Ranking

REDAKCYJNE TOP 5. Osobiste listy najlepszych filmów 2017 roku

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Mieliście już okazję poznać najlepsze filmy roku, najlepsze seriale, aktorów, i tak dalej. Teraz czas na szczegółowe zestawienie tego, co komu w naszej redakcji podobało się najbardziej. Tym razem, oprócz filmów, które mogliśmy oglądać w polskich kinach, braliśmy pod uwagę też to, czego zabrakło. Gust którego z naszych redaktorów odzwierciedla wasz? Kto najbardziej zaskoczył was swoimi wyborami? Zapraszamy do dyskusji!

Karol Barzowski

1. La La Land

W tym filmie ujęło mnie dosłownie wszystko.  Po wyjściu z kina miałem to wspaniałe uczucie, jakie zdarzyło mi się zaledwie kilka razy w życiu – “czegoś takiego jeszcze nie widziałem”. Mimo że to kolorowy musical, ta historia jest tak bardzo prawdziwa – słodko-gorzka, w dużej mierze smutna, z końcówką, której daleko do typowego hollywoodzkiego happy-endu. Czy romantyczna miłość musi oznaczać rezygnację z miłości do samego siebie? Czy rezygnując ze swoich marzeń, możemy dać drugiej osobie to, co w nas najlepsze? Ważne, niegłupie pytania, w bodaj najpiękniejszej filmowej otoczce. Oboje głównych aktorów zachwyca, ale Emma Stone pokazała w tym filmie coś wyjątkowego. Długo czekałem na taki film.

2. Coco

Właściwie równorzędne miejsce pierwsze. Prawdopodobnie najlepsza animacja, jaką kiedykolwiek widziałem. Zachwyciła mnie ta dojrzała historia, umieszczona we wspaniałym, kolorowym, tajemniczym świecie podczas Dia de los Muertos. Pixar rzadko zawodzi – dla mnie zresztą Coco jest produkcją nieco lepszą od moich dotychczas ulubionych pozycji z tej wytwórni, a więc W głowie się nie mieści i Toy Story 3. Wspaniałe, mądre kino, przenoszące na półtorej godziny do innego świata. Końcówka naprawdę mnie wzruszyła – a przecież stary facet ze mnie.

3. Elle

Produkcja wyjątkowa, igrająca z przyzwyczajeniami widza i będąca zaprzeczeniem fabularnych klisz. Ten seans to ciągłe stąpanie po niepewnym gruncie, częste skręty w nieznaną drogę. Paul Verhoeven zaskoczył mnie – nie spodziewałem się po nim takiego filmu. Od samego początku wiadomo, że to nie będzie zwyczajne kino – główna bohaterka po tym, jak zostaje zgwałcona, zbiera rozbite przez napastnika naczynia, bierze kąpiel, zamawia chińszczyznę. Isabelle Huppert ma na swoim koncie mnóstwo wybitnych ról, ale ta jest prawdopodobnie jej najlepszą. Kocham Emmę Stonę i jej występ w La La Land, ale to Huppert zasłużyła na zeszłorocznego Oscara.

4. Dunkierka

Prawdopodobnie najlepszy film wojenny ostatnich lat. Bije z niego prawda. Zamiast skupiać się na fabularnych twistach, postawiono na emocje. Kiedy oglądamy te przerażone twarze młodych mężczyzn, łatwo można wyobrazić sobie, co wtedy przeżywali. Podskórnie czujemy ich ból. Mało w Dunkierce patosu, a ten, który jest, podano w naprawdę subtelnej formie. Muzyka i zdjęcia dopełniły dzieła – to naprawdę świetne kino, kto wie, czy nie numer 1 w filmografii Christophera Nolana. Po tym, jak w kinie zapaliły się światła, długo nie mogłem jeszcze wstać z fotela. Wiele scen nie może mi wyjść z głowy do teraz.

