Ranking

SZYBKA PIĄTKA #67. Sceny wywołujące ciary

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Każdy z nas ma chyba takie sceny, które wywołują u niego ciary. Z różnych powodów, w filmach każdego gatunku – ze wzruszenia, z wrażenia, z grozy, z niesamowitości kadru, z wymowności muzyki. Takie właśnie momenty ujmujemy w tej szybkiej piątce. Na wasze czekamy w komentarzach.

Maciej Niedźwiedzki

1. Ojciec chrzestny II – Michael “wybacza” Fredo. Al Pacino daje popis aktorstwa najwyższej próby. Stypa u rodziny Corleone. Na pogrzeb matki przyjeżdża wyklęty Fredo. Przy przejmującej ścieżce dźwiękowej Michael zbliża się do siedzącego przy stole brata. Obejmuje go, wybacza, będzie go dalej kochał. Wtedy spogląda na Ala Neriego, stojącego za plecami Fredo, i wszystko wiadomo. Zapada wyrok. Włosy stają mi dęba, zbieram szczękę z podłogi, czuję się jak porażony prądem. Kurczę – najprawdopodobniej, na pewno, inaczej tego nie potrafię nazwać – to najwybitniejsza scena, jaką spłodziło kino. Czasami budzę się w środku nocy, gdy sobie ją przypominam.

2. Tajemnica Brokeback Mountain – scen, które w Brokeback Mountain ruszają mnie dogłębnie, jest naprawdę multum. Gdy jednak myślę o ciarach, to pierwszy do głowy przychodzi mi taki jeden niepozorny moment. Po głośnej kłótni Alma wychodzi z domu. Za nią biegnie Ennis. Alma nawet nie obraca się w jego kierunku. Przed ich domkiem ich córki bawią się na huśtawkach. Przechodząc koło nich, Ennis pyta się: “Pokołysać was?”. Dziewczynki zgodnie mu odpowiadają: “Nie”. Wściekły Ennis kopie leżące obok wiaderko. Zaraz potem startuje przewodni motyw muzyczny. A ja nie mogę pozbierać się po tej serii ciosów, jakie otrzymał Ennis.

3. Mroczny rycerz i Mroczny rycerz powstajeWhy so serious? / Bane łamie Batmana. 3a – “zwłoki” Jokera lądują na stole bilardowym. Antagonista zrywa się jednak i bierze sprawy w swoje ręce. Uwielbiam wszystkie sceny z Jokerem Ledgera, ale w trakcie tej powietrze jest szczególnie naładowane elektrycznością, atmosfera z każdą sekundą się zagęszcza, zaraz poleje się krew. Każde słowo ma ogromną siłę rażenia, a cały monolog Jokera i jego wykonanie mają wręcz liryczny, złowieszczy charakter. Joker to fascynująca, hipnotyzująca bestia, której jednak nie sposób nie lubić, nie podziwiać, nie wyczekiwać. Ten etyczny paradoks generuje autentyczne dreszcze. 3b – pierwsza, bardzo dobra, połowa Mroczny rycerz powstaje kończy się prawdziwie przejmująco. Bane podnosi Batmana i dosłownie łamie go na pół. Pamiętam autentyczny szok, jaki przeżyłem w trakcie pierwszego kinowego seansu. Aż zapadłem się pod ziemię i straciłem dech. Ciary pełną gębą. Choć do całego finału trylogii Nolana mam sporo zastrzeżeń, tak ten moment został ze mną do dzisiaj.

4. Pixar set. W głowie się nie mieści: rozstanie z Bing Bongiem – bo żadnego innego pożegnania w kinie nie przeżyłem tak boleśnie. To poświęcenie nad poświęcenia, mające także w sobie niesamowite drugie dno. Toy Story 3: zabawki w spalarni śmieci – bo za każdym razem przecieram oczy ze zdumienia i niewiary. Czy naprawdę oni spłoną?! Jedno z najintensywniejszych filmowych doznań. Coco: finał z babcią – bo czułość, z jaką Pixar puentuje ten wybitny film, sprawia, że jako widz zaczynam się topić. Ciary wywołuje połączenie subtelności środków filmowego wyrazu z niebagatelnym, międzypokoleniowym wymiarem tej sceny.

