Seriale TV

THE LIBERATOR. Niezwykle zrealizowana animacja o DRUGIEJ WOJNIE ŚWIATOWEJ od Netfliksa

Autor: Marcin Kempisty
opublikowano

Dzięki nowoczesnym technikom animacji komputerowej istnieje możliwość takiego wizualnego przedstawienia historii, o jakiej nie śniło się twórcom z epoki przedcyfrowej. Dzięki przełamaniu pewnych stereotypów tego typu estetyka jest skutecznie wykorzystywana do opowieści przeznaczonych dla dorosłych. Ale czy w przypadku Netfliksowego The Liberator było potrzebne wykorzystanie animacji?

Czteroodcinkowy miniserial, oparty na książce Alexa Kershawa, opowiada prawdziwą historię przeprawy 157. pułku piechoty armii USA pod dowództwem Felixa Sparksa (Bradley James) przez południowe Włochy aż do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Dachau. Pięćset dni wędrówki, walki i poświęcenia stanowi niezwykłą pożywkę dla współczesnej popkultury ze względu na wiele zagadnień, które objawiły się przy okazji tego wojennego epizodu. Po pierwsze, walka z Hitlerem to nadal wdzięczny temat dla artystów. Po drugie, wspomniany pułk składał się głównie z żołnierzy pochodzenia meksykańskiego oraz rdzennie amerykańskiego (tzw. Indian), co umożliwiło oddanie czci osobom walczącym w imieniu kraju, którego władza zwracała się wobec nich w rasistowski sposób. Last but not least, omawiany oddział odpowiadał za wyzwolenie obozu koncentracyjnego w Dachau, przy okazji popełniając zbrodnię wojenną.

The Liberator

Już od pierwszych minut serialu powstaje wrażenie, jak gdyby The Liberator było połączeniem Parszywej dwunastki z Kompanią braci. Oto główny bohater – wspomniany Sparks – dostaje za zadanie zrobić „prawdziwych żołnierzy” z grupki niesubordynowanych przedstawicieli mniejszości etnicznych, przesiadujących w areszcie z powodu drobnych kradzieży lub napaści na innych ludzi. Oczywiście początkowo współpraca przychodzi z trudem, toteż dowódca musi udowodnić, że można mu zaufać, a wydawane przez niego rozkazy mają sens i służą dobru jednostki. Jak jednak słusznie zauważa Robert Daniels z portalu rogerebert.com, reprezentacja mniejszości etnicznych to tak naprawdę wytrych marketingowy ze strony Netfliksa i twórcy The Liberator Jeba Stuarta, ponieważ narracja skupia się przede wszystkim na białym Sparksie. W trakcie czterech odcinków nie ma czasu na chwilę wytchnienia od fabularnego pośpiechu, by bardziej wgłębić się w psychikę innych postaci. Wystarczą dwie informacje – poczucie skrzywdzenia z powodu rasizmu i chęć współpracy z uwielbianym przełożonym – by stworzyć sylwetki wszystkich bohaterów orbitujących wokół Sparksa, o których nazwiskach od razu się zapomina, ponieważ summa summarum tworzą oni jednolitą masę, tło dla poczynań białego, szlachetnego protagonisty. Tak naprawdę w The Liberator na poważnie istnieje tylko Sparks, reszta pozostaje jedynie tłem dla jego przygód, echem przemyśleń, refleksem kolejnych spotkań. O jego kompanach widzowie prawie w ogóle się nie dowiadują, naziści są przedstawieni również bardzo szkicowo, choć zaskakuje, z jaką lekkością przypisuje im się pozytywne aspekty moralne w scenach strzelaniny w górach lub po jednej z potyczek, gdy zgadzają się na rozejm i zebranie ciał zmarłych.

Ograniczenie czasu ekranowego dla ekspozycji postaci drugoplanowych jest tym bardziej zaskakujące, że kolejne elementy podróży żołnierzy są przedstawione w bardzo podobny sposób. Rzadko kiedy pojawiają się przerywniki między kolejnymi potyczkami i strzelaninami, jak gdyby zabrakło wyobraźni, co oprócz wojny miałoby być wiodącym tematem produkcji. Wprawdzie pojawiają się wątki poboczne – epistolarna miłość i tęsknota za ukochaną, kolejne problemy Sparksa z prawem – to jednak one również nie są w odpowiedni sposób rozwinięte. Wszystko odbywa się na podstawowym poziomie, bez udziału większej liczby szczegółów i bez niuansowania prezentowanych zagadnień.

The Liberator

W trakcie czterech odcinków nie ma czasu na chwilę wytchnienia od fabularnego pośpiechu, by bardziej wgłębić się w psychikę innych postaci.

Pod względem fabularnym The Liberator wypada blado, jako odprysk produkcji spod znaku „niezłomnego braterstwa w czasach wojennych”, gdzie ukazywane są trudy służby, ale jednocześnie jej dobre strony, z walką o honor i godność ludzi na czele. Podtrzymywana jest wiara w niezwykle potężną moc poświęcenia za drugą osobę, a także za kraj, kiedy to przychodzi taka potrzeba. W pewnym momencie powstaje nawet wrażenie, że opowiadana historia jest jedynie tłem dla czegoś ważniejszego: wykorzystania przez twórców serialu nowatorskiej technologii Trioscope Enhanced Hybrid Animation. Sposób animacji, podobny do rotoskopowej znanej choćby z Undone od Amazon Prime, stanowi połączenie nagranej żywej akcji z CGI, czego efektem miała być estetyka dostarczająca jeszcze więcej emocji. I rzeczywiście, początkowo cała ta menażeria robi wspaniałe wrażenie: kolory, faktura obrazu, pewna bajeczność działań bitewnych, tego typu elementy wpływają na pozytywny odbiór dzieła. Tylko z czasem, zwłaszcza w okolicach epizodu związanego z wyzwoleniem Dachau, pojawia się pewien zgrzyt. 

Czy na pewno takie wydarzenia powinno się pokazywać w formie hiperrealistycznej animacji? W końcu The Liberator nie jest tylko przygodówką, gdy dochodzi do ukazania wychudzonych ciał więźniów oraz okrucieństwa amerykańskich żołnierzy wobec pojmanych jeńców. Abstrahując od niesłusznie utrzymującego się dyktatu od niczym niezmąconego wolności artystycznej, warto przy okazji serialu Netfliksa zastanowić się, czy aby na pewno każdego rodzaju estetyka i ton opowieści pasują do opisywania najczarniejszych kart z historii ludzkości. 

Z tego względu The Liberator należy traktować przede wszystkim jako próbę zaimplementowania nowego rodzaju animacji na płaszczyznę filmowo-serialową, ponieważ od strony fabularnej propozycja platformy streamingowej nie prezentuje absolutnie niczego, co mogłoby odcisnąć ślad na emocjach i zmienić podejście do zagadnień powiązanych z wojną oraz jej konsekwencjami.

Ostatnio dodane