Seriale TV

DAYBREAK. Największe serialowe zaskoczenie 2019

Mad Max po młodzieżowemu. Niedorzecznie i z przymrużeniem oka.

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Młodzież kontra apokalipsa

W jaki sposób opowiadać o końcu świata, by nie powtarzać się po poprzednikach? Jak mówić o problemach młodzieży, by nie brzmieć pretensjonalnie? Co zrobić, by wypaść oryginalnie, wykorzystując fabularne schematy? Aron Eli Coleite i Brad Peyton, twórcy Daybreak, znaleźli na to sposób.

To koniec pokolenia Y. Teraz przyszłość świata leży w rękach pokolenia A. Wszystko za sprawą apokalipsy, która zamieniła wszystkich dorosłych w zombie, oszczędzając przy tym młodzież. Gromadzą się zatem w gangi, rządzą, dzielą i imprezują. Układają świat według nowych zasad i własnych potrzeb. Przetrwanie jeszcze nigdy nie miało tak luzackiego charakteru, choć nie jest też pozbawione brutalności.

Ten świat, ze swą deskorolką i kataną, przemierza Josh. Apokalipsa nie przeszkadza mu w poszukiwaniu miłości. Jeszcze przed katastrofą zgubił swą ukochaną Sam i teraz nie spocznie, póki jej nie odnajdzie. Pomaga mu w tym grupa nie mniej barwnych i zwariowanych przyjaciół, razem z pyskatą smarkulą i czarnoskórym samurajem. Co przyniesie im rzeczywistość bez dorosłych, w której mogą liczyć tylko na siebie?

W kategorii serialowej to z pewnością jedno z największych zaskoczeń roku 2019. A już na pewno spośród produkcji spod znaku Netflix. Odzwyczaiłem się już bowiem od tego, by popularna platforma potrafiła dostarczać widowni coś tak odświeżającego i energicznego. Może i przerabiamy tu kolejną historię outsidera, który musi odnaleźć sens w najmniej sprzyjających do tego warunkach, ale cała otoczka tej historii jest już w pełni oryginalna, zmontowana w duchu postmodernizmu.

Czego tu nie ma. Bohaterowie notorycznie przełamują czwartą ścianę, drwiąc przy tym z fabularnych schematów. Narracja w sposób bardzo ciekawy wzbogacana jest pojawiającymi się na ekranie napisami, wyjętymi jak żywo z estetyki komiksu. Niemal na każdym kroku twórcy dają do zrozumienia, jak dobrze odrobili lekcje ze znajomości popkultury, wręcz epatując licznymi odwołaniami. Oczywiste porównania to Mad Max, ale dla mnie klimatem serial przede wszystkim przypomina gry z serii Borderlands. I w końcu – z całości aż bije pozytywna energia, luz i humor, które sytuują Daybreak bliżej kategorii młodzieżowej satyry niżeli socjologicznej rozprawy w duchu SF.

Nie było odcinka, w którym przynajmniej raz nie poczułbym się zaskoczony.

Nie było odcinka, w którym przynajmniej raz nie poczułbym się zaskoczony. Czy to rozwiązaniami fabularnymi, czy to kolejnym szalonym sposobem urozmaicenia stylistyki. Ale co było dla mnie najcenniejsze podczas seansu Daybreak, to to, że w tej nie raz głupawej, nie raz jawnie groteskowej zabawie często zdołał przebić się szczery dramatyzm. Ulubiony odcinek? Zdecydowanie Post Mates – ten niemal w całości będący retrospektywą, ten, w którym Josh i Sam postanawiają spędzić ze sobą intymne chwile. To według mnie moment kluczowy dla tej historii, gdyż ujawniający prawdę o bohaterach.

Jeśli miałbym coś do zarzucenia serialowi, to tylko to, że momentami aż za bardzo stara się być niebanalny. Jest przez to nieuchwytny. Daybreak to jazda bez trzymanki, która niejednokrotnie przekracza gatunkowe ramy do tego stopnia, że staje się tworem niejako autotematycznym. Trudno tu mówić o czymś stałym, gdyż nigdy nie można mieć pewności, czy w kolejnym odcinku twórcy znowu nie poświęcą się drwinom ze schematyzmu, niepopychającym jednak fabuły ani o centymetr do przodu.

Należy jednak w pełni docenić odwagę twórców, gdyż stworzyli coś nietuzinkowego i w dużej mierze ryzykownego. Mam świadomość, że wielu widzów w oczekiwaniu na młodzieżowy love story podszyte survivalem mogło się zrazić do humorystycznej tonacji serialu. Ale tak jak pisałem wcześniej, gdzieś w kurzu tej imprezy da się dojrzeć także wiele autentycznej powagi. Te dzieciaki mają bardzo wiele do powiedzenia o ludzkiej naturze, robią to inteligentnie i z przymrużeniem oka. Dajcie im szansę się wygadać.

Ostatnio dodane