Zestawienie

5 filmów do obejrzenia zamiast nowego JURASSIC WORLD

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Nastało święto dla tych, którzy lubią oglądać dinozaury na wielkim ekranie. Do kin wchodzi właśnie wyczekiwane widowisko Jurassic World: Upadłe królestwo – czyli kolejna odsłona niezwykle popularnej serii o dinozaurach. Poprzedni film – pierwsza część rebootu lub jak kto woli, czwarta część z punktu widzenia generalnego – osiągnął spektakularny sukces finansowy, niejednego tym zaskakując. Wychodzi zatem na to, że marka ma się całkiem dobrze, a dinozaury na dużym ekranie są dalej w cenie. Upadłe królestwo triumf ma w kieszeni.

Choć stoję po stronie tych, którzy czekali na nowy film o dinozaurach z dużym entuzjazmem, to jednak nie lekceważę opinii tych widzów, których reboot po prostu nie kupił i podczas jego seansu nie czuli już tej samej dziecięcej satysfakcji, jaka towarzyszyła im podczas seansu filmu Spielberga. To właśnie tym rozczarowanym chciałbym zadedykować ten artykuł. Ma on na celu wytypowanie kilku filmów, które można odpalić sobie na nośniku domowym, bojkotując pójście do kina na nowe widowisko i jednocześnie zaspokajając potrzebę obejrzenia dinozaurów zamkniętych w bezpiecznych ramach ruchomego obrazu.

Milion lat przed naszą erą

Gdy spojrzy się na film z 1966 z punktu widzenia naukowego, niejednego przyprawi on o śmiech.

Na początek filmowa staroć, ale wciąż niezwykle atrakcyjna wizualnie. Gdy spojrzy się na film z 1966 z naukowego punktu widzenia, można porządnie się uśmiać. To jeden z tych filmów, które utrwalają błędne przekonanie, że gatunek homo sapiens istniał na świecie równolegle z dinozaurami. Natomiast z pełnienia funkcji nośnika prehistorycznej przygody, pełnej niesamowitości, Milion lat przed naszą erą wywiązuje się znakomicie. Fabuła jest pretekstowa do bólu, sporo w niej idiotyzmów. Ja jednak najbardziej lubię w filmie te najbardziej niedorzeczne momenty, czyli konfrontacje człowieka z prehistorycznymi gadami. Kunszt poklatkowej animacji w scenie walki triceratopsa i ceratozaura oraz w scenie ataku welociraptora na wioskę człowieka pozostał do dziś imponujący. Wisienką na tym prehistorycznym torcie jest urzekająco piękna i zabójczo seksowna Raquel Welch, stanowiąca swoistą wizytówkę filmu.

King Kong

Wersja z 1933 była pionierska, wywołała szok ówczesnej widowni. Była i jest podziwiana za realizacyjną odwagę, baśniowy koncept oraz naturalistyczny, seksualny podtekst, wedle którego kobieca niewinność zostaje zdominowana przez personifikację żywej dziczy. Peter Jackson w 2005 złożył temu filmowi hołd, dopieszczając wizualność do perfekcji oraz pokazując to, co w pierwotnej wersji nie było możliwe do pokazania.

King Kong jest realizacją konceptu Zaginionego świata Arthura Conan Doyle’a, zgodnie z którym na świecie może istnieć region, wyspa, na której uchowały się prehistoryczne stworzenia. Jackson bawi się obecnością dinozaurów na wyspie, wykorzystując ich potencjał do niesienia widowiska. Słynny pojedynek z tyranozaurem, lub raczej tyranozaurami, zakończony rozerwaniem żuchwy wielkiemu gadowi, u Jacksona został wyniesiony do spektakularnych rozmiarów za sprawą imponujących efektów CGI.

Pozycja dinozaurów na wyspie skrywa ciekawy podtekst. Choć wielkie gady uznawane są za istoty, które w okresie swego panowania nie miały sobie równych i gdyby obcowały z człowiekiem, pewnie nie pozwoliłyby mu na dominację, to jednak na zapomnianej przez Boga i świat wyspie to wielki ssak naczelny góruje nad nimi.

Pradawny ląd

Powstało kilka animacji o dinozaurach. Film Disneya z 2000 – Dinozaur – jest jednym z tych, które potrafiły zachować w opowiadaniu o dinozaurach względny realizm. To Pradawny ląd jednak, produkcji Spielberga i Lucasa, zdobył moje serce. Najpewniej dlatego, że oglądałem go jeszcze za dzieciaka. A należy podkreślić, że byłem dzieciakiem solidnie zafiksowanym na punkcie dinozaurów. Ta historia jest w stanie jednak obronić się nawet wówczas, gdy odłoży się na bok sentyment. Ma bowiem uniwersalny charakter. Wyłania się z niej niezwykle ciepła pochwała przyjaźni, miłości i życia we wspólnocie. To także historia o tym, jak ważna w życiu jest umiejętność podejmowania ryzyka. Piękna, mądra przygoda.

Drzewo życia

Ambitny, metafizyczny traktat Terrence’a Malicka tylko pozornie nie pasuje do tej listy. Jest w filmie jedna scena, bardzo ważna scena, która wyjątkowo ciekawie wykorzystuje dinozaury. Jeszcze w pierwszej części filmu, gdy reżyser ukazuje początek wszelkiego istnienia, w jednej scenie widzimy rannego lub osłabionego dinozaura leżącego u brzegu rzeki. W pewnym momencie podbiega do niego przebywający nieopodal drapieżnik, wietrząc łatwy łup. Kiedy przygląda się jednak cierpieniu ofiary, z niezrozumiałych powodów rezygnuje z darmowej kolacji i porzuca zdobycz.

Jak interpretować tę tajemnicę? Scena jest esencjonalna dla całej historii, ponieważ koresponduje z podejmowaną w filmie tematyką traumy. Malick chciał nią pokazać, że już w pradawnych drapieżnikach mogło kiełkować współczucie. Ale to także obraz tego, jak cierpienie i śmierć od zawsze stanowią nierozerwalną część wszechświata. Każda śmierć ma znaczenie, bo każda stanowi wspomnienie naturalnego prawa cykliczności i ewolucji.

Godzilla

Choć nazwa wielkiej, japońskiej kreatury powstała na skutek połączenia słów “goryl” i “wieloryb” (gorira i kujira), to jednak skojarzenia, jakie budził, miały się odnosić do zgoła innych istot. Godzilla to przebudzony do życia na skutek atomowego wybuchu prehistoryczny gad. Wizerunek potwora jest kombinacją cech takich dinozaurów jak tyranozaur, iguanodon i stegozaur. Mit dinozaura w popkulturze został zatem za sprawą Godzilli wskrzeszony w iście spektakularny sposób, strasząc niemożliwymi do osiągnięcia rozmiarami przez żadnego pradawnego drapieżnika.

Ale Ishirô Honda chciał przekazać swym unikatowym potworem nieco więcej treści. Godzilla niesie ważne przesłanie. Jest chodzącą przestrogą. Stanowi żywą metaforę wojny i zniszczenia. Każde jej wynurzenie z wody, każdy krok, jaki wykonuje, każdy budynek, który burzy, mają budzić skojarzenia z przeżyciami wojennymi Japończyków, do których w sposób dosłowny wracali oni niechętnie. Każdy późniejszy remake jest uboższy o to właśnie przesłanie, choć akurat największą dozą nostalgii popisał się Shin Gojira, stanowiąc swego rodzaju autoironiczny powrót do przeszłości.

Ostatnio dodane