Ranking

SZYBKA PIĄTKA #69. Aktorki i aktorzy, którzy zasługują na większe uznanie

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Pisaliśmy już o gwiazdach dużego ekranu w stopniu negatywnym – życząc im szybszej emerytury. To teraz pora odwrócić sprawę i przyjrzeć się tym, których w filmach nie oglądamy wystarczająco często i/lub takim aktorom, których występy nie przekładają się na renomę/sławę nazwiska. Z waszymi typami chętnie zapoznamy się w komentarzach.

Jacek Lubiński

  1. Kyle Chandler – swego czasu Peter Jackson obsadził go w swoim King Kongu w roli charakterystycznego dla starego kina amanta. I faktycznie, Chandler ma to wszystko: charyzmę, twarz przystojnego zawadiaki, głos, posturę, spojrzenie, a do tego także talent. Nadal w pełni niewykorzystany, bo Kyle jak na razie miota się pomiędzy solidnym drugim planem mniejszych lub większych produkcji kinowych i telewizją, gdzie zabłysnął w takich serialach, jak Bloodline czy mniej znane nad Wisłą Friday Night Lights. Szkoda, bo stać go na wiele więcej. Ale też i z drugiej strony po prostu brakuje dziś takiego kina jak dawniej, w którym sprawdziłby się bez problemu.
  2. Ron Livingston – poniekąd typ podobny do poprzednika, choć znany z Kompanii Braci aktor ma w sobie nieco więcej z sympatycznego everymana (aczkolwiek bardzo czekam na produkcję, w której zagrają braci). Podobnie jak kolega, potrafi czasem dostać większe, bardziej charakterystyczne role, a w przeszłości bywało, iż grywał też te główne (kultowe Życie biurowe to wciąż jego najlepszy występ na dużym ekranie). Za mało jednak, zbyt rzadko. I kompletnie bez laurów.
  3. Janusz Gajos – jasne, na swój sposób to gigant polskiego filmu, znany i szanowany przez praktycznie wszystkich widzów. Śmiem jednak twierdzić, że nie jest gigantem, którym mógłby być, gdyby tenże polski film miał mu nieco więcej do zaoferowania. Niestety już od dawna nie ma.
  4. Olivia Thirlby – piękna, ogarnięta, utalentowana, pełna uroku i ciepła dziewczyna, którą mógłbym oglądać praktycznie w każdym filmie. Niestety, nie wiedzieć czemu, Olivia pojawia się na dużym ekranie zdecydowanie zbyt rzadko, w dodatku głównie w filmach niezbyt udanych lub też mało popularnych. Nie wyszło jej (finansowo) z Dreddem – na dobrą sprawę jedynym pełnoprawnym blockbusterem w jej dorobku – ale to nie znaczy, że nie zasługuje na inne tego typu produkcje. Bo zasługuje. I na pewno jest na nie gotowa.
  5. James Badge Dale – znany głównie z ról serialowych oraz tak zwanych ogonów w filmach kinowych. I niemal zawsze w nich błyszczy, skradając dla siebie te tak zwane pięć minut sławy. Nie został za nie jednak specjalnie doceniony ani też nikt nie dał mu pierwszych skrzypiec do zagrania. I znów nie wiem czemu, bo gość ma wszystko, czego główny bohater potrzebuje.

Małgorzata Czop

  1. Sarah Paulson – głównie kojarzy się w kontynuowanym przez wiele sezonów serialem American Horror Story, który przyniósł jej aż 6 nominacji do Emmy. Przede wszystkim króluje na małym ekranie – zagrała w Deadwood, Studio 60 i nagradzanym American Crime Story: Sprawa O.J. Simpsona, gdzie fenomenalnie wcieliła się w postaci Marcii Clark – głównego oskarżyciela w tej sprawie. Na dużym ekranie pojawia się zazwyczaj w rolach drugoplanowych cichych i potulnych kobiet. A jednak Paulson potrafi łączyć w sobie skrajne emocje, budować silne postaci i stara wymykać się schematom. Zachwyciła mnie w kameralnej produkcji Blue Jay. Trzymam za nią mocno kciuki, widząc, jak potrafi zmienić się do roli i jak wielkim poczuciem humoru dysponuje.

  2. Maura Tierney – kolejna serialowa aktorka, która gra ogony i drugoplanowe postaci na dużym ekranie. Tierney ma w sobie przeogromny potencjał dramatyczny i potrafi zmieścić w jednej postaci wiele skrajnych emocji. Zachwycała jako Abby Lockhart w Ostrym dyżurze, teraz przyciąga uwagę rolą Helen w The Affair, gdzie z postaci uwikłanej w nieszczęśliwe małżeństwo, zagubionej w swojej emocjonalności, stała się dojrzałą i świadomą swoich oczekiwań kobietą. Stworzyła niesamowicie dobrze poprowadzoną postać, która rozwija się z sezonu na sezon. Z niecierpliwością czekam na film Beautiful Boy Felixa Van Groeningena, gdzie w końcu pojawi się w głównej roli u boku docenianego Timothée Chalameta i Steve’a Carella.

