publicystyka filmowa

Watykan wybiera. 45 filmów, które warto obejrzeć

Autor: Radosław Dąbrowski
opublikowano

Dosyć zaskakującą, ale jednocześnie interesującą pozycją jest Żywot i męka Jezusa Chrystusa. To nieco ponad czterdziestominutowy film z 1903 roku, będący ukazaniem żywota Syna Bożego w pigułce. Co prawda za pierwsze filmowe widowisko biblijne można uznać nakręconego w 1899 roku Chrystusa idącego po wodzie autorstwa Georges’a Mélièsa, ale Żywot i męka Jezusa Chrystusa to jedna z pierwszych tak rozbudowanych opowieści o Jezusie Chrystusie. Barwiony obraz powstał z intencji francuskiego, reżyserskiego duetu Ferdinand Zecca i Lucien Nonguet.

Pozostałymi tytułami, których dotąd nie dane mi było obejrzeć, są Monsieur Vincent (1947) Maurice’a Cloche’a oraz Teresa (1986) Alaina Cavaliera. Nie brakuje również dzieła niezwykle cenionego amerykańskiego reżysera Freda Zinnemanna – Oto jest głowa zdrajcy (1966).

Przyjrzymy się drugiej grupie, czyli filmom o szczególnych walorach moralnych. Trafiamy w niej na pierwszy i zarazem ostatni polski akcent. Doceniono cykl filmów Krzysztofa Kieślowskiego pt. Dekalog (1987). Sama nazwa automatycznie budzi asocjacje z wartościami proklamowanymi przez chrześcijaństwo, ale rażącym uproszczeniem byłoby myślenie o tych dziesięciu utworach wyłącznie w kontekście zagadnień religijnych. Interpretacja każdego z Dziesięciu Przykazań, jakiej dokonał absolwent łódzkiej szkoły filmowej, to jedno, ale przecież co najmniej kilka części cyklu to surowy obraz rzeczywistości PRL-u czy wnikliwa analiza ludzkiej psychiki. Myślę, że słusznie Dekalog trafił do drugiej, zaś nie pierwszej, kategorii.

Można rzec: esencja neorealizmu.

W zestawieniu nie brakuje Na nabrzeżach (1954) z popisową rolą Marlona Brando, lecz nie należy zapominać o dorównującym mu poziomem aktorstwa Karlu Maldenie (notabene wcielającego się w postać księdza). Ponownie nie pominięto włoskich dokonań. Powraca Roberto Rossellini i chyba najważniejsze dzieło neorealizmu, czyli Rzym, miasto otwarte (1945), a słoneczną Italię reprezentuje także Vittorio De Sica z cieszącymi się niemałą popularnością Złodziejami rowerów (1948). Obydwa utwory cechuje osadzenie w centrum spraw społecznych, postawienie na niemalże dokumentalnych bohaterów, wykorzystanie naturalnych przestrzeni i wyjście z kamerą poza studia, dialogi zaczerpnięte z ulicy… Można rzec: esencja neorealizmu.

Z nieco archaicznych tytułów należy wskazać Nietolerancję (1916) Davida Warka Griffitha, w której dominują pełne oraz ogólne plany ukazujące przepych scenografii oraz charakterystyczne dla tego artysty ujęcia z kamerą na wózku przemieszczającym się wzdłuż miejsca akcji. Pod względem technicznym oraz dekoracyjnym to jedno z największych dokonań w epoce kina niemego. W zestawieniu pojawia się również To wspaniałe życie (1946) Franka Capry.

Tym razem z twórczości tylko jednego reżysera wybrano więcej niż jeden tytuł. Padło na Ingmara Bergmana i jego słynny rok 1957, w którym premiery doczekały się Tam, gdzie rosną poziomki oraz Siódma pieczęć. O obydwu utworach nieco szerzej pisałem w lipcowym artykule poświęconym okrągłej rocznicy śmierci szwedzkiego filmowca, zatem zachęcam do lektury. Z grona japońskich twórców Watykan wyodrębnił Akirę Kurosawę oraz Kona Ichikawę. W przypadku pierwszego największego wrażenia nie wywarł film stricte japoński, lecz efekt współpracy reżysera z Tokio ze Związkiem Radzieckim, czyli Dersu Uzała (1975). Pod względem technicznym, zwłaszcza kompozycji kadrów, dzieło te przypomina dokonania Kurosawy, niemniej w większej mierze cechuje je specyfika kina radzieckiego. Ichikawę natomiast doceniono za opowiadającą o wojnie na Pacyfiku Harfę birmańską (1956).

Jest również powstały w koprodukcji brytyjsko-indyjsko-amerykańskiej Gandhi (1982) będący, podobnie jak Lista Schindlera, potężnym oscarowym triumfatorem.

Z dorobku amerykańskiej kinematografii pojawia się także wielokrotnie nagradzana Lista Schindlera (1993), która dla mnie jest jedynym takim naprawdę wielkim filmem Stevena Spielberga (pomimo że np. do Szeregowca Ryana równie chętnie wracam). Jest również powstały w koprodukcji brytyjsko-indyjsko-amerykańskiej Gandhi (1982) będący, podobnie jak Lista Schindlera, potężnym oscarowym triumfatorem. Zestawienie tworzą także słynące m.in. z motywu muzycznego autorstwa Vangelisa Rydwany ognia (1981), zaś tytułami, których nie dane mi było obejrzeć, są włoskie Drzewo na saboty (1978) Ermanno Olmiego oraz Do zobaczenia, chłopcy (1987) Louisa Malle’a.

Ostatnio dodane