Ranking

SZYBKA PIĄTKA #74. Ulubione filmowe przygody

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Przygoda przez duże P – często to właśnie tego szukamy w kinie. Czy to w niebezpiecznej dżungli, w bezkresach Kosmosu czy w fantastycznej, baśniowej krainie, przeżywamy przygody wraz z bohaterami naszych ulubionych filmów. A czy zastanawialiście się kiedyś, którą z filmowych historii chcielibyście odczuć na własnej skórze? Oto filmowe przygody, które chcielibyśmy przeżyć naprawdę!

Jakub Piwoński

  1. Trylogia Władcy Pierścieni – wyreżyserowana przez Petera Jacksona trylogia fantasy, to dla mnie filmowa definicja podróży i przygody zarazem. W ogóle zawsze uważałem, że oba wyrazy bardzo blisko siebie stoją, a w tym filmie znajdują jednoczesne ujście. Wielka, życiowa przygoda, przeżywana przez Frodo i jego kompanów, to podróż do jądra ciemności, konfrontacja z najwyższym złe, a w tym także niezwykle oczyszczają doświadczenie skrywana głęboko w nas dobra. Wyznacznikiem wyjątkowości tej przygody jest to, że wodzi nieustannie wodzi nas ona na pokuszenie, za sprawą obecności magicznego pierścienia. To jedna z ciekawszych metafor naszego życia, pełnego przepychu oraz różnego rodzaju odwracaczy uwagi.
  2. Pierwsza trylogia Gwiezdnych wojen – nie bez powodu stoję po stronie przeciwników najnowszych odsłon Gwiezdnych wojen. Nie odnajduje się w tej przygodzie. Dla mnie bowiem oryginalna Saga to przede wszystkim historia Skywalkerów, a przede wszystkim Luke’a. Jego obfitująca w wiele dramatycznych chwil historia, przytacza losy chłopaka tęskniącego za bliskością ojca. Gdy w końcu maska zostaje zrzucona, a prawda wychodzi na jaw, jest to jedna z najbardziej budujących i optymistycznych chwil, jaką dane mi było przeżyć w kinie. Burzliwa przygoda Luke’a, wymierzona w poszukiwanie swej wewnętrznej siły (określanej mianem mocy), za sprawą spotkania z ojcem kończy się sukcesem. Sukcesem mogącym mieć przełożenie także na nasz los.
  3. Trylogia Powrotu do przyszłości – czas jest zjawiskiem fascynującym. Jest jak powietrze – nie widać go, lecz jego działanie i wpływ na nasze życie jest niekwestionowane. Wydostanie się z teraźniejszości i zajrzenie do przeszłości i przyszłości od dawno śni się filozofom. Tą fascynację podziela także Dr Emmett Brown i Mary McFly. To właśnie ten duet wziął udział w przygodzie, mającej na celu złamanie barier czasu. Ich perypetie oglądam zawsze z ogromną przyjemnością. Równie często, co powtórkowy seans Powrotu do przyszłości zdarza mi się też myśleć, do jakiego rejonu historii, dawnej lub przyszłej, to ja chciałbym się udać.
  4. Park Jurajski – na pytanie postawione we wpisie powyżej, najczęściej udzielam jednej odpowiedzi – marzy mi się podróż do epoki dinozaurów. Chciałbym dostać możliwość zobaczenia na własne oczy ówczesnej fauny i flory, napełnienia  płuc ówczesnym powietrzem. Przede wszystkim jednak marzy mi się konfrontacja z dinozaurami, acz w bezpiecznej odległości. Taką zapewnia ekran. W sposób naturalny i niewymuszony, przygoda przeżywana przez bohaterów Parku jurajskiego za każdym razem wywołuje na mej skórze ciarki. Ale nie oszukujmy się – są etapy tej przygody, których bohaterom najzwyczajniej nie zazdroszczę.
  5. Między słowami – kino daje możliwość do przeżywania zarówno wielkich, jak i małych przygód. Tych drugich jest w naszym życiu zdecydowanie więcej. Wśród wszystkich skromnych w wyrazie dramatów, przedstawiających proste, ludzkie sytuacje życiowe, najbardziej cenię sobie film z Coppoli z 2003. Opowiada o słodko-gorzkiej przygodzie dwóch ludzi zagubionych w wielkim mieście, odnajdujących się dzięki niewidzialnej nici porozumienia. Spotkanie tryskające pozytywną energią, jak każda przygoda musi dobiec końca. Ale zostawia po sobie ważne przesłanie – samotność jest w każdym z nas, tylko czeka na dostarczenie jej pożywki.

Berenika Kochan

Przygoda równa się dla mnie z drogą, dlatego w poniższych tytułach bohaterowie szaleńczo przemieszczają się między destynacjami.

  1. Victoria – dlatego, że została wplątana w napad na bank. Nie tylko. Tej samej nocy przeżyła niebezpieczne spotkanie z mafią i zauroczenie nowopoznanym rozrabiaką Sonnem, dwa razy poszła na imprezę, uciekała przed kulami i groziła bronią, porwała zakładnika i… jak gdyby nigdy nic, świt zastał ją idącą berlińską ulicą. Zadziwiające, że Sebastian Schipper nakręcił nie film akcji, a dramat. Jedno długie ujęcie (serio, kamerzysta nie odłożył sprzętu!) wzmaga wrażenie realności. Trzęsący się momentami obraz tak mi się podoba dlatego, że mógłby stanowić zapis prawdziwych wydarzeń. Przygoda Victorii trzyma w napięciu jak żadna inna.
  2. Człowiek-scyzoryk Dana Kwana i Daniela Scheinerta to podręcznikowy przykład filmu przygodowego. Z podręcznika dla geeków, rzecz jasna. Wygwizdany przed premierą za teaser, w którym ciało grane przez Daniela Radcliffe’a puszcza bąka, okazał się być filmem z głębią duchową i wizualną. Wraz z rozbitkiem Hankiem (niesamowity Paul Dano) widz na nowo odkrywa człowieczeństwo, zmuszony jest odpowiadać na dziecięce pytania, nad których sensem jako dorosły nigdy się nie zastanawiał. I to przedzieranie się przez las, zdobywanie pożywienia, odtwarzanie cywilizowanego świata… Przygoda na miarę Robinsona Cruzoe w wersji 2016, pisana po halucynogennych grzybkach.
  3. Pomiędzy nami góry – Ben (Idris Elba) i Alex (Kate Winslet) przeżyli tę przygodę mimo woli. Zdenerwowani utrudnieniami na lotnisku w Idaho, na spółkę wynajęli prywatny samolot. Nad malowniczymi szczytami Gór Skalistych pilot poważnie niedomógł, Maszyna rozbiła się, pasażerowie wylądowali na ośnieżonym zboczu. Przygoda dopiero się zaczyna. Pragmatyczny chirurg i romantyczna reporterka wędrują w poszukiwaniu oznak ludzkości, cierpiąc z braku jedzenia i na wspólne towarzystwo. Co mogło wyniknąć z tak ekskluzywnego przebywania razem, wiadomo. Krytycy zarzucają dziełu Hany’ego Abu-Assada nudę. Chyba trzeba być uczuciową dziennikarką, aby postrzegać ten film inaczej.
  4. Wystrzałowe dziewczyny pewnie miałyby ubaw, gdyby dowiedziały się, że przygód zazdrości im ośmiolatka – bo nie wie, kim jest prostytutka. Jako dziecko popatrywałam na tę gonitwę czterech uciekinierek (Madeleine Stowe, Drew Barrymore, Mary Stuart Masterson i Andie MacDowell), zazdroszcząc podróży na końskich grzbietach, wizyt w saloonach i strzelanin pośród piasków. Kobiety uciekające przed prawem wydawały mi się niezależne, takie “cool”. W tamtych czasach nikt zdawał się nie przejmować, że mogą gorszyć dzieci w Polsacie o 20.
  5. American Honey – zostawić wszystko za sobą, wsiąść i pojechać – taki typ przygody fascynuje mnie najbardziej. Star (Sasha Lane) chciała wyrwać się z kieratu uległej dziewczyny chama i opiekunki dzieci siostry, a pomogło jej w tym przypadkowe spotkanie z Jakiem (Shia La-Beouf), który okazał się członkiem objazdowej grupy, sprzedającej magazyny. Droga pośród ludzi pełnego przekroju kulturowego i seksualnego, noclegi w przydrożnych motelach, handel obnośny door to door, a w końcu szalone, niezdefiniowane, łączące głównych bohaterów uczucie. Po takim filmie chce się zamknąć drzwi z drugiej strony i nie patrzeć przez ramię.

Janek Brzozowski

  1. Seria przygód Indiany Jonesa – kocham je wszystkie (może ostatnią część odrobinę mniej). Uwielbiam Harrisona Forda, który stworzył na potrzeby tej serii swoją drugą, zaraz po Hanie Solo oczywiście, ikoniczną kreację. Pamiętam, że na fali fascynacji postacią doktora Jonesa zakupiłem nawet nieco przypominający jego legendarną fedorę kapelusz, z którym później dumnie pokazywałem się w szkole podstawowej. Z perspektywy czasu odnoszę strasznie przygnębiające wrażenie, że już nigdy nie będę się tak dobrze bawił, jak wtedy gdy na niewielkim ekranie telewizora po raz pierwszy śledziłem zawiłe losy mojego ukochanego poszukiwacza przygód.
  2. Lawrence z Arabii – fantastyczne, monumentalne kino biograficzno-przygodowe. Długo nie mogłem wyjść z podziwu dla Davida Leana oraz Petera O’Toole’a, kiedy po nieomal czterech godzinach metrażu zobaczyłem napisy końcowe Lawrence’a z Arabii. Wszystko w tym filmie zostało wykonane po mistrzowsku: od genialnej, ambiwalentnej kreacji głównego aktora zaczynając; przez piękne, zrealizowane z epickim rozmachem zdjęcia kontynuując; aż na genialnej, co do sekundy przemyślanej reżyserii kończąc. Film obowiązkowy dla każdego fana kina przygodowego oraz całej kinematografii w ogóle.
  3. Aguirre, gniew boży – niesamowita wyprawa w głąb dżungli oraz ludzkiej duszy, którą zafundował nam w 1972 roku Werner Herzog. Przez lekko ponad półtorej godziny wraz z grupą chciwych konkwistadorów przechodzimy potworne trudy skazanej na zagładę ekspedycji. Niepowtarzalne, wyjątkowe, niesamowicie intensywne doświadczenie.
  4. Żywot Briana – szalone perypetie Briana to zdecydowanie jedna z moich ulubionych filmowych przygód. Fantastycznie zainscenizowane, nieziemsko zabawne, niezapomniane skecze z jąkaniem, statkiem kosmicznym deus ex machina oraz ukrzyżowaniem, które zostaje spuentowane kultową piosenką Always Look at the Bright Side of Life na czele. Razem z Monty Pythonem i Świętym Grallem oraz Sensem życia według Monty Pythona Żywot Briana tworzy jedną z najśmieszniejszych serii filmów, jaka kiedykolwiek powstała.
  5. Cast Away – poza światem – niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie rozkleił się jak dziecko podczas sceny “śmierci” Wilsona. Płakałem jak bóbr i to głównie dzięki temu niezwykle silnemu przeżyciu uwspółcześniona wersja historii Robinsona Crusoe znalazła się na mojej liście. Polecam każdemu, ale pamiętajcie, aby przed obejrzeniem filmu Roberta Zemeckisa koniecznie zaopatrzyć się w spory zapas chusteczek higienicznych.

Mikołaj Lewalski

  1. Park Jurajski – najpiękniejsza przygoda, jaką jestem sobie w stanie wyobrazić. Urokliwa wyspa pełna fantastycznych wido… kogo to obchodzi, tu są żywe dinozaury! Najbardziej niesamowite stworzenia, jakie chodziły po naszej planecie i to na wyciągnięcie ręki! Jestem pewien, że na widok pierwszego dinozaura rozpłakałbym się z zachwytu. Bardzo chciałbym też zobaczyć, jak welociraptory rozszarpują żywcem byka – zawsze fascynowały mnie drapieżniki. A że istniałoby spore ryzyko bycia zjedzonym? Cóż, zobaczenie dinozaurów byłoby tego warte
  2. Wszystko za życie – długa podróż po Stanach Zjednoczonych to coś, o czym zawsze marzyłem. Obcowanie z naturą, odkrywanie magicznych miejsc, poznawanie przeróżnych ludzi – to doświadczenie, które mogłoby wiele zmienić. Jest też coś bardzo pociągającego w byciu sam na sam ze sobą i izolacji od cywilizacji. Dobrze rozumiem pobudki Chrisa i zdecydowanie życzyłbym mu innego zwieńczenia tej wyjątkowej przygody.
  3. Trylogia Hobbita – nie chcę powielać większości odpowiedzi kolegi z redakcji, a poza tym zdecydowanie wolałbym przeżyć przygodę Bilba niż Frodo albo jakiegokolwiek innego bohatera Władcy Pierścieni. Podróż, którą oglądamy w Hobbicie obfituje w więcej magicznych momentów i jest znacznie mniej dramatyczna niż ta późniejsza. Mniej stresu, więcej sielanki – po co się katować odpowiedzialnością za los całego Śródziemia.
  4. Han Solo: Gwiezdne wojny – historie – jako że podebrano mi również oryginalną trylogię Gwiezdnych wojen wybiorę przygodę młodego Hana. To bardzo emocjonalna podróż, zapoczątkowana próbą wyrwania się z życia w nędzy i okupiona rozdzieleniem z ukochaną. Ostatecznie jednak Han poznaje swojego najlepszego przyjaciela, zdobywa ukochany statek i pomimo złamanego (ponownie) serca odkrywa, kim tak naprawdę jest.
  5. Django – od poniżanego niewolnika po łowcę nagród, mściciela i bohatera. Wędrówka Django, jak słusznie zauważa doktor Schultz, ma w sobie coś wielkiej legendy. Romantyzm tej historii i bezgraniczna determinacja sprawiają zaś, że głównemu bohaterowi po prostu trzeba kibicować.