  3. Ruth Wilson – nietypowa uroda, łatwość przechodzenia metamorfozy i sprawne wykorzystywanie akcentów. Ta Brytyjka potrafi bez fałszu zagrać Amerykankę, z łatwością wchodzi w romantyczne historie w stylu Jane Austen (Jane Eyre), jak i mroczne horrorowe klimaty (I Am the Pretty Thing That Lives in the House). Mnie zachwyciła w kameralnej produkcji Dark River, ale serce skradła całkowicie, grając Alison w The Affair. Chciałabym mieć szansę częściej oglądać ją na dużym ekranie.

  4. Piotr Polak – widziałam go wielokrotnie w teatrze, gdzie nie boi się przekraczać granic. Nie boi się nagości, brzydoty, skrajnych emocji i ambitnych tekstów. Od lat jest w jednym z najciekawszych zespołów teatralnych w Polsce – gra w Teatrze Nowym Krzysztofa Warlikowskiego. Pojawia się sporadycznie w serialach, ale raczej tych niskich lotów. W 2017 roku zagrał w filmie Bodo Koxa Człowiek z magicznym pudełkiemZachwycił wielu, został okrzyknięty odkryciem roku i fenomenalnym debiutem. Szkoda, że wciąż nie dostał szansy, by w pełni pokazać swój talent. Być może nie jest klasycznym amantem, ale doskonale potrafi wejść w kostium i stworzyć niezapomniane kreacje.

  5. Amy Adams – co w tym zestawieniu robi aktorka tak znana? Czeka na Oscara! Amy Adams znajduje się w podobnej sytuacji, w jakiej przez wiele lat był Leonardo DiCaprio. Brak nagrody od Akademii Filmowej staje się niedopatrzeniem, które trzeba dość szybko naprawić. W końcu amerykańska aktorka ma na swoim koncie niezapomniane kreacje, trudne bohaterki i radosne produkcje familijne. Repertuar filmowy Adams jest niezwykle różnorodny, dzięki czemu udało jej się uniknąć zamknięcia w schemacie słodkich i bezbronnych bohaterek. Mnie zachwyciła w Świetliku, Wątpliwości, Mistrzu, American Hustle, Zwierzętach nocy i Nowym początku

Tomasz Raczkowski

  1. Michael Pitt – przypadkowo głośne nazwisko jest chyba przekleństwem uzdolnionego aktora. Pomimo szeregu znakomitych ról (m.in. w Marzycielach Bertolucciego czy Funny Games U.S. Hanekego) Michael Pitt (z innych Pittów) pozostaje od lat w drugiej albo nawet trzeciej lidze Hollywood. Jego przenikliwe spojrzenie i demoniczna charyzma czynią z niego idealnego kandydata do ról czarnych charakterów czy skonfliktowanych wewnętrzne bohaterów dramatów psychologicznych. Grywając drugie plany lub uświetniając mało głośne produkcje, Pitt w moim odczuciu marnuje swój niebagatelny potencjał i talent, który zasługuje co najmniej na kilka prestiżowych nominacji, do których jednak potrzeba klasowych produkcji z sezonu. Osobiście trzymam kciuki za zaangażowanie „tego innego Pitta” do roli bondowskiego szwarccharakteru, co może być dla niego trampoliną do dużej kariery, na którą nie jest jeszcze za późno.
  2. Janet McTeer – angielska aktorka miała swoje pięć minut dwukrotnie, gdy Hollywood zauważyło jej niecodzienną charyzmę i talent przy okazji Niesionych wiatrem (1999) i Alberta Nobbsa (2011). I choć za pierwszy z tych filmów McTeer otrzymała Złoty Glob, trudno mówić o godnym docenieniu jej kunsztu, a nawet o odpowiedniej do posiadanego talentu liczbie atrakcyjnych angaży. Być może problem tkwi w niespełnianiu przez aktorkę hollywoodzkich standardów piękna? Patrząc na wybitne kreacje w Krainie traw czy we wspomnianym Albercie Nobbsie, gdzie przyćmiła również świetną Glenn Close, niełatwo bowiem zrozumieć dlaczego McTeer nie jest częściej obsadzana w ważnych rolach skomplikowanych i charyzmatycznych bohaterek.
  3. Lars Mikkelsen – kolejny na mojej liście „ten drugi…”, ale tym razem faktycznie spokrewniony z „tym pierwszym”. Młodszy brat Madsa Mikkelsena być może ustępuje mu nieco urodą i charyzmą, ale nie kunsztem aktorskim. W rodzinnej Danii udowadniał swój talent niejednokrotnie (przede wszystkim w oryginalnym serialu kryminalnym Zabójstwo), a międzynarodowej widowni dał się poznać dzięki regularnym występom w House of Cards i Sherlocku. Młodszy z Mikkelsenów zasługuje w mojej opinii na większe uznanie zarówno w ojczyźnie, jak i na scenie międzynarodowej, na obu bowiem pozostaje w wyraźnym cieniu brata, podczas gdy stać go na o wiele więcej niż okazjonalne brylowanie na drugim planie.
  4. Łukasz Simlat – tym razem aktor rodzimy, który w ostatnich latach przejął chyba od Jacka Braciaka rolę dyżurnego specjalisty od znakomitych ról drugoplanowych. Simlat obdarzony jest talentem większym niż niejeden z kolegów regularnie brylujących na pierwszym planie, a do tego dał się poznać jako aktor wszechstronny i charyzmatyczny. Mocniejszy rozkwit kariery tego aktora blokuje prawdopodobnie jego nieokładkowa uroda, zniechęcająca producentów do powierzania mu bardziej wyeksponowanych ról. Szkoda, bo nieopatrzony Simlat mógłby z powodzeniem przejąć część angaży przepracowanych przystojniaków i dostać w końcu szansę zabłyśnięcia na pierwszym planie wysokiej jakości filmu, dającego mu popularność i lepszą pozycję w branży.
  5. Terry O’Quinn – weteran drugiego i trzeciego planu oraz seriali zyskał na kilka lat rozgłos dzięki świetnej roli Johna Locke’a w kultowych Zagubionych. Jak się jednak okazało, nie był to przełom w jego karierze, ale jedynie chwalebny epizod, nieprzekładający się na specjalny wzrost popularności czy uznania. Specjalista od specyficznie fajnych postaci Terry O’Quinn mógłby być z powodzeniem stałym bywalcem gali oscarowych przy okazji kolejnych nominacji za błyskotliwe role drugoplanowe, ale niestety albo zawodzą go zawodowe wybory, albo też z jakiegoś powodu nie przekonuje swoim arsenałem aktorskim producentów. Jego przykład pokazuje być może, jak niełatwo o hollywoodzki splendor, bo samymi umiejętnościami O’Quinn zasłużył na lepszą karierę.

Janek Brzozowski

  1. Jake Gyllenhaal – gdzie się podziały te wszystkie Oscary? Fenomenalna, momentami wręcz hipnotyzująca rola w Wolnym strzelcu, zjawiskowe kreacje w dwóch projektach Denisa Villeneuve’a, świetny występ u boku Heatha Ledgera w Tajemnicy Brokeback Mountain. Wymieniać można by jeszcze bardzo, bardzo długo. Niestety Gyllenhaal jest jednym z najbardziej niedocenianych przez różnego rodzaju Akademie Filmowe aktorów na świecie, a liczba nagród, które otrzymał, jest odwrotnie proporcjonalna do skali jego talentu. Trzymam kciuki, aby w najbliższej przyszłości się to zmieniło i Amerykanin mógł z uśmiechem na ustach zapełnić złotymi statuetkami co najmniej kilka naprawdę długich półek w swoim mieszkaniu.
  2. Chris Pine – naprawdę niedoceniany aktor, który swoją drogą obchodził wczoraj trzydzieste ósme urodziny. Amerykanin głównie kojarzony jest z postacią legendarnego kapitana USS Enterprise – Jamesa T. Kirka, w którego wcielił się na potrzeby serii Star Trek. Swoją prawdziwą wartość aktor udowodnił jednak dopiero w 2016 roku. Zaangażował się wówczas w Aż do piekła – projekt realizowany przez Davida Mackenzie’ego oraz Taylora Sheridana. Pine’owi udała się w tym filmie rzecz doprawdy niewiarygodna: swoją niesamowitą kreacją przyćmił Bena Fostera oraz samego Jeffa Bridgesa. Już niedługo na Netfliksie ma ukazać się kolejny obraz Mackenzie’ego, w którym wczorajszy solenizant zagra pierwsze skrzypce. Nie wiem jak wy, ale ja czekam z niecierpliwością.
  3. Ben Stiller – pierwsze skojarzenie? Zapewne Noc w muzeum, ewentualnie Poznaj mojego tatę lub Zoolander. Stiller wpadł w pułapkę tych kilku ról w niezbyt ambitnych projektach, które określiły jego ekranowy wizerunek najprawdopodobniej na zawsze. Warto jednak zanurzyć się w jego filmografii trochę głębiej, ponieważ można odnaleźć w niej prawdziwe skarby. Trzy fantastyczne role u Noah Baumbacha, niezwykle dojrzała kreacja w Brad’s Status czy wreszcie świetny występ w Sekretnym życiu Waltera Mitty, które Amerykanin również wyreżyserował. Wbrew pozorom jest z czego wybierać.
  4. Louis Garrel – Francuz, który szerszy rozgłos zyskał po roli Theo w Marzycielach Bernardo Bertolucciego, gdzie wystąpił m.in. u boku Evy Green oraz Michaela Pitta. Aktorską karierę Louis rozpoczął już w 1989 roku występem w Zapasowych pocałunkach wyreżyserowanych przez jego ojca – Philippe’a. Ostatnio mieliśmy okazję podziwiać umiejętności Francuza, oglądając Ja, Godard, które ubiegało się o Złotą Palmę na zeszłorocznym festiwalu w Cannes. Najsilniejszą stroną obrazu Hazanaviciusa była właśnie rola Louisa Garrela, który z wielkim powodzeniem wcielił się w nowofalową legendę.
  5. Domhnall Gleeson – aktor pochodzący z Irlandii, który powoli zaczyna wychodzić z cienia całkiem popularnego ojca – Brendana Gleesona. Domhnalla kojarzyć możecie raczej z ról drugoplanowych: Billa Weasleya w dwóch filmach zekranizowanych na podstawie prozy J.K. Rowling oraz generała Huxa, w którego wcielił się na potrzeby uniwersum Gwiezdnych Wojen. Swoje najlepsze występy zaliczał jednak jako aktor pierwszoplanowy w nieco mniej znanych, niekomercyjnych tytułach. Irlandczyk świetnie wypadł chociażby w niezwykle intrygującym Franku, gdzie miał okazję znaleźć się na jednym planie filmowym m.in. z Michaelem Fassbenderem. Nie można również zapomnieć o fantastycznej Ex Machinie Alexa Garlanda, w której Gleeson także zagrał główną rolę.

