Zestawienie

5 filmów o EGZORCYZMACH, które MUSISZ obejrzeć, jeśli nie chcesz zostać opętanym przez demona

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Gdzie się schowasz, jeśli to, co ci zagraża, jest niewidzialne dla oczu? Gdzie uciekniesz, jeśli to, co cię ściga, może wtopić się w twoje ciało i zawładnąć umysłem? Opętanie wydaje się sytuacją bez wyjścia, a duch czy demon przeciwnikiem, z którym nie da się wygrać. Chyba że po twojej stronie stanie egzorcysta. Gdy w walce ze złem nie ma już nadziei, tylko on zdoła rzucić ostatnią deskę ratunku.

Z egzorcyzmem rozumianym jako duchowa interwencja, której celem jest pomoc w oczyszczeniu osoby lub miejsca z działań złego ducha, mamy w filmie do czynienia od czasów kina niemego. Pierwszym egzorcystą, jak powszechnie wiadomo, był Jezus Chrystus i to właśnie film z jego udziałem – From the Manger to the Cross z 1912 roku – przetarł szlak temu motywowi, który wkrótce zawędrował do kina grozy. Co w nim takiego strasznego? Bez względu na to, czy patrzymy na opętanie z punktu widzenia wiary, czy rozsądku, zawsze wywoła w nas trwogę, dlatego że przypomina nam o ryzyku pogrążenia się w bezdennych otchłaniach mroku. Zło istnieje i zadziała zawsze wtedy, gdy damy mu na to przyzwolenie.

Filmów o egzorcyzmach nakręcono sporo. Większość tworzono na jedno kopyto. Pięć wymienionych przeze mnie tytułów broni się jednak oryginalnością i stylem. Obejrzyj je, a być może uda ci się przetrwać spotkanie z demonem.

Egzorcysta

Zestawienie wypada zacząć od wyjątkowo mocnego uderzenia, jakie w 1973 roku zaserwował widowni William Friedkin. Było to pierwsze zetknięcie z gatunkiem horroru reżysera, który dwa lata wcześniej zasłynął brawurowym Francuskim łącznikiem. Przesiadka z sensacji na kino grozy udała się amerykańskiemu twórcy nadspodziewanie pomyślnie. Friedkin stworzył bowiem dzieło, które do dziś stanowi niedościgniony wzór wykorzystania motywu opętania i egzorcyzmów na potrzeby kina. Po rozłożonych przez niego widełkach podążają współcześni twórcy opowiadający historie księży, na których barki spada zadanie przepędzenia demona z ciała niewinnej osoby (vide Rytuał czy koreański The Priests). Nikomu jednak nie udało się ani na milimetr zbliżyć do magii oryginału, podrobić jego posępnej atmosfery, powtórzyć dramatyzmu sytuacji, w której znalazł się bohater – powątpiewający ksiądz, który szybko zdaje sobie sprawę, że tylko jego determinacja może pomóc opętanej niewieście. Egzorcysta to horror kompletny i unikalny także dlatego, że do chrześcijańskiej idei Szatana podchodzi bardzo, ale to bardzo poważnie, nadając jej przerażające znaczenie.

Constantine

Każdy chciałby go mieć po swojej stronie...

W dobie powszechnego zła czyhającego w każdym zakamarku każdy chciałby go mieć po swojej stronie. John Constantine, bo o nim mowa, to egzorcysta, który zwykle nie przebiera w środkach, gdy mierzy się z piekielnymi pomiotami. Dzięki swym metodom jest rozchwytywany i zabójczo skuteczny. I za to właśnie mu chwała. Constantine to jeden z tych filmów, który staje się tym lepszy, im więcej czasu upływa od jego premiery. Pamiętam, że wśród recenzji filmu Francisa Lawrence’a można było usłyszeć wiele głosów niezadowolenia, zwłaszcza wśród fanów komiksowego pierwowzoru. Narzekano też, że Keanu znowu drewniany, że film pstrokaty i niedorzeczny. Dziś, w czasie kolejnego szczytu popularności Keanu Reevesa (wynikającego także z rozumienia jego aktorskich ograniczeń) oraz po doświadczeniach z nową, serialową adaptacją komiksu Hellblazer, film z 2005 roku wspomina się i ogląda nadspodziewanie dobrze. Constatine to kino wielorazowego użytku, porywające swym dynamizmem, kolorytem, okultystycznym klimatem i przede wszystkim charyzmatyczną postacią główną. Pierwszy i, jak mniemam, jedyny przypadek w kinie, gdy tematyka egzorcyzmów w iście komiksowej konwencji spotyka się z kryminałem oraz gdy „odprawiający” egzorcyzmy przypomina kogoś na wzór detektywa.

Ostatnio dodane