Wpadki

WPADKI FILMOWE #5. Mechanik Schwarzenegger, magik Indiana

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Dzisiejszy, piąty odcinek filmowych wpadek pomogliście stworzyć wy, oczywiście poprzez przesłanie mi swoich propozycji w komentarzach i drogą mailową. Zatem co czeka nas na kolejnym etapie podróży po błędach, których nie ustrzegli się filmowcy? Otóż między innymi poznamy magiczne zdolności Indiany Jonesa, przeniesiemy się w postapokaliptyczny świat i po raz kolejny przekonamy, że podróże w czasie są możliwe.

Ostatni człowiek na Ziemi (1964)

Kilka dni temu o filmie tym pisał na naszych łamach Jakub Piwoński, zatem gorąco zachęcam do lektury pełnego tekstu, sam zaś skupię się na niedopatrzeniu twórców. Ostatni człowiek na Ziemi to jedna z adaptacji książki Jestem legendą i opowiada o mężczyźnie, którego istnienie polega z grubsza na walce z wampirami niegdyś będącymi ludźmi, ale zmienionymi na skutek działania wirusa. Przy takim punkcie wyjściowym kluczowe wydaje się zaakcentowanie, że Robert Morgan to naprawdę ostatni człowiek który ustrzegł się przed zarazą. Nie trzeba się jednak mocno wysilać by zauważyć, że niektóre ujęcia świadczą o czymś innym – a to na ekranie widzimy dym ulatujący z komina, a to ktoś chodzi po balkonie, a to w tle jadą samochody… O ile wampiry nie palą w piecu, nie opalają się i nie prowadzą auta, śmiało można stwierdzić, że twórcom detale te umknęły.

Świat to za mało (1999)

Następująca zaraz po klasycznej sekwencji otwierającej scena, w której James Bond o twarzy Pierce’a Brosnana zmierza do banku w Bilbao. Spoglądając na dalszy plan, ujrzymy grupę gapiów zgromadzonych za metalową barierkę i wyraźnie patrzących wprost na bohatera. Niektórzy nie powstrzymują się nawet od robienia zdjęć. Co więcej, gdy Bond przechodzi dalej, zza framugi drzwi ogląda się za nim tajemnicza starsza pani. Opcje są dwie: albo w kadrze załapali się przechodnie obserwujący realizację tej sceny (i pewnie nadal mają w albumach zakulisowe zdjęcia przedstawiające oddalone plecy Brosnana), albo Bond to naprawdę fatalny agent, skoro nawet wiekowa kobieta z łatwością rozpoznaje go na ulicy.

Kariera Nikodema Dyzmy (1980)

Tym razem wpadka z serialu. Jak wiemy doskonale z poprzednich odcinków, twórcy niejednokrotnie przypadkiem wplatają w swoje dzieła elementy podróży w czasie. Okazuje się, że nawet słynny serial z niezapomnianą rolą Romana Wilhelmiego ma znamiona gatunku, jakim jest fantastyka naukowa. Podobnie jak w powieści, akcja serialu toczy się w latach 20. XX wieku. Zdziwienie wzbudza więc fakt, że w jednej ze scen możemy za oknem dostrzec auto z zupełnie innej epoki (prawdopodobnie jest to duży fiat). Kariera karierą, ale nie sądzę, by Dyzma wpadł na to, żeby w ten sposób wyprzedzić technologicznie swoje czasy. W związku z tym, że wpadkę tę najlepiej zobaczyć w ruchu, polecam odtworzyć filmik i w dwudziestej dziewiątej sekundzie przyglądać się prawej stronie ekranu.

Poszukiwacze zaginionej Arki (1981)

Okazuje się, że nieustraszony archeolog o twarzy Harrisona Forda dysponuje niesamowitymi umiejętnościami magicznymi (ewentualnie jest superbohaterem – zachęcam do wybrania własnej interpretacji). Gdy podczas walki w aucie Indiana zostaje wyrzucony przez przednią szybę, chwyta się znaczka Mercedesa – konkretnie robi to prawą ręką – i trzyma go kurczowo. Gdy następuje cięcie i widzimy zmagania Jonesa od frontu (a nie zza pleców, jak w poprzednim ujęciu), znaczek trzyma już ręką lewą. Małe albo wręcz zerowe są szanse, by zdążył nagle zmienić uchwyt, jednocześnie nie spadając na ziemię lub nie wyrywając znaczka z maski, wracam więc do dwóch interpretacji, które przytoczyłem powyżej. Jeśli rzeczywiście w grę wchodzą tu nadprzyrodzone moce, bardzo chciałbym, żeby Jones dołączył do kinowego uniwersum Marvela – skoro i tak ma powstać kolejna część, to nadal nie jest za późno!

Komando (1985)

Kolejnym magikiem tego odcinka jest sam Arnold Schwarzenegger, który dodatkowo przemieszcza się porsche również obdarzonym nadprzyrodzoną mocą. Bardzo łatwo zauważyć, że gdy heros wsiada do rzeczonego auta, lewa strona pojazdu jest mocno uszkodzona. Stan ten nie utrzymuje się długo, bo gdy tylko Arnold i jego towarzyszka odjeżdżają w siną dal, samochód w cudowny sposób naprawia się sam i wygląda, jakby dopiero co wyjechał z salonu. Wpadka tak oczywista, że można się zastanowić, jakim sposobem nikt jej nie zauważył! Cóż, twórcy mogli wyjść z założenia, że w razie wątpliwości powie się, iż to zasługa Schwarzeneggera – kopnął od środka i wyklepał.

Jak co tydzień, gorąco zachęcam do przesyłania kolejnych wpadek! Do dyspozycji są komentarze i adres mailowy lukasz.budnik@film.org.pl. Następny odcinek tradycyjnie w piątek!

Ostatnio dodane