Odys Korczyński

  1. Sasha Grey – numer piątki przecież zobowiązuje (69). Sasha ma już bogatą filmografię, więc nowicjuszką przed kamerą nie jest. W głównym nurcie filmów wciąż brak z nią ambitnych produkcji. A przecież natura nie poskąpiła jej urody, a branża porno oszczędziła przed silikonowymi modyfikacjami ciała. Zgodnie z tym, co pokazała w Linku do zbrodni, może swobodnie konkurować z wieloma aktorkami, które są obecnie na szczycie w USA, nie mówiąc o Polsce. Czekam więc z niecierpliwością, wspominając z wypiekami na twarzy jej dokonania w nieco innej branży.
  2. Viggo Mortensen – emblematyczna rola Aragorna uwięziła go aż po dziś dzień. Oczywiście regularnie grywa. Zdarzają mu się nawet bardziej znane role (Historia przemocy, Niebezpieczna metoda). To wszystko jednak tkwi gdzieś w cieniu Obieżyświata. Tak pięknie wyciosana twarz Mortensena zasługuje na jeszcze jedną taką wielką rolę.
  3. Renata Dancewicz – cóż jej pozostało oprócz etatowego grania w Na wspólnej? A zaczynało się tak pięknie, nie tylko ze względu na imponujące piersi w Diabelskiej edukacji albo Pułkowniku Kwiatkowskim. Renata ma talent. Potrafi grać lekko i autentycznie, nawet w mydlanej operze. Potrafi czysto mówić, a tembr jej głosu od razu można zapamiętać. Potrzeba jej tylko ambitniejszych ról.
  4. Dieter Laser – ten człowiek posiada moc wpływania na psychikę. Jego diaboliczna twarz idealnie pasuje do najstraszliwszych horrorów. W Ludzkiej stonodze Toma Sixa sprawdziła się znakomicie. Brak mi takiego charakterystycznego aktora na dużym ekranie. Chyba tylko Robert Z’Dar mu dorównywał. Niestety ze względu na wiek Lasera nadzieja, że go kiedyś zobaczę w kinie, jest coraz mniej realna. Niemniej warto pomarzyć i w ogóle pamiętać, że jest taki niedoceniony aktor.
  5. Robert Gonera – aktor doświadczony, utalentowany i urodziwy. Jego kariera jednak gdzieś się zatarła po Długu i Samowolce. Może to przez koleje osobistego życia? Może z powodu zaangażowania teatralnego i pedagogicznego? Aktor jednak zasługuje na powrót o znacznie większym kalibrze niż rola antykwariusza w wątpliwej jakości serialu Belle Epoque. Na razie widzowie muszą się zadowolić postacią biskupa Jana Grota w Koronie królów. Niezły chichot aktorskiego losu.

Ostatnio dodane