5. Egzorcysta: Merrin pod lampą – mistycyzm w jednym kadrze. Najbardziej uduchowiona scena w historii kina. Wszystkie wątki arcydzieła Friedkina zostają ze sobą spięte. Ksiądz wysiada z taksówki. Otacza go mgła i mrok. Nad nim delikatnie żarzy się uliczna lampa. Z okien domu MacNeilów intensywnie bije chłodne światło, które wzywa Merrina do siebie. A ja otwieram szeroko oczy i oglądam jak zahipnotyzowany. Filmowa magia.

*suplement, bo kocham: GladiatorMy name is… – kolosalna, nieziemska, niesamowita scena. Za każdym razem – przy pierwszym, szóstym, piętnastym, sześćdziesiątym seansie – maleję w trakcie monologu Maximusa do rozmiarów robaka. Charyzma Crowe’a aż obezwładnia.

Jacek Lubiński

  1. Imperium Słońca – moment zobaczenia w akcji Mustanga P-51D – „Cadillaca niebios” – to doświadczenie większe od życia nie tylko dla małoletniego bohatera, ale także dla widza. Wespół z muzyką Johna Williamsa to prawdziwy cymes i efekt totalny, który trudno opisać słowami. Łatwo zatem zrozumieć, czemu zaraz młody Christian Bale traci w przypływie emocji głowę. Fantastycznie wspaniałe ciary!
  2. Carrie – końcowy sen jest od samego początku lekko niepokojący. A potem nadchodzi moment, który za każdym razem działa, wywołując ciary na całym ciele.
  3. Pustka – fenomenalne, tłamszące emocjonalnie zakończenie swoją drogą, ale ciary zawsze wywołuje u mnie moment, w którym Bogart z niepokojącym duszę błyskiem w oku opisuje swoim znajomym potencjalny przebieg morderstwa.
  4. Inwazja łowców ciał – znowu finał i twist w postaci… kto widział, ten wie, jak bardzo “ciarowa” to scena. Zaskakująca, budząca grozę, niepokój i odbierająca nadzieję.
  5. Oczy bez twarzy – operacja przeszczepu twarzy to sekwencja dziwaczna, bo z jednej strony mocno niedopracowana technicznie i z dzisiejszej perspektywy wręcz śmiesznie amatorska. Co nie zmienia faktu, że hipnotyzuje, wywołując może nie tyle przyjemny dreszczyk emocji, co właśnie ciary spowodowane niepewnością i ryzykiem przedsięwzięcia. Pocimy się zatem równie mocno, co bohaterowie.

