Seriale TV

ULTRAVIOLET. A taki miał być ładny, amerykański!

Dużo było zachwytów nad samą ideą "Ultraviolet" czy też owocną współpracą polskich filmowców z amerykańskimi producentami przy jej realizacji, ale w ostatecznym rozrachunku wyszło... jak zwykle.

Autor: Damian Halik
opublikowano

Seriale kryminalne różnej maści to najliczniejsza grupa tematyczna, jaką można spotkać w tym medium. Przybierają różne formaty, rozgrywają się w różnych konwencjach i niemal każdej nowożytnej epoce. Stacje telewizyjne nieprzypadkowo decydują się właśnie na ten gatunek – każdy od czasu do czasu lubi trochę pogłówkować, nawet jeśli zagadki kryminalne są dość banalne. Najważniejsze jednak, by widz złapał się na mimowolnych rozmyślaniach o tym, kto zabił. I właśnie tego emocjonalnego zaangażowania oraz towarzyszącego mu napięcia z trudem można doszukiwać się podczas seansu serialu Ultraviolet od AXN.

Informacje o zamówieniu przez należącą do Sony Pictures Television stację serialu pojawiły się dość nieoczekiwanie pod koniec maja 2017 roku. Dyrektor generalny środkowoeuropejskiego oddziału SPT, John Rossiter, zapowiadał coś przełomowego:

Ultraviolet to niezwykły serialowy eksperyment, który łączy w sobie siłę lokalnej produkcji oraz amerykańskie doświadczenie w opowiadaniu historii. Po owocnej współpracy z Opus Film przy serialu Zbrodnia jesteśmy podekscytowani rozpoczęciem zdjęć do kolejnej wspólnej produkcji dla kanału AXN.

Miał być eksperyment – dla wielu to zapowiedź „rewolucyjnych rozwiązań” – trudno więc dziwić się osobom, które spodziewały się po Ultraviolet czegoś więcej niż pozbawionego jakichkolwiek walorów charakterystycznych dla kryminału średniaka.

Ultraviolet luźno nawiązuje do powieści The Skeleton Crew autorstwa Deborah Halber. Pomysłodawczynią i producentką wykonawczą jest Wendy West, która tę samą funkcję piastowała między innymi podczas tworzenia Dextera czy Czarnej listy. Współproducentem jest Barry Josephson, który ostatnie dwanaście lat opiekował się serialem Kości. Takie CV mogą robić wrażenie, tym bardziej że po polskiej stronie także nie brak uznanych nazwisk. Reżyserię powierzono Janowi Komasie (Sala samobójców, Miasto 44), a scenariusz pisało aż pięć osób: Igor Brejdygant (Zbrodnia, Belle Epoque), Błażej Dzikowski (Legendy polskie), Agnieszka Pilaszewska (Samo życie), Paulina Murawska (Komisarz Alex) i Filip Kasperaszek (film krótkometrażowy A Story About Ian), jednak mimo to fabularnie Ultraviolet po prostu leży.

Na papierze wszystko było w porządku – sam dostrzegałem potencjał, o którym mówili producenci – wciąż zresztą uważam, że pomysł był całkiem niezły, podobnie jak ekipa, która zebrała się w celu jego realizacji. Mimo to już przy okazji recenzowania pierwszego odcinka wiedziałem, że coś jest nie tak. Liczyłem, że to niepewne pierwsze kroki debiutanta i wraz z pojawianiem się kolejnych zagadek kryminalnych twórcy odnajdą odpowiednią formułę na zjadliwe podanie nam tego cybernetycznego kryminału, ale jedyne, co wraz z rozwojem sytuacji ulegało zmianie, to moje nastawienie. Zaczynałem od klasy światowej – zgodnie z zapowiedziami liczyłem na konkurencję dla Paktu, Watahy czy Belfra. W międzyczasie jednak schodziłem coraz niżej, minąłem Detektywów, potem Ojca Mateusza i Komisarza Alexa, ostatecznie zatrzymałem się gdzieś między Belle Epoque a W11 – Wydział Śledczy, czyli mniej więcej tam, gdzie zacumowała poprzednia polska produkcja AXN – kręcona na Helu Zbrodnia.

