Seriale TV

RUSSIAN DOLL. Przeintelektualizowany i krwawy Dzień Świstaka

Niespełniona obietnica czegoś intrygującego

Autor: Gracja Grzegorczyk
opublikowano

Wydawać by się mogło, że serial oparty na założeniach z filmów Dzień świstaka oraz Śmierć nadejdzie dziś (Happy Death Day) to swego rodzaju samograj, który na przestrzeni ośmiu odcinków dostarczy pełnej cynizmu zabawy na najwyższym poziomie, ironii, funu oraz namysłu nad naszym życiem. I trzeba przyznać, iż każdy z tych elementów w tym serialu się pojawia. Tyle że całość nie jest aż takim zaskoczeniem dla widza, jak pierwotnie mogłoby się wydawać.

Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia ze złym produktem. Wręcz przeciwnie. Całość bowiem ogląda się znakomicie. Problem jest jednak taki, iż tak naprawdę nic się za tym nie kryje. To po raz kolejny ten sam koncept wielowarstwowego i dziejącego się na różnych płaszczyznach fabularnych i czasowych serialu, który w swoim moralizatorstwie koniec końców gubi się i przechodzi do banału i tandety. A szkoda, gdyż samo założenie miało niesamowity potencjał, finalnie zaś otrzymujemy nieco wybrakowany produkt, który teoretycznie jest zgodny z opisem na opakowaniu, ale jednak oczekiwaliśmy od niego czegoś więcej.

Bez wątpienia pozytywnym aspektem jest relacja, jaka tworzy się pomiędzy główną bohaterką, która utknęła w niekończącej się pętli śmierci i swoich 36. urodzin, a Alanem, który nieustannie przeżywa moment, gdy oświadczył się narzeczonej, a ta wyznała mu, że go zdradza. Obydwoje tworzą niesamowicie interesujący duet, który wspólnie spróbuje się dowiedzieć, co powoduje, że każde z nich wciąż na nowo przeżywa dany dzień, a przy okazji ginie na coraz to nowe i bardziej wymyślne sposoby. Muszę przyznać, iż jest to jeden z tych elementów, które bez wątpienia sprawią, że widz nie raz i nie dwa uśmiechnie się z powodu komizmu sytuacji.

Niezwykle mocnym punktem obsadowym jest, grająca główną bohaterkę, Natasha Lyonne, która zaskakuje i oczarowuje widza już od samego początku. To z jednej strony dekadentka, starająca się żyć po swojemu, a z drugiej strony więzień swoich czasów, w których prawdziwa bliskość to towar deficytowy, a życie zgodnie z zasadą carpe diem jest chlebem powszednim. Interesujące jest, w jaki sposób zachodzi jej przemiana na przestrzeni kolejnych odcinków, a co bardziej dramatyczne momenty dzięki talentowi aktorki wybrzmiewają w odpowiedni sposób. Muszę przyznać, że stara się ona wyciągnąć z roli jak najwięcej, nie popadając jednocześnie w śmieszność czy przesadę.

Największy problem mam jednak z głównym przesłaniem serialu. Im bliżej końca, tym serial coraz bardziej uderza w pesymistyczne tony, sugerując, że śmierć stanowi jeden z nieodłącznych elementów naszego życia, który nastąpi prędzej czy później. Dlatego musimy pogodzić się z tym, że kiedyś nas zabraknie i nie będziemy mieli czasu na uporządkowanie niedokończonych spraw. Nadia, czyli główna bohaterka, musi w dniu swoich urodzin zdać sobie sprawę, że nie może być samolubna i ukierunkowana wyłącznie na samą siebie, gdyż wszystkie nasze działania oddziałują na naszych bliskich i inne osoby z naszego otoczenia. Niby wypada to naturalnie, jednak czuć, że twórcy nie bardzo wiedzą, w jaki sposób domknąć całą historię, więc zarzucają widza truizmami. Bardzo podobny zamysł został ukazany w filmie Śmierć nadejdzie dziś, ale tam zakończenie było pełne ironii oraz sarkazmu i przełamywało konwencje.

Do plusów serialu należałoby zaliczyć fakt, iż dominuje w nim kobieca perspektywa. Jednak to po raz kolejny niewykorzystany potencjał. Główna bohaterka mierzy się z własnymi demonami, destrukcją i chaosem. Jednak kiedy zaczniemy się nad tym wszystkim głębiej zastanawiać, okazuje się, że tak naprawdę nic pod tą grubą warstwą ciekawych pomysłów się nie kryje. Mówienie o kwestii alienacji w roku 2019, kiedy wszyscy jesteśmy samotni, a ze światem zewnętrznym łączą nas social media, wydaje się zupełnie banalne. Być może wiele osób stwierdzi, że sądzę tak dlatego, iż nie jestem w stanie emocjonalnie związać się z główną bohaterką. Nic bardziej mylnego. Po raz kolejny mamy bowiem do czynienia z założeniem, które wydaje się niezwykle ciekawe, inteligentne i wielowymiarowe, ale niestety okazuje się tylko nic nieznaczącą wydmuszką.

Wydawać by się mogło, iż mamy do czynienia z dość ciekawym serialowym początkiem 2019 roku, jednak do grona tworzących go produkcji nie można zaliczyć Russian Doll. Podobnie jak czas oszukuje główną bohaterkę, tak i my zostaliśmy oszukani przez twórców. Pierwsze odcinki wypadają dość obiecująco i można by uznać, że całość ogląda się całkiem nieźle, jednak żadna z pierwotnych obietnic nie została zrealizowana. To jednak bez wątpienia ciekawa próba zabawy z konwencją i czarnym humorem, choć nie do końca udana.

Ostatnio dodane