Tomasz Raczkowski

  1. Nieodwracalne – scena finałowa. Dzięki konstrukcji filmu Gaspara Noé, gdy bohaterka grana przez Monicę Bellucci leży na trawie w parku, ona nie wie, co spotka ją w najbliższej przyszłości – ale my już tak. Ten prosty, ale jakże skuteczny zabieg w połączeniu z podrasowaną przez Thomasa Bangaltera VII Symfonią Ludwiga van Beethovena daje niesamowity efekt, jeżąc włosy na całym ciele.
  2. Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną – impreza w Różowym Pokoju. Porażające połączenie czerwieni i czerni, pulsująca bluesrockowa muzyka i przesycona alkoholem i erotyzmem choreografia. Tak do samozatracenia zmierza Laura Palmer z kinowego prequela słynnego Miasteczka Twin Peaks. Ta porywająca, dekadencka scena to jedna z najlepszych sekwencji nie tylko w filmie, ale w całej karierze Davida Lyncha. Nagłe wrzucenie w skąpany w czerwieni mrok i późniejsze konsekwentne zanurzanie w nim oddziałują intensywnie na poziomie psychofizycznym, wywołując ambiwalentne odczucie zła i równoczesnej fascynacji.
  3. Sicario – jeśli film Denisa Villeneueve’a ma przejść do historii, to właśnie z powodu genialnej sceny przejazdu policyjnego konwoju. Wymierzone idealnie połączenie budującej napięcie muzyki i niepokojącego montażu sprawia, że oglądamy tę scenę na krawędzi siedzenia, a ciało przebiegają ciarki podniecenia. To klasyka budowania napięcia i równocześnie majstersztyk ekspozycji.
  4. Bez przebaczenia – końcowa konfrontacja. Skąpana w mroku i strugach deszczu finałowa sekwencja to kwintesencja mrocznego antywesternu w reżyserii Clinta Eastwooda. Ostateczne starcie Willa Munny’ego i Billa Daggetta opiera się głównie na pełnym napięcia wyczekiwaniu, a nie na kowbojskiej rozwałce. Jest to jeden z najbardziej intensywnych momentów filmu, a rozstrzygnięcie jest zarówno satysfakcjonujące, jak i pesymistyczne i na sprzeczności tych emocji buduje się siła tej sceny.
  5. Niebo nad Berlinem – koncert Crime and The City Solution/Nicka Cave’a & The Bad Seeds. Zmysłowa, kulminacyjna scena arcydzieła Wima Wendersa oddaje stan namiętnej melancholii napędzającej głównego bohatera. Do takiego ładunku emocjonalnego trudno było znaleźć lepszą ilustrację muzyczną niż mroczne postpunkowe utwory Crime and The City Solution i grupy Nicka Cave’a. Kamera ślizga się po twarzach Damiela i Marion, koncentrując się głównie na zespołach grających kolejno w zadymionym, ciemnym klubie, dzięki czemu muzyka staje się równoprawnym elementem sceny. Całość naprawdę porusza i jest jednym z najbardziej zapadających w pamięć fragmentów filmu – kumulującym jego tęsknotę, poetyckość i ucieleśniające się emocje.

Janek Brzozowski

1. To wspaniałe życie – zakończenie, czyli scena, w której George, po ostatecznym zaniechaniu próby samobójczej, powraca do domu i wpada w ramiona najbliższych. W tle przygrywa kolęda, a do domu Baileyów wpadają kolejni mieszkańcy Bedford Falls, aby finansowo wspomóc bohatera granego przez Jamesa Stewarta. Łzy wzruszenia mimowolnie spływają po policzkach, a ciarki pojawiają się na całym ciele. Magia kina w najczystszej postaci.

2. Tylko Bóg wybacza – pojedynek Juliana z Changiem. Nicolas Winding Refn za kamerą, perfekcyjnie dopracowana choreografia walki, hipnotyzująca muzyka autorstwa Cliffa Martineza oraz milczący Ryan Gosling, który dostaje od swojego oponenta solidne lanie. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebuję.

3. Mama – Steve „otwierający kadr” przy akompaniamencie piosenki Wonderwall. Wspaniała scena, na której pojawienie się Xavier Dolan każe widzom czekać ponad godzinę filmu. Dzięki temu jednak ma ona tak ogromną moc oddziaływania. Poczucie nieograniczonej wolności, wielkiego, choć jedynie chwilowego szczęścia i na nowo rozbudzonych nadziei – to wszystko udziela się odbiorcy podczas jej oglądania. Coś wspaniałego.

4. 500 dni miłości – oczekiwania vs. rzeczywistość. Fantastyczne użycie split screena, za pomocą którego reżyser konfrontuje górnolotne wyobrażenia Toma na temat imprezy u jego byłej dziewczyny, Summer, z brutalną prawdą. Dorzućmy do tego jeszcze świetnie dobraną muzykę – Hero Reginy Spektor – i dostaniemy scenę, która wywołuje ciary i łamie serca.

5. Furman śmierci – scena finałowa. David Holm w ostatniej chwili wpada do mieszkania i ratuje swoją żonę przed zabiciem dzieci oraz popełnieniem samobójstwa. Świadom swoich grzechów wpada w rozpacz i błaga małżonkę o przebaczenie. Gdy zostaje mu ono udzielone, David powoli wznosi oczy ku górze i wypowiada ikoniczną kwestię: „Panie, pozwól, aby moja dusza dojrzała, zanim nadejdzie pora żniw”. Długo nie potrafiłem zebrać szczęki z podłogi po tak mocnym zakończeniu.