Jan Dąbrowski

  1. Kong: Wyspa Czaszki – z całą świadomością niedociągnięć tego filmu (aktorstwo poniżej możliwości, schemat na schemacie, etc.) muszę przyznać, że wciągnął mnie bez reszty. Opowiadana historia, choć każdy ja już kiedyś słyszał, wydaje się świeża i pomysłowa. Duża w tym zasługa widowiskowej formy i zgranej ekipy aktorskiej. Kiedy Samuel L. Jackson i Tom Hiddleston ganiają się po dżungli pełnej gigantycznych owadów i zwierząt, to o nudzie nie może być mowy. Zwłaszcza, że budowana przez cały film mitologia Konga wydaje się częścią większej całości, co sugeruje scena po napisach.
  2. Piąty element – blond Bruce Willis w taksówce i kosmiczna Milla Jovovich o włosach koloru świeżej marchwi – idealny przepis na przygodę życia! Ratowanie Ziemi przed zagładą nigdy przedtem nie było takie pstrokate i odlotowe. Śledzenie drogi bohatera i jego przemiany od sceptyka do romantyka dostarcza mnóstwo zabawy. Zwłaszcza, że w Piątym elemencie tyle się dzieje – z futurystycznej kawalerki trafiamy do centrum miasta przyszłości, by ostatecznie wylądować na ogromnym statku kosmicznym i w rytm arii operowej kasować kolejne złe poczwary. Wszystko po to, by uratować świat od zniszczenia, a po drodze zakochać się w kosmitce o wyglądzie modelki. Brak dziesięciogodzinnej wersji reżyserskiej uważam za skandal.
  3. Indiana Jones i ostatnia krucjata – ze wszystkich filmów o archeologu w kapeluszu ten lubię najbardziej. Chyba dlatego, że obowiązkową przygodę Indy odbywa w towarzystwie ojca i w dodatku gra go Sean Connery. Ten duet wyniósł całą akcję na wyższy poziom zaangażowania, bo walcząc z nazistami i szukając świętego Graala w międzyczasie obaj panowie uczą się o sobie wielu rzeczy. Dla nich to często zaskakujące odkrycia, a dla widzów wspaniała zabawa. Poza tym razem z nimi lecimy sterowcem, jedziemy czołgiem i rozwiązujemy starożytne łamigłówki, a wszystko bez zadęcia i patosu (no, może trochę). Kto nie widzał, ten trąba.
  4. Kapitan Alatriste – tytułowy bohater (grany przez boskiego Viggo Mortensena) to zaprawiony w bojach żołnierz walczący za Hiszpanię w wojnie trzydziestoletniej. Jest coraz starszy i coraz bardziej zmęczony, ale to właśnie na polu bitwy naprawdę czuje, że żyje. Ponieważ oprócz rapiera używa także mózgu i umie trzymać język za zębami, często wykonuje specjalne zadania, które zleca mu pierwszy minister króla, hrabia de Olivares (Javier Camara). Ich relacja przypomina tę między Jamesem Bondem a M, tylko w innych czasach. W zależności od charakteru swoich misji, Alatriste zdobywa niderlandzkie statki, czołga w okopach Bredy, a kiedy trzeba – pojedynkuje się w uliczkach Madrytu. Wszystko rzecz jasna w szeroko pojętej słusznej sprawie, a poza dworskimi intrygami w tle nienachalny wątek nieszczęśliwej miłości. Takie kino cynicznej i zmęczonej, ale jednak przygody.
  5. Thor: Ragnarok – podróż boga gromów po galaktyce, zbieranie drużyny, pokonywanie przeszkód i jednoczenie sił przeciwko złej Heli to prawdziwa bomba z przygodami. Wizualny majstersztyk i bezpretensjonalna zabawa (wygląda na to, że po obu stronach kamery też). Trzecia część Thora jest tym ciekawsza, że przez większość czasu główny bohater nie jest wcale taki boski. Przez to musi bardzo się napracować, żeby osiągnąć to, co wcześniej było banalnie proste. Charyzma Chrisa Hemswortha sprawiła, że wyszło to wiarygodnie i angażująco. W charakterze wisienki na szczycie tortu Jeff Goldblum. Przebijcie to!

Ostatnio dodane