5. Ukryte działania

Niby klasyczne hollywoodzkie kino. “Pod Oscary”. Ale wykonane tak, że w ogóle nie jest to zarzutem, a przeciwnie – wielką zaletą. Niezwykle ciekawa, inspirująca historia, której nie poznalibyśmy, gdyby nie ten film. I jak świetnie zagrana! Wszystkie trzy główne aktorki spisały się świetnie. Scena, w której grana przez Taraji P. Henson Katherine wreszcie wybucha i wyrzuca z siebie gromadzoną latami frustrację, to prawdziwe mistrzostwo. Niektórzy mówią, że to tylko dzieło sprawnego rzemieślnika, film zrobiony od linijki i tak dalej. Ach, jak cudownie by było, gdyby wszyscy filmowi rzemieślnicy tworzyli na tak wysokim poziomie.

Trochę niżej: Manchester by the Sea, Moonlight, Wonder Woman, Najlepszy

Mariusz Czernic

1. Wind River

„Wilki nie zabijają pechowych jeleni. Zabijają słabe”. Taki jest świat wykreowany przez Taylora Sheridana (Sicario, Aż do piekła). W każdym dniu toczy się walka o przeżycie, a funkcję nieuchwytnego czarnego charakteru pełni zimowo-górska sceneria. To ona jest przyczyną śmierci młodej dziewczyny… Główni bohaterowie w scenariuszu są jednoznacznie pozytywni, właściwie bez żadnych skaz, ale przekonują dzięki charyzmatycznym aktorom. Szczególnie Elizabeth Olsen tworzy bardzo wyrazistą kreację, pełną pasji i zaangażowania, niezłomną, ale bardzo ludzką, wiarygodną. Wind River to wciągający kryminał z inteligentnie budowaną intrygą. Sheridan potrafi kreować nastrój za pomocą celnego dialogu, mrocznej zagadki kryminalnej i niepokojących ujęć plenerowych. Film nie traci mocy nawet wówczas, gdy w pełną napięcia scenę zostaje włączona retrospekcja, która – mimo iż łatwo przewidzieć jej przebieg – powala na ziemię swoją siłą.

2. Brawl in Cell Block 99

Mocne uderzenie od Craiga Zahlera, twórcy Bone Tomahawk. Ci, którzy kojarzą Vince’a Vaughna z serii przeciętnych komedyjek, mogą być zaskoczeni jego występem u Zahlera. Ten bohater ma dwa oblicza. Jest twardy w starciu z ludźmi, miękki w starciu z losem. To życiowy rozbitek, któremu los nie sprzyja, ale jest także twardzielem, którego można zabić, lecz nie złamać. Jego eskapada w stronę Bloku 99 wygląda na pozór jak staczanie się do piekła, jednak duchem wciąż pozostaje blisko rodziny, wspiera ją i chroni. Znakomicie nakręcone są sceny walk – w pełniejszych planach, bez irytująco poszatkowanych fragmentów, inaczej niż w typowych współczesnych blockbusterach. Akcja zmierza w określonym kierunku, ale każdy ruch bohatera zaskakuje. Bo aktor reprezentuje ten typ minimalizmu, w którym wyczuwa się pod skórą ogromne napięcie. Nigdy nie wiadomo, kiedy skumulowane wewnątrz emocje wybuchną, ale gdy to się już stanie, będzie sporo bólu i krwi.

3. Mother!

Kolejny kapitalny występ Jennifer Lawrence i jedno z tych dzieł Aronofskiego, które nie pozostawi nikogo obojętnym. Mnie zachwycił, ale duże grono widzów uważa tę produkcję za kompletny niewypał. Film jest niepokojący i nieszablonowy. Trudny do jednoznacznej klasyfikacji gatunkowej, chociaż sporo ma z horroru. Główna bohaterka – sugestywnie filmowana przez Matthew Libatique’a – przepełniona jest strachem. Nad jej domem unosi się widmo zagrożenia. Zagrożone są ład i harmonia, o które dbała z pieczołowitością i poświęceniem. Niczym w Viridianie Luisa Buñuela rozkosze gościnności zamieniają się w Sodomę i Gomorę, a dziecko noszone przez tytułową matkę nie zwiastuje nadziei, lecz rozkład moralny społeczeństwa.

4. Mayhem

Szalona jazda po biurowcu, gdzie wszelkie chwyty dozwolone. Gdy korporacja prawnicza zostaje zaatakowana przez wirusa, który cechuje się niezwykłym działaniem, potęguje się chaos, którego nie sposób powstrzymać. Wszyscy czują się bezkarni, bo – jak mówi jeden z bohaterów – „żadna kropla deszczu nie sądzi, że spowodowała powódź”. Zainfekowani pracownicy pozbywają się wszelkich hamulców i krwawo rozprawiają się ze swoimi współpracownikami. Dwójka głównych bohaterów – nawet mimo tego całego chaosu – nie zamienia się w bezmyślnych szaleńców. Pozostają oni buntownikami walczącymi o swoje prawa i godność. Pokazywany w trakcie Splat! Film Festival komediowy horror uderza brutalnością, ale też masą świetnych tekstów, dobrym aktorstwem i nieco prowokacyjnym stylem.

5. Uciekaj!

Interesujące podejście do kwestii rasizmu. Niesztampowe i niepokojące, ale też błyskotliwe i zabawne. Film pozbawiony banalnej refleksji na tematy związane z nietolerancją. Za fasadą typowego horroru/thrillera zakamuflowana jest spora dawka ironii i garść podtekstów. Debiutujący reżyser Jordan Peele zakpił z obecnej we współczesnym kinie tendencji do liberalizowania. Doprowadzony do absurdu liberalizm skutkuje narzuceniem sztywnych reguł i wykreowaniem nowego bezdusznego systemu, a co za tym idzie wyodrębnieniem się nowego rodzaju niewolnictwa. Jednakże jako horror/thriller jest to również produkcja udana i do tego stopnia angażująca, że w pewnym momencie widz może krzyknąć „Uciekaj!”.

Maciej Niedźwiedzki

1.  Coco

Kino perfekcyjne technicznie i wyjątkowo wrażliwe. Dopięte na ostatni guzik i przemyślane w każdym detalu przedstawionego świata. Twórcy oprowadzają nas bardzo skrupulatnie po obu jego płaszczyznach, plotąc między nimi kolejne zależności. Zaludniają swój film postaciami nieobojętnymi, obdarzonymi przeszłością i licznymi motywacjami. Fabuła natomiast lawiruje i zwodzi. Kilkukrotnie zmierza w niespodziewane kierunki. Całość zwieńczona jest prawdopodobnie najczulszym finałem w dorobku Pixara. To animacja magiczna i ponadczasowa.

2. Manchester by the Sea

Scena spotkania postaci granych przez Caseya Afflecka i Michelle Willams jest warta wszelkich nagród świata. To punkt kulminacyjny, który potrafi wyszarpać serce. Cała misterna narracyjna konstrukcja filmu prowadzi do tego momentu. Chwili odbierającej mowę. Nie tylko bohaterom filmu, ale również mnie. Trudno uwierzyć, że dawni małżonkowie, rodzice, przyjaciele i partnerzy nie mają sobie po latach nic do powiedzenia, gdy tak wiele się wydarzyło. Manchester by the Sea to wymagające, przejmujące i niewygodne kino. Paradoksalnie również takie, do którego będę regularnie wracać. Za dużo w nim filmowego mięsa: aktorskiej, scenopisarskiej, montażowej maestrii.

3. Mother!

Nowy film Aronofsky’ego drażni i konsternuje. Równocześnie jednak zastanawia i aż prosi się o rekonstruowanie go, o rozkładanie na części kaznodziejskiego monologu reżysera. Mother! to śmiała alegoria stworzenia świata. To także kiczowaty krzyk natchnionego artysty. Kino ekscesu i rozbuchanej formy, ale wypchane po brzegi pomysłami. Tak na poziomie inscenizacji, jak i opowieści. Pociągają mnie te liczne sprzeczności, lubię tak gęste od treści kino. Lubię, gdy film zostaje w głowie na długo po seansie.