Historia błyskawicznej kariery detektywistycznej Oli Serafin, która przez problemy małżeńskie postanawia wrócić z Londynu do Łodzi i na skutek zbiegu okoliczności dołącza do tytułowej grupy internetowych amatorów kryminalistyki, poprawiając ich dotychczasowe statystyki o jakieś 2300%, zdaje się być pisana na kolanie. Każda postać wygląda tak, jakby wrzucono ją do tego serialu na zasadzie „zobaczymy, co z tego wyjdzie”. Fabuła jest niesamowicie naiwna, a przy tym pozbawiona gatunkowych wyznaczników – brak tu napięcia, emocji czy choćby odrobiny atmosfery tajemniczości. Każda z dziesięciu zagadek – mimo duże potencjału niemal wszystkich – opowiadana jest na szybko, nie wymagają od widza nawet uwagi, o zaangażowaniu nie wspominając.

Ultraviolet to równie (mało) ambitna i przepłacona reklama kilku firm, co Zbrodnia.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Ultraviolet miał po prostu stanowić tło dla lokowania produktów, lecz nawet ono wychodzi komicznie. To takie „product placement po polskiemu”, równie godne pożałowania, co Krzysztof Ibisz poświęcający 1/3 każdego swojego wystąpienia w Tańcu z Gwiazdami na zachwalanie internetu LTE w Plusie. Tu jednak porażka jest o tyle dotkliwa, że w celu odpowiedniego wyeksponowania logo reklamowanego samochodu nieraz decydowano się na ekwilibrystyczne wygibasy z kamerą, których efekt przypominał raczej zaśnięcie operatora w trakcie zdjęć aniżeli profesjonalną robotę. Reklamy próbowano też wplątywać w suche dialogi, ale te mogły wywołać jedynie uśmiech politowania. W trakcie dziesięciu odcinków tylko raz udało się wykonać lokowanie produktu w sposób naturalny i nie budzący zastrzeżeń – gdy serialowa piękność postanowiła pomalować sobie usta, zamiast lusterka wykorzystując tylną klapkę telefonu (oczywiście z wyraźnie widocznym logotypem).

Nawet gra, choć zatrudniono ekipę topowych aktorów, pozostawia tu wiele do życzenia. W Ultraviolet wystąpili między innymi Marta Nieradkiewicz (Ola Serafin), Sebastian Fabijański (Michał Holender), Agata Kulesza (Anna Serafin), Marek Kalita (Henryk Bąk), Bartłomiej Topa (Waldemar Kraszewski) oraz siostry Paulina i Karolina Chapko (Regina i Dorota Polańskie). Właściwie tylko ostatnie dwie osoby, co oczywiste, łączy jakakolwiek chemia. Cała reszta jest wyraźnie rozluźniona, jak gdyby nie było czasu na duble, a każdą scenę odgrywano tylko raz.

Nie jestem w stanie powiedzieć, co tu się tak właściwie stało. Wiadomo, że nie każdy serial musi być wybitny, nie od każdego można wymagać jakości, czasem trzeba odpuścić i dobrze się bawić podczas seansu… ale kto, u licha, włącza kryminał, w którym ginie po kilka osób na odcinek, tylko dla dobrej zabawy? Już pisząc o pierwszym odcinku, zastanawiałem się, czy jest szansa, by Ultraviolet wyszło jeszcze na prostą, czy raczej powinniśmy dziękować twórcom, że nie próbowali nas zwodzić i od razu pokazali, że nie do końca podołali zapowiedziom ważniaków z AXN oraz Sony Pictures Television. Po obejrzeniu pełnego sezonu z całą pewnością wykluczyć mogę opcję numer jeden, druga jest natomiast bardzo dyskusyjna. Dużo było zachwytów nad samą ideą i owocną współpracą polskich filmowców z amerykańskimi producentami przy jej realizacji, zachwalano serial na wszystkie możliwe sposoby, ale trudno nie odebrać tego jako zaklinanie rzeczywistości. Ultraviolet jest bowiem równie „ambitną” i – przede wszystkim – przepłaconą reklamą kilku firm, co Zbrodnia.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane