Ranking

SZYBKA PIĄTKA #84. Najlepsze sceny 2018 roku

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Obecny czas sprzyja podsumowaniom – stąd też ten odcinek Szybkiej Piątki poświęcimy naszym ulubionym filmowym momentom zeszłego roku. Które sceny zachwyciły nas najbardziej? Chwyciły za gardło, podekscytowały, wprawiły w osłupienie? Odpowiedź poniżej.

Uwaga na spoilery!

Filip Pęziński

avengers-wojna-bez-granic

  1. Avengers: Wojna bez granicpożegnanie Visiona. Tegoroczna odsłona przygód największych herosów Marvela to istny emocjonalny pocisk. Oczywiście znakiem rozpoznawczym filmu braci Russo jest wiadomy finał, ale mnie za serce najmocniej chwyta pożegnanie Visiona z ukochaną Wandą.
  2. Pierwszy człowiek lądowanie na Księżycu. Nie było w tym roku sceny mocniej wpisującej się w definicje tzw. magii kina. W finałowej sekwencji filmu Neilowi Armstrongowi i ekipie Apollo 11 w końcu udaje się wylądować na ziemskim satelicie, a całość wygląda wizualnie oszałamiająco, brzmi doskonale (The Landing to absolutnie filmowy utwór muzyczny roku) i wywołuje nieziemskie (hehe) emocje.
  3. Creed II „Jak się nazywasz?”. Filmy o Adonisie Creedzie mocno skupiają się na próbie sprostania przez głównego bohatera legendzie ojca, a zatem kiedy w finale filmu młody Creed po serii ciosów zostaje zapytany w ramach sprawdzenia jego stanu i możliwości kontynuowania walki przez sędziego, jak się nazywa, Adonis wykrzykujący „Creed” przyprawia o istne ciarki.
  4. Mission: Impossible – Fallout skok z samolotu. Szósta odsłona filmowej serii z Tomem Cruise’em w roli głównej to jeden z najlepiej nakręconych filmów akcji w historii. Ja do zestawienia wybrałem niezwykle klimatyczną i emocjonującą scenę skoku z samolotu, która niejako otworzyła mi oczy na to, z jak doskonale zrealizowanym filmem mam do czynienia.
  5. Spider-Man Uniwersum pożegnanie postaci. Nie chcąc specjalnie spoilerować tej filmowej nowości, napiszę tylko, że w finale filmu dochodzi do pożegnania głównych bohaterów, a twórcom udało się przez te niecałe dwie godziny bardzo mocno związać mnie z Pajęczakami z różnych wymiarów, toteż kiedy musiałem je pożegnać, do moich oczu automatycznie napłynęły łzy.

Łukasz Budnik

  1. Avengers: Wojna bez granic Thor zjawia się w Wakandzie. Nie kryję się z tym, że Wojna bez granic absolutnie mnie zachwyciła i całkowicie spełniła pokładane w niej nadzieje. Nawet po kilku powtórkach, gdy wiem już, jak potoczy się fabuła, nadal przeżywam podczas seansu te same emocje. Tym momentem filmu, który każdorazowo absolutnie powala mnie na łopatki, jest bez wątpienia przybycie Thora do Wakandy. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek wcześniej tupał w kinie z ekscytacji, tu zrobiłem to mimowolnie – ciary, satysfakcja i dziecięca wręcz radość. Perfekcyjnie zrealizowana i podbudowana scena.
  2. Pierwszy człowiek – dokowanie. Kolega Filip pisał już o słynnej scenie lądowania, ja z kolei podczas seansu zwróciłem uwagę na fantastyczny moment, w którym następuje dokowanie dwóch pojazdów w przestrzeni kosmicznej. Scena, która od razu przywodzi na myśl Odyseję kosmiczną Kubricka, bardzo poetycka i urzekająca, w dużej mierze dzięki cudownej, walcowej wariacji motywu przewodniego. Pierwszy człowiek nie zachwycił mnie w takim stopniu, jak mojego redakcyjnego kolegę, ale od strony technicznej to absolutne mistrzostwo – sceny dziejące się w kosmosie są fenomenalne.
  3. Deadpool 2 – Wade w zaświatach. Podobnie jak w Wojnie bez granic, w drugiej części przygód Deadpoola mógłbym wytypować co najmniej kilka scen w moim mniemaniu godnych umieszczenia na tej liście, postawię jednak na tę, w której Wade spotyka się z Vanessą w zaświatach. Relacja tej dwójki jest jednym z najjaśniejszych punktów obu części serii – urzekające jest, jak twórcy akcentują nie tylko ich miłość, lecz także przyjaźń – i o ile większa część filmu potrafi solidnie rozruszać przeponę, to opisywana scena wzruszy niejednego. Perfekcyjnym wyborem muzycznym była akustyczna wersja wielkiego przeboju zespołu a-ha – Take On Me i aż żal, że w rozszerzonej wersji filmu została zastąpiona innym utworem.
  4. Revenge – jazda motocyklem. Miałem przyjemność obejrzeć ten film podczas pierwszej edycji Octopus Film Festival i absolutnie zakochałem się w jego stronie technicznej. Cudowna paleta barw i masa pomysłowych, wywołujących opad szczęki ujęć. Do teraz nie mogę wyrzucić z pamięci jednego, teoretycznie bardzo prostego momentu, gdy przez dobrą minutę obserwujemy skąpany w czerwieni, drgający kask motocyklisty pędzącego na swej maszynie. Na sucho być może nie brzmi to szczególnie ekscytująco, ale w połączeniu z fantastyczną syntezatorową muzyką robi niezwykłe wrażenie, szczególnie że zapowiada też finałową konfrontację.
  5. Dziedzictwo. Hereditary – rodzinna kolacja. Bardziej niż elementy grozy, w Dziedzictwie doceniam aspekt dramatu rodzinnego, z którym zmagają się bohaterowie po tragicznej śmierci dziecka i siostry. Apogeum tragedia ta osiąga w scenie kolacji, gdzie bohaterce Toni Collette puszczają bariery i zaczyna wrzeszczeć na swojego syna. Znakomicie napisana i wybitnie zagrana scena – jeśli Collette dostałaby nominację do Oscara, to właśnie ten fragment powinien zostać zaprezentowany podczas prezentacji kandydatów do statuetki.

Maciej Niedźwiedzki

roma

  1. Roma – Cleo wychodzi z kina. O mojej fascynacji Romą pisałem już TUTAJ, ale przypomnę jeszcze raz. Alfonso Cuarón w natchniony sposób operuje detalami, a inscenizacyjnie osiąga naprawdę wirtuozerski poziom. Smutna Cleo wychodzi z kina, wokół niej panuje gwar. Liczba szczegółów w obrazie i niuansów w sferze dźwiękowej atakuje zmysły. Cuarón w tym przepychu znajduje jeszcze miejsce, by otoczyć bohaterkę bańkami mydlanymi. Wnoszą one do tej sceny aurę niesamowitości. Do tej sceny, jak i całej Romy, na pewno będę często wracał.
  2. Narodziny gwiazdyShallow. Widzę stereotypowość bohaterów w Narodzinach gwiazdy, widzę fabularną szablonowość. Niemniej moment, gdy Lady Gaga dołącza na scenie do Bradleya Coopera i w dwójkę zaczynają śpiewać Shallow, był, najprościej mówiąc, przejmujący, naładowany twórczą energią i dzięki temu wywołujący przyjemne ciary.
  3. Wyspa psów – warto walczyć o łup. Wyspa psów niespecjalnie udała się Wesowi Andersonowi. Była tam jednak jedna przezabawna scena, która zapadła mi w pamięć. Dwie rywalizujące ze sobą grupy psów deliberują nad paczką z jakimiś odpadkami (w środku konserwa, but, skórka po bananie itp). Co zaskakujące, psy nie rzucają się gwałtownie na siebie. Wcześniej wymagana jest analiza zawartości. Pełna kultura i dyplomatyczne podejście. Psy decydują jednak, że warto o paczkę walczyć. Zaczyna się draka. Przepiękne, nieco gorzkie i ironiczne. Przekomiczne.
  4. Iniemamocni 2 – Elastyna znajduje kryjówkę Screenslavera. Klimatyczna sekwencja, gatunkowo gdzieś z pogranicza thrillera i horroru. Największe wrażenie robi jednak moment, gdy superbohaterka wchodzi do małego pomieszczenia i zaatakowana zostaje jaskrawymi stroboskopowymi światłami. Wizualne cudo, wywołujące szok i zostające na długo pod powiekami.
  5. Romafinał na plaży. Scenami z Romy mógłbym zapewne wypełnić wszystkie pięć pozycji. W przedostatniej sekwencji Alfonso Cuarón za pomocą posuwistych ruchów kamery nadaje całemu zajściu dynamikę, kapitalnie zaznacza odległości między bohaterami, wprowadza suspens i nutkę niepewności. Całość wieńczy cudownym, malarskim ujęciem splecionej w uściskach rodziny. Trzymam kciuki, by Cuarón dzięki Romie wzbogacił swoje oscarowe konto o kolejnych sześć statuetek.

Janek Brzozowski

  1. Nić Widmo – poranek w domu Woodcocka. Jedna z pierwszych scen najnowszego filmu Paula Thomasa Andersona. Obserwujemy głównego bohatera – projektanta mody Reynoldsa Woodcocka – szykującego się do rozpoczęcia kolejnego dnia pracy, równocześnie śledząc, jak wraz z nim do życia budzi się jego dom. Fascynujące są precyzja oraz rytm całego procesu, wszystko chodzi tutaj jak w najlepszym, szwajcarskim zegarku. Wpuszczone do wnętrza budynku przez siostrę Woodcocka pracownice wspinają się równym krokiem po marmurowych schodach do warsztatu, a za nimi podąża kamera prowadzona ręką samego reżysera. W tle słyszymy zaś fenomenalną ścieżkę dźwiękową skomponowaną przez Jonny’ego Greenwooda. Do teraz pamiętam, jak w kinie na widok tej sceny moje dłonie same chciały składać się do oklasków, a usta zamarły w niemym okrzyku zachwytu. Mogłem tylko, i niczego więcej w tamtej chwili nie pragnąłem, podziwiać kolejne ujęcia, z których każde było jakimś cudem jeszcze odrobinę lepsze niż poprzednie. Od tego momentu, czyli już około drugiej minuty filmu, wiedziałem, że oglądam coś absolutnie niezwykłego.
  2. Tajemnice Silver Lake – konfrontacja Sama z Tekściarzem. Kapitalna, tragikomiczna scena. Główny bohater filmu Mitchella przybywa do tajemniczej, baśniowej rezydencji kompozytora z nadzieją na rozwiązanie tajemnicy zniknięcia pięknej sąsiadki. Tymczasem efekt wizyty Sama jest dokładnie odwrotny – wszystko jeszcze bardziej się komplikuje. Gospodarz zaczyna się bowiem droczyć z naszym bohaterem. Po kolei gra na pianinie kolejne niezwykle popularne utwory, które ponoć sam skomponował na potrzeby konkretnych wytwórni i artystów. W końcu Sam nie wytrzymuje i rzuca się na niego, dzierżąc w ręce jako broń oryginalną gitarę Kurta Cobaina. Tekściarz w ramach samoobrony odpowiada ogniem z rewolweru ukrytego pod pianinem. Fantastyczna, niesamowicie zabawna, ale i trzymająca w napięciu scena.
  3. Dom, który zbudował Jack – wycieczka Jacka w głąb piekła. Nowy film von Triera wchodzi do polskich kin co prawda dopiero w styczniu 2019 (data premiery początkowo wyznaczona na październik 2018 została przesunięta przez dystrybutora), ale wielu kinomanom udało się obejrzeć ten fascynujący obraz już w wakacje podczas wrocławskiego festiwalu Nowe Horyzonty. Jednym z nich był właśnie wyżej podpisany. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie sekwencja, w której główny (anty)bohater jest oprowadzany przez Wergiliusza po piekle. Von Trier do zobrazowania tej niezwykłej podróży korzysta z całej palety technik filmowych. Znajdziemy tutaj zarówno charakterystyczną dla filmowców wiernych założeniom Dogmy wiecznie rozdygotaną kamerę z ręki, jak i balansujące na granicy kiczu slow-motion upodabniające kadr do olejnego malowidła. Dzięki tym wymyślnym zabiegom wędrówka w głąb piekła jest jeszcze bardziej intrygująca i pełna niespodzianek.
  4. Kraina wielkiego nieba – wizyta rodziców u fotografa. Swoim fantastycznym debiutem Paul Dano udowodnił, że jest nie tylko utalentowanym aktorem, ale i świetnym reżyserem. Prawdziwym mistrzostwem świata jest jednak dopiero zakończenie Krainy wielkiego nieba. Rodzice głównego bohatera już po rozstaniu wybierają się na jego prośbę do zakładu fotograficznego. Ojciec i matka siadają potulnie na krzesełkach, gdy tymczasem syn przygotowuje aparat. Kamera pozostaje z dwójką bohaterów i obserwuje ich niezręczne reakcje. Kiedyś tak sobie bliscy, pod koniec filmu nie potrafią nawet spojrzeć sobie w oczy. Ich spojrzenia błądzą nerwowo po granicach kadru w oczekiwaniu na wykonanie fotografii. Wyjątkowo smutna scena, będąca idealną puentą wyjątkowo smutnego filmu.
  5. Mandy – Nicolas Cage masakrujący członków sekty. Na koniec coś z zupełnie innej beczki, czyli żywy mem mszczący się za śmierć ukochanej za pomocą monstrualnych rozmiarów topora oraz zabójczo celnej kuszy. Gdybym musiał wybrać mój ulubiony moment z tej wybitnie krwawej wendetty, to najprawdopodobniej skłoniłbym się ku niespodziewanemu pojedynkowi na piły łańcuchowe albo zgnieceniu głowy gołymi rękoma. Doprawdy trudno się zdecydować.

Gracja Grzegorczyk

  1. Ciche miejsce – scena otwarcia. Choć sam film mnie nie porwał i nie podbił mojego serca, to scena, w której jeden z bohaterów zostaje zjedzony w momencie, gdy uruchamia grającą zabawkę, zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i wbiła w fotel na kilka dobrych minut. Nie było to bowiem typowe straszenie widza za pomocą wymyślnych efektów specjalnych, make-upu czy muzyki. To prosty przekaz, który każe widzowi z niedowierzaniem patrzeć na śmierć dziecka, a co najważniejsze, na bezsilność rodziców, którzy nic nie mogą zrobić, by je uratować.
  2. Mission: Impossible – Fallout – pościg helikopterami. Każda kolejna scena akcji w nowym Mission Impossible przebija poprzednią i kiedy myślałam, że nic już mnie nie zaskoczy, twórcy zaserwowali mi scenę pościgu helikopterami, która przerodziła się w jedną niekończącą się sekwencję akrobatycznych popisów kaskaderskich, niesamowitych ujęć oraz emocji praktycznie do samego końca. Perfekcyjna realizacja i tylko żal, że nie uwzględniono w niej epickiej sceny z trailera.
  3. Deadpool 2 – podróże w czasie. Druga odsłona przygód Deadpoola całkowicie mnie kupiła już od pierwszych minut. Moim ulubionym momentem jest scena po napisach, kiedy to nasz bohater cofa się w czasie, by nie tylko zabić znienawidzonego przez wszystkich Deadpoola z filmu X-men Geneza: Wolverine, ale i samego odtwórcę swojej roli Ryana Reynoldsa, po tym jak ten czyta scenariusz do Zielonej Latarni. Prześmieszne, cudownie ironiczne i jakże niespodziewane.
  4. Avengers: Wojna bez granic – pstryknięcie palcami. Nowa odsłona Avengersów to dla mnie nie tylko fantastyczny event 2018 roku, ale również film, który wypełniony jest po brzegi niesamowitymi momentami. Jednak moim ulubionym jest chwila, w której Thanos po zdobyciu wszystkich kamieni nieskończoności w końcu pstryka palcami i całkowicie narusza status quo całego uniwersum Marvela. Mimo iż wszyscy doskonale wiemy, że to się stanie… do ostatnich chwil łudziłam się, iż jednak do tego nie dojdzie. Niemniej zabicie w finale połowy bohaterów, których oglądamy na dużym ekranie od 10 lat, to jeden z niezapomnianych momentów tego roku.
  5. Meg – to jest drugi megalodon? Czy może być coś bardziej epickiego niż Jason Statham walczący nie z jednym, ale z dwoma megalodonami, czyli prehistorycznymi rekinami, na śmierć i życie? Nie wydaje mi się. Jakież było moje zaskoczenie i radość, kiedy okazało się, że druga połowa filmu – po zabiciu pierwszego z rekinów – nie będzie zwykłym fillerem, lecz epickim pojedynkiem między naszym bohaterem a jeszcze większym, jeszcze bardziej morderczym i jeszcze bardziej głodnym rekinem.

Ostatnio dodane