Ranking

SZYBKA PIĄTKA #18. Filmy, które znacząco straciły z kolejnymi seansami

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Na pewno znacie to uczucie – niesamowity pierwszy seans, szczęka opadająca pod fotel, pełna fascynacja, docenienie i niezwykła radość związana z obejrzeniem czegoś naprawdę dobrego. 

Założę się, że znacie też takie emocje – kolejny seans brutalnie weryfikujący pierwszy zachwyt. Coś, co wydawało się genialne, okazuje się nie tak emocjonujące, jakbyśmy oczekiwali. To powoduje dość duże rozczarowanie – i na tym uczuciu w poniższej Szybkiej Piątce bazujemy. 

Maciej Niedźwiedzki

1. Ojciec chrzestny – mit Ojca chrzestnego wręcz nakazuje, by z góry uznać go za arcydzieło. I chyba dlatego przez kilka lat za takie go uważałem. Z czasem zauważałem coraz więcej mankamentów tego filmu. Niezręczne pomysły fabularne i drażniący mnie Al Pacino. Jednak najważniejszym czynnikiem, który spowodował spadek mojej oceny Ojca chrzestnego (słowo “drastyczny” jest za mocne, ale “znaczący” wydaje mi się odpowiednie) jest Ojciec chrzestny II. Druga część korzysta ze wszystkiego, co najlepsze w jedynce i z nawiązką rehabilituje elementy, moim zdaniem, nieudane. W dwójce Pacino daje światowej kinematografii najlepszą rolę męską w historii, także obcujemy z najbardziej przejmującym scenariuszem i niespotykaną reżyserią… STOP! (nie mam tyle miejsca w tym krótkim wpisie, by oddać doskonałość GPII – by to zrobić musiałbym napisać więcej niż Proust o poszukiwaniu straconego czasu). Tak czy siak, każdy aspekt Ojca chrzestnego II uwydatnia błędy swego poprzednika. Wszystko to sprawia, że pierwszej części praktycznie nie oglądam, a drugą około trzy razy w miesiącu.

2. Batman Forever – jestem wielkim fanem Batmana. Jest moim idolem, mam trzy plakaty z nim w pokoju (na sześć). Od dziecka za największe arcydzieło z całego uniwersum uważałem właśnie pierwszy film Joela Schumachera. Najlepiej się na nim bawiłem. Burtonowski Batman przez pierwsze 25 minut mnie estetycznie odrzucał, a od razu potem zasypiałem z nudów (bo tam praktycznie w ogóle nie ma Człowieka Nietoperza!). Batman Forever przez bardzo długi okres był dla mnie idealnie wyważony. Jednak z czasem, gdy dorastałem, jego status “arcydzieła” słabł, a Burton rósł w moich oczach. Doszło do biegunowej zamiany miejsc. BF dalej darzę dużym sentymentem lecz nie ma wątpliwości, że mój wstępny zachwyt był błędny.

3. Psychoza – dopiero w wieku 18 lat obejrzałem ją po raz pierwszy. I zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Miejscami przerażający, świetnie sfotografowany itd. Idealnie zaspokajający potrzeby kinomana. Za drugim razem moja ocena diametralnie się zmieniła. Ja wiem, że mistrz suspensu chce zaskakiwać, ale moim zdaniem nie może to się odbywać kosztem zdezorientowania widza, kosztem straty utożsamienia z bohaterami wątku wiodącego. Po słynnej scenie morderstwa pod prysznicem Psychoza całkowicie przestaje mnie interesować. Natomiast końcowa eksplikacja narratora z offu całkowicie odbiera Normanowi tajemnicę, a filmowi Hitchcocka tytuł arcydzieła.