Katarzyna Kebernik

lord_of_the_rings_eomer_rohirrim_charge

1. Szarża Rohirrimów z Powrotu króla – muzyczny motyw Rohanu Howarda Shore’a zachwyca mnie najbardziej w tej właśnie scenie. Łzy w oczach za każdym razem, kiedy brzmienie skrzypiec się załamuje, a dzielni szarżujący wojownicy nie, mimo że są zasypywani strzałami orków. Polecam powtarzać sobie to epickie cudo przed każdą stresującą życiową sytuacją, egzaminem czy załatwianiem spraw w urzędzie. DEEEAATH!!!

2. Mulan ścina włosy – idolka mojego dzieciństwa, do której i dzisiaj lubię powracać. Potęga tej sceny polega na tym, że wszystko odbywa się bez słów. Mulan idzie na wojnę, chociaż nie umie walczyć, ale woli sama umrzeć, niż wysłać na śmierć swojego starzejącego się ojca. Robi to, co uważa za słuszne: w milczeniu ścina swoje piękne długie włosy, przywdziewa męski strój i pod osłoną nocy ucieka z domu. Piękne, proste i mocne. Najlepsza ze wszystkich animacji Disneya.

3. Scarlett ślubuje, że już nigdy nie będzie głodna – tuż przed dzielącym film na dwie części antraktem Przeminęło z wiatrem wznosi się na wyżyny własnej wybitności. Scarlett O’Hara przemierza spustoszone wojną Południe i powraca do domu, do Tary. Szczęśliwa, wbiega do środka, nie wiedząc jeszcze, co tam zastanie – jej matka nie żyje, ojciec oszalał, jankesi zabrali jedzenie i majątek, służba uciekła. Załamana kobieta wychodzi na pole marchewek – jedynego pożywienia, jakie zostało w Tarze. Rzuca się łapczywie na warzywa, ale zamorzony głodem żołądek reaguje wymiotami, a Scarlett – bezradnym płaczem. Po chwili jednak najwspanialsza heroina kina podnosi się z klęczek i kieruje ku niebu zaciśniętą pięść. Jej sylwetka jest niemal czarna na tle zmierzchu, gdy bohaterka składa przysięgę: „Boga biorę na świadka, że nie dam się im pokonać. Przetrwam to wszystko, a jak wojna się skończy, nigdy więcej nie będę w życiu głodna. Ani ja, ani nikt z moich bliskich. Choćbym miała kraść, kłamać, oszukiwać, zabijać – Bóg mi świadkiem, że nie będę już nigdy głodna”. Grające w tle Tara’s theme przybiera na mocy, kamera się oddala, a my patrzymy na drobną, samotną postać na tle wyniszczonego krajobrazu i czerwonego nieba.

4. Rosemary widzi swoje dziecko – jedna z najlepszych scen w historii horroru. Nie zobaczymy dziecka Rosemary w Dziecku Rosemary, ale zobaczy je jego matka. Przerażenie na twarzy Mii Farrow w momencie, kiedy podchodzi do kołyski, jest tak wymowne, że scena ta jeży włosy na karku skuteczniej niż wszystkie komputerowe straszydła razem wzięte. W połączeniu ze ścieżką dźwiękową Komedy całość staje się arcydziełem. Polański doskonale wie, że niewidoczne przeraża najbardziej, a dobre kino grozy potrafi poruszyć nie tylko somatyczny układ nerwowy, ale i wyobraźnię widza.

5. Poznajemy tajemnicę Zniknięcia – francusko-holenderski film z 1988 r. należy do najbardziej oryginalnych, mrocznych i przygnębiających thrillerów, jakie widziałam. Sam Stephen King określił Zniknięcie mianem najbardziej przerażającego filmu, jaki kiedykolwiek obejrzał. To jeden z tych obrazów, w których przypadku najdrobniejszy spoiler psuje seans, dlatego w trosce o tych, którzy jeszcze Zniknięcia nie widzieli, napiszę tylko – końcówka pozostawi was z ciarami na całym ciele i nie zapomnicie o niej nigdy.

Ostatnio dodane