Seriale TV

NOWOCZESNA MIŁOŚĆ. Wspaniała serialowa drobnostka

Przy tym serialu wszystkie hollywoodzkie kom-romy mogą się schować. Historie miłości opisywane w "New York Timesie" posłużyły za naprawdę ciekawy materiał - jest wzruszająco, pokrzepiająco, i co najważniejsze prawdziwie.

Autor: Karol Barzowski
opublikowano

To zaledwie osiem półgodzinnych odcinków, ale ile dają radości! Miniserial Nowoczesna miłość z łatwością przebija większość produkcji romantycznych, które pojawiają się co roku w kinach. I choć całość jest niezwykle ciepła, pokrzepiająca, nie myślcie, że to kolejne łatwe i przyjemne opowiastki. Tematyka większości odsłon wcale do błahostek nie należy.

W odróżnieniu od dużej części hollywoodzkich kom-romów Nowoczesna miłość jest wiarygodna. Z ekranu bije prawda, nawet jeśli fabuły niektórych odcinków wydają się zwariowane. W końcu serial ten oparto na cotygodniowej rubryce „The New York Times” opisującej współczesne historie miłosne. Mamy tu parę w średnim wieku u progu rozstania, dziennikarkę przeprowadzającą wywiad z twórcą aplikacji do randkowania, który sam przechodzi miłosne perturbacje, parę gejów adoptującą dziecko szalonej bezdomnej, dziewczynę szukającą figury ojca zamiast partnera czy staruszkę cierpiącą po stracie męża. W tych ośmiu odcinkach dostajemy całe przekrój różnych form dzisiejszej miłości, ale właściwie żadna z nich nie została przedstawiona w sposób banalny, wykorzystujący utarte schematy.

Modern love Dev Patel Catherine Keener

Powiedzieć, że nie zawiodłem się, to mało!

Reżyserem oraz scenarzystą połowy odcinków jest John Carney, autor na przykład Once, Sing Street albo Zacznijmy od nowa. Ci, którzy mieli okazję oglądać te produkcje, wiedzą już, czego mniej więcej mogą się po Nowoczesnej miłości spodziewać. Ja nie potrzebowałem wiedzieć nic więcej o serialu, bo uwielbiam właściwie wszystko, co ma na koncie ten pan. Wiedziałem, że muszę zapoznać się z tym tytułem – powiedzieć, że się nie zawiodłem, to mało. Ciekawostką jest, że jeden z odcinków wyreżyserowała aktorka Emmy Rossum znana z Shameless i Upiora w operze. Ona też poradziła sobie całkiem nieźle, choć scenariusz, nad którym pracowała, z pewnością był wyzwaniem.

Tylko jedna odsłona nie trzyma poziomu pozostałych. Coś tam nie zagrało, ani jeśli chodzi o samą historię, która nie należy do zbyt ciekawych, ani o bohaterów. Można powiedzieć, że w ciągu 30 minut oglądamy dwa całkowicie osobne wątki i nie starczyło czasu, aby uczynić je szczerymi, przejmującymi. Szkoda tym większa, że to akurat na planie tego odcinka (dla zainteresowanych – numer dwa) zebrało się najwięcej gwiazd, mianowicie nominowane do Oscara trio Dev Patel, Catherine Keener i Andy Garcia.

O ile wybór najsłabszej części nie stanowił problemu, o tyle do miana najlepszej kandyduje już kilka. Bardzo wzruszający, ale absolutnie nie tani i szablonowy jest odcinek ostatni z wprost wybitną rolą czterokrotnie nominowanej do Nagrody Akademii Jane Alexander. Ktoś mógłby powiedzieć, że strata bliskiej osoby to stale powielany temat na ekranie – zgoda. Da się go jednak przedstawić w sposób wyjątkowy i to właśnie taki przypadek.

Modern Love Tina Fey

Wspaniały jest też odcinek z udziałem Anne Hathaway, który pokazuje, jak trudno o miłość i zrozumienie osobom z chorobą afektywną dwubiegunową. Tak się składa, że wśród najbliższych mi osób jest taka, która zmaga się z dwubiegunówką, i to właśnie z nią oglądałem tę odsłonę serialu. Zgodnie stwierdziliśmy, że John Carney dokonał wielkiej rzeczy, w tak krótkim czasie celnie prezentując, z czym wiąże się ta choroba. To nie tylko pięknie, pomysłowo nakręcony odcinek ze świetną jak zawsze grą Hathaway, ale wierzę, że również nienachalna misja uświadamiająca.

Naprawdę żałuję, że ten serial skończył się tak szybko. Temat współczesnej miłości jest przecież jak rzeka, można było pokusić się o więcej odcinków. Już zamówiony jest jednak drugi sezon. Polecam wam produkcję Amazona z całego serca, nawet jeśli na co dzień nie lubicie romantycznych historii. Po pierwsze, te są inne, w jakiś sposób prawdziwe i nietypowe zarazem. Po drugie, to zaledwie około trzydzieści minut, historie nie są ze sobą powiązane (poza sympatycznym epilogiem) – potraktujcie to na zasadzie miłej odskoczni, na przykład po ciężkim dniu, gdy robi się już późno i niedługo i tak będziecie chcieli położyć się spać. Gwarantuję, że zaśniecie w lepszym nastroju!

Ostatnio dodane