4. Podziemny krąg – za pierwszym razem byłem pod ogromnym wrażeniem strony wizualnej Podziemnego kręgu i charyzmatycznej postaci Tylera Durdena. Dopiero później obejrzałem American Psycho. I moja ocena Podziemnego kręgu spadła. Drastycznie spadła. W obu obrazach przewijają się te same tematy: konsumpcyjne społeczeństwo, kultura yuppie, wybuch gniewu i próba ucieczki w nonkonformizm. O ile lepiej opowiada o tym film o Patricku Batemanie! Podczas gdy w American Psycho dominuje wnikliwa obserwacja pokolenia yuppie, to w filmie Finchera towarzyszy nam pseudofilozoficzny bełkot. Film Mary Harron jest wyważony pod względem treści i dopasowanej do niej formy (tak jak kapitalny pierwowzór Bretta Eastona Ellisa). Teraz to widzę wyraźnie. W Podziemnym kręgu merytoryczna zawartość została zjedzona przez nachalną formę już w trakcie napisów początkowych. Obecnie Podziemny krąg jest dla mnie filmem nieoglądalnym. Jest odpicowaną wizualnie, rozczarowującą pustą bańką.

5. The Rocky Horror Picture Show – po pierwszym seansie nie miałem wątpliwości, że jest to film genialny. Odważny obyczajowo, zaskakujący fabularnie i z zabawnymi żartami. Kilka lat później do niego wróciłem. Jednak tym razem film okazał się nudny, grzeczny oraz trochę głupawy. Na siłę prowokacyjny. Rozumiem doskonale setki tysięcy fanów (i lubię oglądać zdjęcia z ich eventów), dla których TRHPS jest filmem kultowym. Niestety – nie jest już on takim dla mnie.

Piotr Han

1.  Szeregowiec Ryan w wieku około dziesięciu lat oglądałem ten film ze łzami wzruszenia w oczach. Po latach te same sceny wzbudzają we mnie jedynie zażenowanie. Naprawdę żałuję, że nie skończyło się na tym jednym seansie sprzed kilkunastu lat. Oczywiście, sceny batalistyczne ciągle robią na mnie wielkie wrażenie.

2.  Requiem dla snu po pierwszym seansie film Aronofskiego wydawał mi się jednym z najmocniejszych i najbardziej skłaniających do przemyśleń obrazów. Dzisiaj „Requiem” razi pretensjonalnością. Nie lubię takiej taniej gry na emocjach.  Podczas drugiego podejścia nie opuszczało mnie wrażenie, że Aronofsky nie chciał opowiedzieć fabuły, lecz jego celem było stworzenie Ważnego i Skłaniającego do Refleksji Arcydzieła. A z takim podejściem nie da się nakręcić dobrego filmu.

 3. O północy w Paryżu –największą siłą tego filmu są niespodziewane spotkania z legendarnymi postaciami. W czasie pierwszego seansu z niecierpliwością oczekiwałem kolejnych tego typu spotkań, dzięki czemu nie zwracałem uwagi na pozostałe aspekty. Przy drugim podejściu wiedziałem, czego mogę się spodziewać, więc bardziej skupiłem się na analizowaniu fabuły. Niestety, ale okazało się, że nie ma wiele do analizowania. Cała magia prysła.

 4. Piraci z Karaibów i skrzynia umarlakajest to pierwszy film z tej serii, który obejrzałem. Byłem naprawdę oczarowany, zaraz po seansie nadrobiłem zaległości i zapoznałem się z „Czarną perłą”. Nie muszę chyba dodawać, że oryginał przebija sequel  niemal pod każdym względem. Jednak dopiero ponowny seans „Skrzyni umarlaka” uświadomił mi, jak wielka przepaść dzieli te filmy. Nie zmienia to jednak faktu, że całą trylogię do dzisiaj bardzo lubię (czwartej części nie miałem nigdy odwagi obejrzeć, może kiedyś się w sobie zbiorę, ale nie mogę tego obiecać).

 5. Podziemny krągprzy pierwszym podejściu ten film dosłownie rozłożył mnie na łopatki. Doskonała realizacja, mądra i skłaniająca do przemyśleń fabuła oraz jeden z najgenialniejszych zwrotów akcji w dziełach nowożytnej kultury. Po drugim seansie w dalszym ciągu uważam, że film jest nieźle zrealizowany.

Ostatnio dodane