Wpadki

WPADKI FILMOWE #11. Rekin pożera, świat się śmieje

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Tydzień temu świętowaliśmy mały jubileusz w postaci dziesiątego odcinka tematyczną odsłoną poświęconą kaskaderom zanadto widocznym na ekranie. Dziś wracamy do standardowego formatu, a więc do wszelakich wpadek wyłapanych w filmach starszych i nowszych. Dowiemy się między innymi, jak reagować na widok morderczego rekina oraz na ile duża jest moc Elsy z Krainy lodu.

Legalna blondynka (2001)

Być może kojarzycie scenę z Klanu, w której Grażyna Lubicz nalewa do filiżanki niewidzialną herbatę (ograniczenia budżetu solidnie potrafią dać się we znaki). Okazuje się, że bardzo podobną wpadkę dostrzec można również w filmie hollywoodzkim, mianowicie Legalnej blondynce z Reese Witherspoon. Wierzę, że każdy widział ten film przynajmniej raz przy okazji jednej z dziesiątek emisji telewizyjnych. Przechodząc do rzeczy – w pewnym momencie obserwujemy na pierwszym planie dziewczynę pijącą wodę ze źródełka i wyraźnie na tym skupioną. Problem w tym, że ze wspomnianego źródełka wcale nie leci woda. Trudno tego nie zauważyć, bo z grubsza wygląda to tak, jakby statystka usilnie próbowała porozumieć się z kranem za pomocą telepatii. No, chyba że właśnie to robiła, wtedy oczywiście zwracam honor.

Dzika droga (2014)

Wygląda na to, że troszkę uwziąłem się dziś na Reese Witherspoon. W pierwszym odcinku cyklu opisywałem wpadkę z Matrixa, gdzie ciekawe technicznie ujęcie na klamkę do której zbliżali się bohaterowie, okazało się zdradliwe dla twórców, ponieważ odbiły się w niej kamera i jej operator. Tu wchodzimy chyba na jeszcze wyższy poziom, bo tym razem winowajcą okazało się… oko konia. Zbliżenie na głowę zwierzęcia (a konkretnie na jego cokolwiek niewinne spojrzenie) poskutkowało tym, że do gotowego filmu załapał się członek ekipy filmowej odbity właśnie w gałce ocznej. Parafrazując znaną piosenkę, to oko chyba nie może kłamać! Sam koń zupełnie nic sobie nie zrobił z faktu, że przyczynił się do wpadki.

Poszukiwacze zaginionej Arki (1981)

Co jakiś czas przywołuję w tym cyklu zjawisko przypadkowych podróży w czasie mających miejsce w danym filmie. Co prawda Indiana Jones zetknął się ze Świętym Graalem i z kosmitami, ale nigdy nie było powiedziane, że doświadczył również obecności przybyszy z przyszłości. Mimo to oglądając Poszukiwaczy zaginionej Arki, można odnieść takie wrażenie. Wystarczy zerknąć na lewą stronę załączonego wyżej kadru i ujrzeć mężczyznę odzianego w koszulkę i dżinsy. Nie jest to ubranie pasujące do tamtych czasów, a już na pewno nie komponuje się z ubiorem pozostałych panów. Może to jedynie zagubiony członek ekipy filmowej, a może coś, czemu Indiana powinien był się głębiej przyjrzeć.

Kraina lodu (2013)

Pierwsza w tym cyklu wpadka z filmu animowanego. Jest wielce prawdopodobne, że po pięciu latach od premiery Krainy lodu wciąż jesteście w stanie bez problemu przytoczyć tekst Mam tę moc (zapewne jest to w pewnym stopniu zależne od liczby seansów, którą macie na koncie), a oglądając tę scenę, bardziej skupiacie się na nuceniu niż na faktycznym oglądaniu. Wobec tego mogła umknąć wam wpadka animatorów, którzy dopuścili do tego, by w pewnym momencie warkocz Elsy przemknął przez jej ramię – nie nad, nie pod, ale dosłownie na wskroś ręki. Oczywiście to małe piwo przy tym, że chwilę później Elsa wyczarowuje sobie sukienkę i cały zamek, więc na upartego można uznać, że jej włosy też posiadają magiczne właściwości (w końcu ma tę moc), ale obstawiałbym, że to jednak niezamierzony błąd.

Szczęki (1975)

Domyślam się, że odpoczynek na plaży przerwany atakiem ogromnego rekina ludojada należy do przeżyć, które można zaliczyć jako nieszczególnie przyjemne, szczególnie, gdy jego ofiarą pada dziecko. Najwyraźniej inne podejście do takich spraw ma aktor biorący udział w scenie takiego właśnie ataku, wcielający się w jednego z plażowiczów pędzących na ratunek dzieciom znajdującym się w wodzie. O ile inni są, całkiem zasadnie zresztą, przerażeni i spanikowani, tak on najwyraźniej znakomicie się bawi w związku z zaistniałą sytuacją. Aby nie sugerować, że ktokolwiek mógłby się cieszyć na widok rekina atakującego dziecko, uznajmy, że aktor tak bardzo cieszył się z udziału w filmie Stevena Spielberga, że nawet na chwilę nie mógł przestać się uśmiechać. Ostatecznie to całkiem pozytywna puenta!

Na koniec tradycyjnie zachęcam do przesyłania własnych propozycji w komentarzach i na adres lukasz.budnik@film.org.pl. Widzimy się za tydzień!

 

Ostatnio dodane