudy niż horroru.

Świt żywych trupów (1978)

Uwielbiam Noc żywych trupów. Koniec, kropka. Nie mam jednak wątpliwości, że sequel jest produkcją zbyt przereklamowaną. Otwarcie i zakończenie filmu są fantastyczne, ale niestety to, co pomiędzy nimi, jest łopatologiczną, trudną do przetrawienia bzdurą. Sukces, który odniosła produkcja, jest według mnie efektem nostalgii i sympatii widzów do debiutanckiego dzieła George’a Romero. Świt żywych trupów rzuca w twarz komentarzem społecznym idealnie wpisującym się w kontekst tamtych czasów, jakby twórcy nie wierzyli, iż widzowie sami mogą dojść do konkretnych wniosków. Kreowanie ciekawej fabuły okazało się drugorzędne w obliczu konieczności pokazania widzom i bohaterom, że pieniądze szczęścia nie dają. Czy moim zdaniem twierdzenie, że jest to najlepszy sequel wszech czasów jest przesadzone? Owszem. Podjęcie tematyki zombie oraz samo skupienie się na kilku ważnych aspektach dotyczących konsumpcjonizmu to (mimo wszystko) zalety, jednak całość jest niepotrzebnie rozwleczona oraz nudna i – w związku z kiepskim tempem – musimy zbyt długo czekać, zanim w końcu dojdziemy do sedna sprawy.

Ostatnio dodane