4. Klient

Kolejny triumf Asghara Fahradiego. Irański reżyser znowu bierze na warsztat ludzką naturę. Nasze słabości, naszą hipokryzję, naszą podejrzliwość, naszą zarozumiałość i naszą nieufność. Fahradi rozsiewa w scenariuszu typowe dla siebie elipsy, dawkuje podawane widzowi informacje. Dzięki temu co kilkanaście minut możemy sami nadawać tej opowieści nowy początek. To scenopisarskie arcydzieło. Klient sprawdza się i jako diagnoza rozpadających się więzi społecznych, i jako propozycja ich uzdrowienia. Kino kompletne.

5. Nazywam się Cukinia

Nie dajcie się zwieść prostej i umownej stronie formalnej. To poważne, mierzące się z bardzo delikatną problematyką kino. Jego bohaterami są mieszkające w sierocińcu dzieci. Nieletni, którzy wciąż nie uciekli od tragicznej przeszłości. Nie uwolnili się od poczucia traumy. Ich rany są dalej otwarte. Twórcy w niebanalny sposób oddają proces ich gojenia się. Koncentrują się na momencie, gdy na twarzach dzieci w końcu pojawi się uśmiech. Nazywam się Cukinia jest filmem mającym wręcz lecznicze właściwości. To kino wychowawcze, w żadnym wypadku szkolne. Lektura obowiązkowa dla każdego, kto myśli o karierze pedagoga.

Na szóstce wylądowałaby przejmująca Jackie, będąca kinem biograficznym najwyższej próby. Wyróżnienia również dla Dunkierki i Wojny o planetę małp. Na takie blockbustery zasługujemy.  

Jacek Lubiński

1. Czerwony żółw

Kino w swoim najczystszym wydaniu, najlepszej i najbardziej uniwersalnej formie. Wspaniałe po prostu.

2. Milczenie

Jeśli po ponad roku od premiery wciąż wracam myślami do dzieła Martina Scorsesego, to znaczy, że jest przynajmniej bardzo dobre i/lub wyjątkowe. Inna sprawa, że niełatwe i stojące jakby w opozycji do poprzednika.

3. Split

Niezwykle miły dla oka powrót do korzeni i być może największe zaskoczenie ostatnich kilku lat. Plus świetna/e rola/e Jamesa McAvoya oraz rozkwitająca z każdym kolejnym rokiem, piękna Anya Taylor-Joy na deser.

4. A Ghost Story

Intrygujące, mocno eksperymentalne w formie spojrzenie na czas i nietypowe love story w jednym. A przy tym niezbity dowód na to, że w kinie, wbrew pozorom, nie wszystko jeszcze było i wciąż jest miejsce na oryginalność oraz świeże pomysły.

5. Okja

Film o małej dziewczynce i dużej świni, to – cytując jednego z bohaterów – kino, które kurewsko dobrze smakuje.

Wyróżnienia:

Twój Vincent – za formę.
Mother! – za ekspresję.
Król rozrywki – za dynamikę i… rozrywkę.
I tak cię kocham – za roczny poślizg w dystrybucji.

Mikołaj Lewalski

1Blade Runner 2049
2. Manchester by the Sea
3. Dunkierka
4. Wojna o planetę małp
5. Logan

Wyróżnienie: Coco La La Land. Pierwszy w przepiękny sposób przedstawia kwestie związane z pasją i przemijaniem, a także doprowadził mnie do prawdziwego płaczu. Drugi zachwycił mnie (choć za musicalami nie przepadam) rewelacyjną muzyką i poruszającą historią z przewrotnym zakończeniem.

Ostatnio dodane