search
REKLAMA
Seriale TV

OSIECKA. Myśląca komunistka? Refleksje po trzech odcinkach serialu TVP

Odys Korczyński

29 grudnia 2020

REKLAMA
Niemałe było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że szacowna TVP wypuściła się na obce dla niej, wolnościowe niwy w postaci produkcji serialu o Agnieszce Osieckiej. Na dodatek reżyserią zajął się Robert Gliński (wraz z Michałem Rosą), brat naszego ministra kultury Piotra Glińskiego, dziwnie odstający od oficjalnej linii kulturalnej partii i publicznie wyzywający swojego brata od idiotów. Czyżby przeprosił się z TVP, a może pieniądze nie śmierdzą lub nasza publiczna telewizja postanowiła nareszcie zrobić coś bez historyczno-ideologicznego konfabulowania? Traktuję więc tę sytuację jako chichot losu czy też dziejów w stosunku do TVP. A po obejrzeniu trzech odcinków zdziwienie wciąż mnie nie opuszcza.

Agnieszka Osiecka jest postacią niełatwą do ideologicznego zmodyfikowania, przekłamania i wykorzystania, dlatego aż tak bardzo się nie obawiałem radosnej, Rydzykoprzymilnej twórczości TVP. Po trzech pierwszych odcinkach jestem nawet częściowo zadowolony, że socjalistyczność bohaterki została przedstawiona tak czysto na tle dwulicowego komunizmu panującego w Polsce w latach 50. Faktycznie za czasów, gdy Osiecka zaczynała współpracę ze Studenckim Teatrem Satyryków, uchodziła za COŚ w rodzaju „relatywnej komunistki” – w rzeczywistości traktowała ideały stalinizmu bardziej racjonalnie, a nie ideologicznie. Była więc zbyt mało ideowa, czy też jak to inaczej można ująć, ślepa. Jak sama twierdziła z młodzieńczym zapałem, poszukiwała prawdziwego, mądrego życia. Tam jednak, gdzie ono powinno się znajdować, czyli w realnym świecie, nie znalazła go. Dopadło ją za to komunistyczne karierowiczostwo wymieszane z nienawiścią do wszystkiego, co inne i niezgodne z partyjną linią (to jest właśnie ów chichot losu TVP). Z takim komunizmem nie było po drodze Osieckiej. W gruncie rzeczy również Polsce, tyle że staliniści z lat 50. jeszcze o tym nie wiedzieli.

I chociaż po trzech odcinkach ideologicznie nie czuć aż tak bardzo programowej linii TVP, z czego jestem naprawdę dumny, to idealnie również nie jest. A to już nie kwestia historii życia Osieckiej, ale sposobu jej opowiedzenia. Mam w pamięci takie seriale o tuzach naszej kultury jak Bodo czy Anna German. Pamiętam klimat tworzony przez świat przedstawiony w tych produkcjach, chociaż np. Joanna Moro często mnie denerwowała swoim dramatyzmem. Co ciekawe, niektóre odcinki Bodo przecież były reżyserowane przez Michała Rosę, więc w Osieckiej powinien być obecny autentyczny emocjonalny klimat. Nic zaś takiego nie czuję i nie napiszę, że jak na razie. Jeśli do tej pory nie poczułem, obawiam się, że tak już zostanie. Środowisko, w którym funkcjonuje bohaterka, nie łączy się z nią w sposób konieczny, emotywny. Mówiąc prościej, postać Osieckiej funkcjonuje sama w sobie, a dopiero gdzieś daleko za nią widzimy te polskie lata 50. Najbardziej jest to widocznie w jej relacjach z rodzicami. To źle świadczy o staraniach twórców, żeby opowiedzieć historię poetki tak osadzonej w swoich czasach.

Mam wrażenie, że jest tak z m.in. powodów technicznych. Osiecka padła ofiarą kosztów, podobnie jak np. TVN-owska Belle Epoque. Świat polskiego stalinizmu jest w serialu Glińskiego wąski, oszczędny, bez szerszych planów, z archiwalnymi wstawkami, żeby zająć ekranowy czas. Scenografia jest oszczędna, wręcz biedna, a czasami sztuczna – np. nienagannie czysty, odremontowany autobus, którym Osiecka przyjeżdża do Kazimierza Dolnego w poszukiwaniu Marka Hłaski. A przy tym młodzi aktorzy bardzo sztucznie zaprezentowali ówczesną młodzież i jej jakże europejskie marzenia. Sztandarowymi przykładami są tu Zbigniew Cybulski i Bogumił Kobiela. Dwaj wariaci, ryzykanci, wesołkowie, ale zagrani z takim wysiłkiem w okazywaniu emocji, że pamiętając, jak grali w filmach prawdziwi Cybulski i Kobiela, nie chce się zbyt długo na nich w Osieckiej patrzeć, a zwłaszcza słuchać intonacji wypowiadanych przez nich kwestii.

Trochę lepiej jest z Markiem Hłaską, czyli trzecim uwielbianym przeze mnie twórcą (prócz Kobieli i Cybulskiego), tym razem literackim. Niebezpieczne jest konfrontować swoje wyobrażenia po tylu latach wchłaniania twórczości idoli ze stworzoną przez kogoś fikcją. Obawiałem się zatem zobaczyć Hłaskę i się zawieść. Obawiałem się płytkości w ukazaniu jego namiętnej i agresywnej relacji z Osiecką. Ich kontakty w serialu przypominały teatr, a nie chciałem oglądać teatru, tylko mięsistą grę prowadzoną między dwoma tragicznymi osobowościami. Co jednak chciałbym podkreślić, Jędrzej Hycnar jako Hłasko przekonał mnie bardziej niż Eliza Rycembel w roli głównej bohaterki.

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, antyteista, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu w wydaniu Slavoja Žižka, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz reklamowym. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA