Seriale TV

BARBARZYŃCY. Polując na Rzymian w ciemnym, gęstym lesie

Solidne, staranne widowisko historyczne od zachodnich sąsiadów

Autor: Katarzyna Kebernik
opublikowano

Uwielbiam, kiedy moja miłość do kina łączy się z moją miłością do historii; kocham filmy wojenne i kostiumowe, które jak żadne inne pobudzają moją wyobraźnię. Żałuję tylko, że filmowcy nie przenoszą nas w zapomniane epoki częściej, choć z drugiej strony rozumiem, jak kosztowne i czasochłonne są tego typu produkcje. Wśród filmów historycznych szczególnie upodobałam sobie te, których akcja dzieje się w średniowieczu i starożytności, a zwłaszcza w czasach Imperium Rzymskiego. Dlatego z tak dużą nadzieją wyczekiwałam premiery Barbarzyńców.

Do obejrzenia serialu zachęciła mnie nie tylko akcja osadzona w mojej ukochanej epoce historycznej, ale także to, że fabuła miała opowiadać o masakrze w Lesie Teutoburskim – jednej z najbardziej osławionych rzymskich bitew, kiedy to germańskie plemiona wycięły w pień trzy legiony Imperium. Prawie 30 tysięcy rzymskich żołnierzy dowodzonych przez Publiusza Kwintyliusza Warusa wpadło w zasadzkę na nieznanym, trudnym terenie: i w tej germańskiej puszczy, w błocie i bagnie, ginęli jeden po drugim od oręża nacierających zza drzew wojowników. Podobno ocalało jedynie kilkunastu legionistów. Po tym krwawym zajściu Rzymianie ustanowili nieprzekraczalną granicę Cesarstwa na Renie, nigdy więcej nie zapuszczając się w głąb germańskich puszcz; nigdy więcej nie oznaczono też żadnego legionu numerami XVII, XVIII i XIX, uznając je za pechowe (ponieważ to te właśnie legiony wyrżnięto w Lesie Teutoburskim).

Barbarzyńców wyprodukowali Niemcy, dlatego liczyłam na widowisko dalekie od amerykańskiego patosu i sztampy, krwawe, brutalne i realistyczne. Niesamowicie zaintrygował mnie też fakt, że wszystkie kwestie Rzymian miały być wypowiadane po łacinie (!), a germańskich wojów – po niemiecku. Właściwie tylko jedna rzecz budziła moje wątpliwości: to serial Netflixa. Z tego powodu zastanawiałam się, czy otrzymam kolejną taśmową, niedopracowaną produkcję, z jakimi kojarzy się niestety streamingowy gigant. Na szczęście okazało się, że chociaż Barbarzyńcy mają swoje wady, to i tak są bardzo solidną propozycją. Miłośnicy widowisk historycznych powinni być usatysfakcjonowani.

Barbarzyńcom brakuje nieco rozmachu, poza samą bitwą w Lesie Teutoburskim nie ma w serialu wielu sekwencji batalistycznych. Zwolennicy wielkich ekranowych bitew mogą mieć poczucie niedosytu – zwłaszcza że nieliczne sceny walk i pojedynków wypadają naprawdę dobrze, widać po nich, że twórcy umieją je kręcić, więc chciałoby się dostać ich więcej. Produkcja nadrabia to jednak klimatem, starannością w oddaniu historycznych szczegółów i wrażeniem realizmu, wykreowaniem namacalnego świata starych germańskich tradycji i wierzeń. Może brakuje tu nieco surowości i „brudu”, tak oczekiwanych w serialu o barbarzyńskich plemionach, ale piękne kadry dzikiej, niemieckiej, groźnej przyrody sprawiają, że i tak zanurzamy się głęboko w tej tajemniczej, okrutnej krainie.

Barbarzyńcy wyraźnie aspirują do miana następcy Wikingów

Barbarzyńcy skupiają się nie na widowiskowych scenach, lecz na szkicowaniu relacji między głównymi bohaterami oraz portretowaniu tego, jak kumulująca się wewnątrz germańskich plemion frustracja dojrzewa do otwartego buntu przeciwko rzymskim ciemiężycielom. Większą część akcji zajmuje podbudowa do bitwy, kreślenie napięć na linii Rzymianie–Germanie, co wbrew pozorom nie nudzi, ponieważ twórcy postawili na krótki, przemyślany, pozbawiony zapychaczy metraż (ledwie sześć odcinków po 40–50 minut każdy). Śledzimy skomplikowane, dobrze rozpisane i zaskakujące losy bohaterów. Na plan pierwszy wysuwa się para umieszczona po dwóch stronach barykady: wysoko postawiona w plemieniu Thusnelda (Jeanne Goursaud) oraz rzymski dowódca, germański chłopiec wychowany przez Publiusza Warusa, Arminiusz (Laurence Rupp). To dwie silne postaci, jednak to on jest tą bardziej niejednoznaczną i tym samym ciekawszą. Rozdarty między germańskim pochodzeniem a rzymskim wychowaniem, w rozkroku między sprzecznymi powinnościami, dokonuje zarówno wspaniałych, jak i moralnie wątpliwych czynów. Arminiusz to bez wątpienia postać, która spolaryzuje widzów, ale właśnie ta nieoczywistość głównego bohatera stanowi ogromną siłę serialu. Grający go Rupp ma w sobie pewną tajemnicę, wycofaną charyzmę i zagadkę, które przyciągają do ekranu i do kolejnych odcinków.

Arminiusz to jedyna tak skonfliktowana wewnętrznie postać. Czarno-białe rozpisanie racji może drażnić. Twórcy nie pozostawiają cienia wątpliwości: Rzymianie są bez wyjątku okrutni, źli i chciwi, a Germanie dzielni, uciskani i prześladowani. Ci pierwsi bywają miejscami wręcz karykaturalni i kreskówkowi w swej nikczemności. Taką interpretację historii przyjęto w serialu, konsekwentnie prowadząc narrację z perspektywy tytułowych barbarzyńców: ale to sympatyzowanie z germańską stroną konfliktu nie dziwi w serialu stworzonym przez Niemców, potomków owych plemion. W swojej wymowie Barbarzyńcy są oskarżeniem rzuconym tyranii oraz historią walki o wolność i godność. Serial skupia się na ciemnej stronie starożytnego Rzymu – zachłannego, okrutnego Imperium, w swojej pysze próbującego podporządkować sobie świat. Oglądamy tu Rzymian traktujących wszystkie obce kultury jako gorsze, winne uznać cywilizacyjną wyższość Cesarstwa; poznajemy Rzymian niszczących państwa i równających z ziemią tradycje, Rzymian najeźdźców i dręczycieli. Bo czy nie tym właśnie było Imperium dla ówczesnych Europejczyków, startych pod butami legionistów z powierzchni historii?

Barbarzyńcy stanowią bardzo dobrą propozycję dla fanów dawnych epok i wszystkich tych, którzy chcieliby choć na kilka godzin przenieść się do innej rzeczywistości. Przemyślana, zgrabnie splatająca wątki fabuła oraz przekonujący świat przedstawiony składają się na przyjemnie immersyjne doświadczenie. Końcówka serialu zostawia furtkę na ewentualną kontynuację. Jeśli takowa powstanie, a twórcy zgromadzą więcej środków na sceny batalistyczne i bardziej urozmaicone lokacje, to Barbarzyńcy mają szansę wyrosnąć na godnego następcę Wikingów – do którego to miana wyraźnie aspirują twórcy.

Ostatnio dodane