Sztuczne światy

Sztuczne światy – LORAX

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Lorax u swoich podstaw sięga do formuły antyutopii. Chciakowo to odizolowana murem od reszty świata osada. Na obszarze miasta zniknęła jakakolwiek zieleń. Nie ma drzew, nie ma trawy, nie ma krzewów, nie ma też gleby, na której mogłoby cokolwiek wyrosnąć. Naturalne środowisko zastąpione zostało plastikowymi replikami. Zamiast warzyw na talerzach chciakowian lądują żelki w kształcie kalafiora i marchewki. Wszystko jest syntetyczne, wszystko jest sztuczne. Najsmutniejsze jest jednak to, że mieszkańcy żyją w błogiej nieświadomości. Nie wiedzą, jak ich rzeczywistość została zmanipulowana, ale nie mają potrzeby czegokolwiek zmieniać. Nic nie wzbudza ich wątpliwości. Otwierająca film musicalowa sekwencja, utrzymana w huraoptymistycznym tonie, jasno daje do zrozumienia, że w Chciakowie mieszkają ludzie szczęśliwi i spełnieni. Do czasu.

Lorax to perełka współczesnej animacji. Dajcie jej tylko szansę.

Na braku drzew można oczywiście zbić złoty interes. Alojzy O’Hare, burmistrz miasta i właściciel firmy O’Hare Air, sprzedaje mieszkańcom czyste powietrze w butelkach. Naturalne jego źródło zostało przecież skutecznie wyeliminowane. Na głównego bohatera Loraxa wysuwa się natomiast nastoletni Ted. Chłopak zakochany jest w Audrey, odrobinę starszej od niego sąsiadce, która na tylnej ścianie swojego domu maluje prawdziwe drzewa. Chcąc jej zaimponować, decyduje się wymknąć poza mury miasta i obdarować swoją sympatię zaskakującym prezentem. Jak się okazuje, na zewnątrz krajobraz straszy ściętymi do ziemi pniami. Tam też znajduje się chatka Once-lera, wynalazcy, który dawno temu zaprzyjaźnił się, a później zdradził Loraxa – przyjaźnie nastawionego pomarańczowego stwora, mianującego się obrońcą i adwokatem drzew.

Retrospektywna opowieść Once’a jest drugą, równorzędną fabularną osią filmu i kontrapunktem dla wątku Teda. Po długiej podróży w poszukiwaniu inspiracji na biznes Once zatrzymuje się na terenie pięknego lasu. Wymyśla produkt, który na pewno wzbudzi zainteresowanie potencjalnych klientów. To wielofunkcyjny ręcznik-szalik-koc i kostium jednocześnie. Jednak do jego wykonania potrzebne są specyficzne liście zdobiące korony drzew. Masowa wycinka jest nieuniknioną koniecznością.

Lorax to kino zgłębiające nie tylko strukturę przedstawionego świata, ale również wnikające w motywacje i gwałtownie ewoluujące potrzeby bohaterów. Najciekawsza jest relacja na linii Once-Lorax. To nie do końca przyjaciele i nie do końca rywale. Dzieli ich niewątpliwy konflikt interesów, ale też różne charaktery. Agresję zastępują jednak półsłówkami. Najchętniej wobec siebie manifestują zawód, rozczarowanie i lęk. Natomiast u Teda młodzieńcza potrzeba zaimponowania koleżance przemienia się w bunt przeciwko irracjonalnemu porządkowi świata, w którym jest wychowywany.

Twórców Loraxa interesuje bowiem to, co człowieka konstytuuje, skąd czerpie modele zachowań i na jakie bodźce jest najwrażliwszy. W przypadkach Teda i Once’a podstawowym budulcem ich temperamentów jest rodzina. Dla pierwszego z nich moralnym autorytetem jest babcia, pamiętająca jeszcze czasy, gdy drzewa istniały, i wspierająca wnuczka w jego tajnych eskapadach poza miasto. Drugi bohater nie potrafi sprzeciwić się demonicznej matce, której rady przyczyniają się z jednej strony do jego finansowego sukcesu, ale z drugiej doprowadzają do katastrofy naturalnego środowiska. Ta nieodwracalna klęska sprawia, że na starość Once ukrywa się w swojej chatce na bezludziu, zabijając wszystkie okna deskami. Wyrzuty sumienia i wstyd nie dają mu spokoju.

Lorax na pierwszy rzut oka wydawać się może ekologicznym manifestem. Animację Illumination Entertainment bardzo łatwo wpisać w ten klucz i w zgodzie z nim ją interpretować. Dla mnie to jednak kino o znacznie szerszym zasięgu. Lorax jest przede wszystkim opowieścią o ludziach żyjących w bańkach. Film Chrisa Renauda (reżysera Jak ukraść księżyc i Sekretnego życia zwierzaków domowych) jest peanem na cześć ciekawości i odwagi, które pozwalają wyjrzeć poza wąski horyzont, dojrzeć to, co znajduje się pod podszewką. Twórcy zachęcają do wnikliwszego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość. Nawet jeśli może ono przynieść rozczarowanie, nawet jeśli za dociekliwość można oberwać. Lorax to też słodko-gorzka opowieść o rodzinie. O tym, jak młodsze pokolenie naprawia błędy dziadków i rodziców. To wątki daleko wykraczające poza zaangażowany ekologiczny apel. Dla twórców jest on jedynie punktem wyjściowym dla znacznie bardziej uniwersalnych historii.

W Loraksie usłyszymy echa pixarowskiego Wall-E, a na płaszczyźnie konstrukcji świata (kilkupiętrowej i nieoczywistej) przypominać nam się może The Truman Show. Chrisa Renauda, adaptującego dziecięcą książkę Dr. Seussa, interesują narzędzia społecznej kontroli, manipulacji i zniewolenia. Na pierwszy plan wychodzi jednak to, jak kolejne bariery zostają przełamywane: te fizyczne i te mentalne. W finale wychodzi bowiem na to, że w głębi serca każdy chciakowianin chciał, naprawdę chciał, wyjrzeć poza otaczający miasto mur. Lorax to perełka współczesnej animacji. Dajcie jej tylko szansę.

Ostatnio dodane