Seriale TV

TY SEZON 2. Miłość naprawdę rani

Autor: Agnieszka Stasiowska
opublikowano

Drugi sezon serialu jest zdecydowanie bardziej dynamiczny niż jego poprzednik. Więcej się dzieje, a przez ekran przewija się znacznie więcej ciekawych postaci (zwłaszcza na drugim planie jest wyjątkowo ruchliwie – do moich ulubieńców zdecydowanie należy zaś Gabe, grany przez uroczego w tej roli Charliego Barnetta [Russian doll, Chicago Fire]). Nie jest już tak, że wszystko kręci się wokół Joego i jego wybranki – teraz wszyscy mają swoje kłopoty i próbują je aktywnie i nie zawsze sensownie rozwiązać. Dodatkowo, w trakcie licznych retrospekcji, mamy szansę bliżej poznać dzieciństwo Joego i spróbować zrozumieć, co – poza jego szalonym opiekunem, znanym nam już z sezonu pierwszego – ukształtowało go w osobę, którą jest obecnie.

Penn Badgley w roli Joego/Willa jak zwykle prowadzi nas swoim głosem z offu, ani na chwilę nie pozostawiając widza samego. Aktorsko trzyma poziom i to, co mi tak przeszkadzało w jego grze w poprzednim sezonie, w drugim również mnie uderzyło – nadmierna ekspresja w co bardziej emocjonalnych scenach, która pozbawia go w mojej opinii wiarygodności, robiąc z jego postaci karykaturę. Dzielnie sekunduje mu w tym Victoria Pedretti (Nawiedzony dom na wzgórzu) w roli Love Quinn – początkowo tajemniczo urocza, w kolejnych odcinkach traci kontrolę nad grą i postacią i niepotrzebnie ją przerysowuje. Prawdziwą natomiast perełką jest w tym sezonie James Scully – irytujący w roli nieporadnego, a jednocześnie rozpuszczonego Forty’ego Quinna, budzi jednak w niektórych – właściwych – scenach ciepłe uczucia i trudno się dziwić jego serialowej siostrze, że otacza go taką opieką. Na dnie rozsądku kołacze się przekonanie, że dorosły facet powinien sam zadbać o siebie, ale z drugiej strony Scully tak prowadzi postać, że widz niemal popiera jawnie toksyczną relację rodzeństwa. Carmela Zumbado w roli Delilah, zarządcy budynku, w którym mieszka Joe/Will, całkowicie przyćmiewa Ambyr Childers w roli Candace, co na czas jakiś pozbawia serial silnego przeciwnika dla Joego/Willa. Zresztą, trzeba przyznać, że wątek zagrożenia ze strony byłej dziewczyny głównego bohatera został ewidentnie potraktowany przez twórców serialu po macoszemu, prawie humorystycznie.

Humoru i lekkiego żartu zresztą jest w tym sezonie znacznie więcej niż wcześniej. Ty z pierwszego sezonu to historia, która przysparzała trudności w jednoznacznym jej określeniu, jednak nadal była to opowieść o stalkerze, a poczucie zagrożenia w wyniku jego działań było stale obecne. Sezon drugi kładzie nacisk na zupełnie inne problemy i mimo że trup ponownie ściele się gęsto, nie ma to – jakkolwiek by to nie brzmiało – większego znaczenia. Widz jest stale przekonany, że głównemu bohaterowi wiele ujdzie na sucho i nawet w sytuacji kryzysowej, kiedy – dosłownie! – liczy się każda minuta, wszystko to podszyte jest kpiną.

Sezon drugi serialu po raz kolejny pozostawił mnie z mieszanymi uczuciami. Kat w roli ofiary, ofiara w roli świętej, nic nie jest tam, gdzie powinno, i tak, jak powinno było się wydarzyć. Liczba zwłok, które znienacka mogą upomnieć się o swoje, rośnie w zastraszającym tempie, a wygląda na to, że Joe i jego nowy, nie mniej od niego zbrodniczy wspólnik dopiero się rozkręcają. Czy doczekamy się sprawiedliwości? A może, nieoczekiwanie, ona już nastąpiła pod postacią, której najmniej się spodziewaliśmy?

Kolejny sezon serialu z pewnością trafi na Netflix. Otwarte, dla mnie rozczarowujące, zakończenie pozostawia zbyt wiele możliwości, żeby porzucić tak obiecująco i obficie rozwijających się bohaterów. Caroline Kepnes napisała jak to tej pory trzy powieści o uroczym Joe’em – Ty (oryg. You, 2014), Ukryte ciała (oryg. Hidden Bodies, 2016), które niedawno trafiły do polskich księgarń, oraz trzecią część, która nie miała jeszcze premiery. Czwarta podobno jest już w planach. Szanse na długą przygodę z lubianymi bohaterami zatem są, pytanie tylko, jak zostaną wykorzystane.

Ostatnio dodane