Ranking

SZYBKA PIĄTKA #58. O CO KAMAN?! Filmy, które najdłużej rozkminialiśmy

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Na godziny filmów, o których zapominamy minutę po zakończeniu, zdarza się czasem jeden film, o którym myślimy godzinami. Przedstawiamy obrazy, które zostały z nami na długo.

Szymon Skowroński

  1. Głowa do wycierania – moje wielkie rozkminianie kina zaczęło się właśnie od tego tytułu. Myślę, że szesnastoletni chłopak nie jest gotowy na starcie z surrealistycznym eksperymentem, którego treść dotyczy w pewnym stopniu strachu przed ojcostwem. Niemniej pełnometrażowy debiut Davida Lyncha wzbudził we mnie fascynację kinem nietypowym i zmusił do wielogodzinnych analiz fabuły i formy. Przy tej okazji – zauważyliście na przykład, że Henry wygląda jak ołówek?
  2. Akira – gigant. To jedyne słowo, którym jestem w stanie opisać tę japońską animację science fiction. Przy czym ten gatunek jest tutaj jak najbardziej słuszny. Film (i manga) przedstawia wizję wyzwolenia atomowej energii w celu stworzenia wyższego stanu świadomości. Scenariusz tego widowiska oparto na wątku mesjańskim, który zgwałcono i okaleczono. Zamiast zbawcy świata mamy tutaj chłopca obdarzonego mocą tworzenia nowych światów, jednak jego moralność jest zbrukana ciężkim dzieciństwem w skorumpowanym i niebezpiecznym Tokio. Pierwsza połowa filmu to genialne kino awanturnicze, ale potem robi się bardzo, bardzo, bardzo dziwnie. Żeby złożyć to wszystko w jedną całość, trzeba poświęcić czas na kilka seansów, najlepiej dołączyć do tego lekturę mangi i zagłębić się w problematyce, jaką porusza nurt cyberpunk.
  3. Oldboy – konstrukcja tego revenge thrillera jest zawiła, ale nie tylko ona sprawia, że o Oldboyu myśli się jeszcze długo, długo po seansie. Zaburzenia chronologii, kilka linii czasowych, skomplikowane relacje między postaciami to materiał na co najmniej dwa seanse, ale prawdziwy materiał do analiz przynosi reżyserska strategia wizualna, oparta na skojarzeniach kolorów, kompozycji kadrów i bogatej symbolice. Film, do którego można wracać wielokrotnie. A rozwiązanie tej historii powoduje w człowieku traumę na tygodnie…
  4. Mulholland Drive – drugi Lynch w zestawieniu, nie bez powodu. Mulholland przynosi dwa powody do rozkmin. Pierwsza to sam film. Trzeba go obejrzeć, a potem – “rozwiązać”. Reżyser podrzuca kilka podpowiedzi w postaci kluczy (dosłownie), ale okazuje się, że w jakikolwiek sposób nie układać sobie poszczególnych wątków, w każdej konfiguracji znajdzie się coś, co nie pasuje do reszty. I trzeba zacząć od nowa… Druga sprawa jest taka, że całkiem niedawno film znalazł się na szczycie listy najlepszych obrazów XXI wieku wg BBC. To również daje do myślenia i również nie przynosi żadnego, jedynie słusznego, wniosku. No bo osiągnięcie Lyncha można postawić na szczycie podium, ale czy można mieć sto procent pewności, czy w ogóle rozumie się ten film i potrafi go obiektywnie ocenić? No właśnie. Listy “top” to na pewno nie miejsce dla kina Lyncha.
  5. Holy Motors – film Leosa Caraxa to wyraz umiłowania do X muzy, obraz zupełnie nieprzewidywalny, wymykający się wszelkiej klasyfikacji. Luźno związane ze sobą wątki dotyczą różnych zagadnień związanych ze sztuką i techniką filmową, a wszystkie razem stanowią coś więcej niż sumę swoich części. Carax przez długi czas był na artystycznym urlopie i wrócił z obrazem ryzykownym, stawiając wszystko na jedną kartę. Czy mu się udało? Sądząc po reakcjach krytyków – owszem. Sądząc po ilości refleksji, przemyśleń, wrażeń i pytań, jakie stawia Holy Motors przed widzem – udało mu się to znakomicie.

Jacek Lubiński

  1. Wrong – ten film to jeden wielki WTF?, gdzie absurd goni absurd i bije go w głowę abstrakcją. Mindfuck dobry na każdą okazję i w sumie jeden z tych filmów, które chyba nie mają większego sensu na żadną metę.
  2. Tetsuo Japończycy potrafią doprowadzać świat zachodni na granicę cierpliwości wszelakiej. Tetsuo osiąga pod tym względem szczyt przerostu formy nad treścią, w związku z czym ta druga domaga się dogłębnej autopsji.
  3. Drabina Jakubowa – kto widział, ten wie, o co chodzi (czy też raczej: wciąż do tego dochodzi). A kto nie widział, ten już ma przed sobą ekscytujący seans godny otwarcia nowego rozdziału w pamiętniczku.
  4. Zagubiona autostrada – właściwie większość filmów Davida Lyncha podpada pod kategorię “chyba nawet autor nie do końca wiedział, co chciał przekazać”. Moim ulubionym i najmocniej skłaniającym do refleksji filmem reżysera jest jednak ta nocna przejażdżka z diabłem. Może nie jest najtrudniejsza do rozszyfrowania, ale po prostu nie można przestać o niej rozmyślać.
  5. Coś – film nie jest specjalnie skomplikowany, ale końcówka wyzwalała swego czasu wielogodzinne, ekscytujące debaty, w których każdy mógł mieć trochę racji.

Dawid Konieczka

  1. Inland Empire intensywnie się zastanawiałem gdzieś przez pierwsze pół godziny filmu. Później już dałem sobie spokój i do dziś nie wiem, o czym Inland Empire jest. Jakkolwiek skomplikowane bywają filmy Lyncha i rozsupływanie ich fabuł często sprawia satysfakcję, tak przy ostatniej pełnometrażowej fabule reżyser wyraźnie przedawkował to, co zazwyczaj bierze i zaserwował wysoce modernistyczny, niespójny obraz, który wielu – w tym mnie – szybko przytłoczył mocno przesadzoną liczbą elementów, które, jak w pewnej popularnej sieci sklepów meblowych, samemu trzeba sobie rozłożyć na podłodze, poskładać, a i tak na końcu zostanie ta jedna śrubka, która gdzieś przecież powinna zostać wkręcona.
  2. Wróg szczerze uwielbiam filmy, które opowiadając jedną, skomplikowaną historię, tak naprawdę mówią o czymś wyjątkowo prostym i na swój sposób uniwersalnym. Podobnie jest też w przypadku obrazu Villeneuve’a (a może nie do końca?), aczkolwiek tym razem dokopanie się do sedna przez tę żółtawą, na swój sposób nieprzyjemną opowieść wymagało znacznie więcej cierpliwości. Nie boję się przyznać, że przy zinterpretowaniu Wroga posługiwałem się wiedzą innych, mądrzejszych od siebie ludzi.
  3. Powiększenie bodaj najsłynniejszy film Michelangela Antonioniego pozornie nie jest specjalnie zagmatwany, zwłaszcza gdy przeczyta się jego pobieżny opis. Ot, historia fotografa, który dostrzega na zrobionym przez siebie zdjęciu zbrodnię i docieka, co tak naprawdę się wydarzyło. Nie sposób jednak zignorować wielu osobliwych scen pojawiających się w Powiększeniu, które jakoś wybijają z tego, skądinąd wyjątkowo powolnego, śledztwa (jak choćby ostatnia scena z mimami grającymi w wyimaginowanego tenisa). Protagonista prowadzi swoje śledztwo, a widz swoje, którego celem jest odkrycie zamysłu twórcy.
  4. Ofiarowanie każdy film Andrieja Tarkowskiego to na swój sposób duchowa podróż w świat pełen metafizyki i licznych, bardzo niejednoznacznych symboli. Ostatni film w dorobku radzieckiego mistrza jest chyba najbardziej tajemniczym i chociaż po pewnym czasie można ułożyć sobie w głowie pewną linię znaczeniową, to ma się poczucie, że nigdy nie wyczerpie ona bogactwa Ofiarowania.
  5. 2001: Odyseja kosmiczna jednym z elementów składających się na niepowtarzalność i artyzm Odysei kosmicznej jest możliwość wielorakiego jej interpretowania, a niemal każde odczytanie będzie miało jakiś sens. W najgorszym razie można pozostać przy myśli, że to film o astronautach próbujących zbadać kosmiczny monolit.

Odys Korczyński

  1.  Lobster szczerze wątpię, czy w ogóle jest sens angażować zwoje mózgowe w zrozumienie abstrakcji, którą zapodał widzowi Lanthimos. Nie mam problemu z intelektualnym przyswojeniem fabularnej koncepcji filmu, jednak zachodzę w głowę, po jaką cholerę wszystko zaprezentowane jest z taką teatralną emfazą. Aktorzy patrzą po sobie, jakby ktoś zrobił im lobotomię albo dał solidną dawkę chloropromazyny, i dodatkowo te zwolnienia. Ten film to męka przy oglądaniu i jeszcze długie, bolesne skurcze szarych komórek po seansie.
  2. Powidoki słyszałem głosy, zwłaszcza w telewizji, że ostatni film Andrzeja Wajdy miał być arcydziełem, a przynajmniej pełnym mięsistej treści zwieńczeniem twórczości niewątpliwie wybitnego reżysera. Wyszło nudne widowisko i tylko dzięki ciekawej grze Bogusława Lindy da się ten film jakoś przetrzymać do końca. Cała rozkmina w tym przypadku polega na trochę niewygodnym rozmyślaniu, dlaczego Wajda uznał, że na dobry film wystarczy tak krótki okres życia malarza. Rozumiem, gdyby to był np. Aleksander Wielki, ale Strzemiński, który nawet jakoś aktywnie nie walczył z komunistycznym reżimem? No cóż, problem ten będę jeszcze jakiś czas rozkminiał.
  3. Ave, Cezar! o co kaman z tymże ludzie tak pieją na temat owej produkcji braci Coen. To wynik renomy twórców? A może po prostu wstyd jest skrytykować film tak wielkich reżyserów. Cały czas się zastanawiam, dlaczego tak jest, że wystarczy, że Amerykanie nakręcą jakiś film, który ich wyśmiewa, zakropią to szczyptą reminiscencji z kina retro i zrobią to rękami komercyjnych aktorów, a publika już krzyczy o znakomitości takiej produkcji. Nie wiem dlaczego, naprawdę nie wiem.
  4. Inaczej niż w raju obejrzałem większość produkcji Jarmuscha, jednak żadna z nich nie wyzwoliła we mnie tylu sprzecznych emocji. Najpierw chciałem film skrytykować, za dłużyzny, niejednoznaczne dialogi, usypiającą muzykę. Później mój spragniony sensacji mózg wpadł na pomysł, że ten specyficzny rytm Jarmuschowskiego niszowego kina ma bardzo racjonalnie uzasadniony cel. Filmy z reguły prezentują nam bajki, w których czas potraktowany jest jako narzędzie do wzmacniania emocji u widza. Jarmusch szanuje ów czas, pozwala mu płynąć bardziej życiowo niż fantastycznie. O tym właśnie ciągle myślę w kontekście filmu Inaczej niż w rajua może też Nieustających wakacji.
  5. Wojna polsko-ruska w tym ostatnim przypadku nie mam żadnego intelektualnego sentymentu ani do filmu, ani tym bardziej do prozy Doroty Masłowskiej. Wręcz ciągle się zastanawiam, jak można było napisać coś tak bez sensu i jednocześnie nakręcić tak denny film. Całość tej męczącej rozkminy pieczętuje żenujący popis aktorski samej Masłowskiej w tejże produkcji. Po seansie pozostają w głowie męczące pytania: Po co? Dlaczego? Może kiedyś wymyślę odpowiedzi.

Jan Dąbrowski

  1. Święta góra – najpierw film bardzo długo za mną chodził, a jak już do niego usiadłem, to teraz nie mogę przestać o nim myśleć. Nawet nie dlatego, że nie wiem, o czym jest. Po prostu ogrom i różnorodność scen sprawiają, że oko ledwie nadąża za wszystkim, co Alejandro Jodorowsky zmieścił w Świętej górze. Wędrówka bohaterów-symboli oraz tajemniczego Alchemika to tylko pretekst dla reżysera, by pokazać, jak bogata jest jego autorska wizja. Malownicze procesje, zestawienie ze sobą różnych światopoglądów, osobliwe, często krytyczne spojrzenie na kulturę Zachodu – wszystko to w połączeniu z przewrotnym zakończeniem jest bardzo intensywne, angażujące i robi wrażenie. Z każdym kolejnym seansem odkrywam kolejne szczegóły budujące filmową rzeczywistość.
  2. Mulholland Drive – prosta historia przypadkowego spotkania dwóch kobiet okazuje się tylko wstępem do mrocznego dramatu z zagadką kryminalną w tle. Wszystko utrzymane jest w poetyce snu, a z czasem wydarzenia przestają być ze sobą powiązane w logiczny sposób. David Lynch nakręcił niewiele filmów, ale Mulholland Drive zapadł mi w pamięć najbardziej, zwłaszcza dzięki scenom takim jak ta w klubie Silencio albo niebieskiemu pudełku, które pojawia się w filmie kilka razy. Wszystko tonie w onirycznym, niepokojącym klimacie, a niejasne fragmenty długo nie dają o sobie zapomnieć. Jak jeszcze zacznie się rozważać powiązanie niektórych scen z serialem Miasteczko Twin Peaks, to w ogóle robi się ciekawie…
  3. Zagubiona autostrada nazywany thrillerem wszech czasów film Lyncha ma też w sobie dużo z horroru. Niesamowity, gęsty jak smoła klimat, narastający niepokój i niespójne, oderwane od rzeczywistości wydarzenia sprawiają, że Zagubioną autostradę przeżywa się w napięciu, a po seansie godzinami do niej wraca. Mimo kilku projekcji nadal zastanawia mnie mnóstwo kwestii, jak choćby tajemniczy mężczyzna w czerni albo kobieta na poboczu drogi. To ludzie, którzy z filmu mogą wejść do twojej głowy na długo.
  4. Anioł zagłady – genialny w swojej prostocie pomysł na film o ludziach, którzy nie mogą wyjść z sali, w której się zebrali. Symboliczna niemoc i stopniowa degrengolada arystokracji uwięzionej we własnym towarzystwie działa na wyobraźnię nie gorzej niż przecinane brzytwą oko w Psie andaluzyjskim.
  5. Milczenie po dwóch seansach wyczekiwanego filmu Martina Scorsesego mój podziw dla tego dzieła nie zmalał ani trochę, natomiast pojawiają się kolejne pytania. Mimo rozmachu oraz przepięknej i jednocześnie okrutnej wizji reżysera to nie forma robi tutaj największe wrażenie. Starcie dwóch światopoglądów wreszcie przedstawiono w filmie tak, by obie strony miały pod dostatkiem argumentów, a odpowiedzi… nie padają. To my musimy sami sobie odpowiedzieć, co sądzimy o bohaterach, ich motywacjach i kto ma rację, jeśli ktokolwiek. Pod tym względem Milczenie to unikatowy i bardzo odważny film, który syci zmysły pięknymi zdjęciami i gimnastykuje mózg filozoficznymi pytaniami.

Ostatnio dodane